Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179917 miejsce

Enklawy socjalizmu

Wiem, że żyję w społeczeństwie, w którym wielu jego członków wspomina z rozrzewnieniem czasy socjalizmu realnego. Niestety, spędziłem znaczną część życia w tym cholernym systemie i coraz trudniej przychodzi mi zrozumieć ludzi, którzy tamte czasy wspominają z rozrzewnieniem.

Znam dosyć dobrze intelektualne i emocjonalne mechanizmy, które odpowiadają za ten szczególny rodzaj idealizacji przeszłości, ale często, przysłuchując się rozmowom toczonym przez ludzi jeszcze starszych ode mnie, chwytam się na uczuciu wewnętrznej irytacji, kiedy ktoś, krytykując czasy współczesne, daje za przykład bezpowrotnie już, mam nadzieję, minioną przeszłość.

Najciekawsze jest jednak to, że w tych przypadkiem podsłuchanych rozmowach nie pojawiają się wspomnienia z okresu stalinowskiego, ani nawet lata rządów Gomułki. Najczęściej z rozczuleniem opisywane są rządy Edwarda Gierka. Warto zwrócić uwagę na tę dosyć dziwną pamięciową kondensację czasów paskudnego ustroju do krótkich dziesięciu lat.

W tamtym okresie bardzo często, z powodów rodzinnych, jeździłem pociągami do Warszawy i w mojej ocenie gierkowskiej dekady biorę pod uwagę to szczególne, traumatyczne doświadczenie.

Napisałem, że „jeździłem pociągiem”. To dużo powiedziane. Pociągi wtedy przede wszystkim stały w polu. Minutami, a czasami nawet godzinami. Ich spóźnianie się było czymś tak potwornie denerwującym, że zadecydowało o skrajnie krytycznej ocenie tamtych lat. Tym bardziej, że w latach sześćdziesiątych, najszybszy pociąg pospieszny Łódź – Warszawa przejeżdżał 127 kilometrów w godzinę i trzydzieści siedem minut. Inne były wolniejsze o kilka lub najwyżej kilkanaście minut.
Ktoś może słusznie zapytać, po co piszę o takich duperelach, kiedy w Polsce jest tyle o wiele ważniejszych spraw, takich jak lustracja, ogólna i kościelna, seksafera w „Samobronie” czy ludzka bomba, krążąca jeszcze do niedawna po Polsce i zarażająca młode wrażliwe kobiety wirusem HIV.

Powód jest prosty. Oto po wielu miesiącach przedłużającej się gehenny osób dojeżdżających do pracy w Warszawie, zakończono, podobno z sukcesem, remont torowiska. W efekcie tego wielkiego zwycięstwa polskiej myśli technicznej pociągi do stolicy (i z powrotem) będą mknąć ze średnią prędkością około sześćdziesięciu kilometrów na godzinę. Kto nie wierzy, może łatwo to obliczyć na domowym kalkulatorze. Czas przejazdu, po wielu miesiącach utrudnień, pozwalających dobrze pojąć głęboki sens powiedzenia o „człowieku, którego trafia szlag” wynosi teraz dwie godziny i piętnaście minut. Nie chcę uchodzić za malkontenta, ale jest, jeśli się nie mylę, rok 2007 i jesteśmy w XXI wieku. I budujemy, na nowym moralnym fundamencie, IV Rzeczpospolitą.

Powiem prosto i brutalnie. Mam w nosie taką sanację, jeśli muszę o niej myśleć w tak wolno przemieszczającym się pociągu. Uwierzyłbym w moralne odrodzenie w pojeździe mknącym przez piękne, polskie krajobrazy z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę. Zauważmy, iż nie chcę wiele, chociaż wiem o znacznie szybszych klasycznych pojazdach szynowych. Na przykład francuskich, nie mówiąc już o japońskich, które pojawiły się w latach sześćdziesiątych.

W Polsce jest wiele enklaw socjalizmu. Drogi i koleje do nich też należą. Mogę zrozumieć, chociaż jest to bardzo trudne, iż w kraju nie prowadzimy żadnej, sensownej debaty o przyszłości, co oznacza, że już nie jesteśmy w stanie sprostać czekającym nas cywilizacyjnym wyzwaniom. Mogę również pojąć, co jest jeszcze trudniejsze, iż zajmujemy się, z niezrozumiałą zajadłością, przeszłością, nie zastanawiając się, co przyniesie najbliższych trzydzieści lat, kiedy zaczną się wyczerpywać paliwa kopalne.
Jestem pesymistą i uważam, że rozpoczęła się agonia ludzkiej cywilizacji. Ale nawet w tak smutnych czasach zasługujemy na drobne przyjemności. Marzę zatem o tym, by pociągi z Łodzi do Warszawy jeździły z podobną prędkością jak w okresie socjalizmu Władysława Gomułki.

A działo się to czterdzieści lat temu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

byk! --->*skonstruowane uff... aż się zdenerwowałem na PKP. To przez tą chorą firmę!

Komentarz został ukrytyrozwiń

PKP - jest to ostatnia forma transportu, którą wybiorę. Kiedy słyszę, że do mnie trzeba dopłacać to stwierdzam, że nie chcę obciążać podatników mą osobą. A chętnie bym skorzystał z kolei gdyby jakość transportu się poprawiła i mówię tu o siedzeniach, które są zkonstruowane tak, abym czasem nie odpoczął, o sedesie w ubikacji, który cały czas sam się zamyka, o ogrzewaniu, które w zimę parzy mnie w pośladki, o konduktorach, którzy w drodze do Gdańska sprawdzają mi bilet przynajmniej 10 razy (a przed Trójmiastem pytają czemu bilet jest zniszczony), co do bezpieczeństwa też mam wątpliwości. Czasami słyszę, że pobito i okradzono kogoś w PKP. Widywałem pijanych, nachalnych wobec kobiet pasażerów, a konduktor i SOK nic sobie z tego nie robili. Jeszcze te piękne dworce... aż się denerwuję myśląc, że moi rodzice płacą podatki na ten "bajzel". Osobiście wolę zapłacić więcej za PKS i zasnąć w fotelu słuchając radia.

Za felieton plus... ciekawy temat, przyjemnie się czyta.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.