Facebook Google+ Twitter

Ennio Morricone. Król muzycznej przestrzeni przyjedzie do Krakowa

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2007-04-07 06:57

Skomponował muzykę do ponad czterystu filmów. Niebawem jej dźwięki zabrzmią na krakowskim Rynku. Ale nie tylko one…

Już 7 czerwca na krakowskim Rynku wystąpi Ennio Morricone. Włoski geniusz muzyki filmowej poprowadzi koncert z okazji jubileuszu 750-lecia lokacji miasta Krakowa. Kompozytor przywiezie z sobą z Rzymu symfoniczną orkiestrę. Zaprezentuje ona kantatę „Pieśń o Bogu ukrytym” do słów Jana Pawła II, której premiera miała miejsce w rzymskim Audytorium Concillazione koło Watykanu. W drugiej części wieczoru możemy spodziewać się kompozycji pochodzących z najgłośniejszych filmów Ennio Morricone, takich jak: „Misja”, „Nietykalni”, „Człowiek legenda” czy „Ofiary wojny”.

Kompozytor ma z czego wybierać, bo stworzył muzykę do ponad 400 filmów i, jak sam przyznaje, wcale nie zamierza na tym poprzestać. Mimo ukończonych 79 lat nie marzy o emeryturze, bo bez komponowania nie wyobraża sobie życia.
A wszystko zaczęło się, kiedy miał sześć lat i ojciec na wakacjach pokazał mu klucz wiolinowy. Ennio wprawdzie nie był tak cudownym dzieckiem jak Mozart i nie stworzył wtedy wybitnych utworów, ale bez wątpienia miało to wpływ na to, że w wieku lat 12 wstąpił do rzymskiego konserwatorium muzycznego – Accademia di Santa Cecilia. Czteroletni program nauki Ennio ukończył w niecałe dwa lata i opuścił uczelnię jako jeden z najlepszych studentów. Nie pociągnęło to za sobą od razu jakiś nieprawdopodobnych ofert pracy, dlatego też przez kilka lat zarabiał na życie grając na trąbce w nocnych klubach.

Trąbka i spaghetti westerny



– Był to bardzo nieprzyjemny okres w naszej historii, dopiero co zakończyła się wojna. Graliśmy więc najczęściej dla żołnierzy amerykańskich i brytyjskich. Nie lubiłem tego, bo nie podobało mi się odtwarzanie muzyki stworzonej przez innych ludzi. Nawet gdybym nie pracował w branży filmowej, z pewnością zostałbym kompozytorem. Akurat jednak zadzwonił do mnie pewien reżyser i tak zacząłem tworzyć muzykę. Ani razu nie zdarzyło mi się, żebym sam poszedł do reżysera i przedstawił mu swoje pomysły – wyznał z wrodzoną zarozumiałością w jednym z wywiadów.
Tym pierwszym reżyserem był Luciano Salce, który zaprosił go do napisania muzyki do filmu „Il Federale”. Jednak prawdziwa kariera filmowa kompozytora rozpoczęła się w 1964 roku, kiedy rozpoczął współpracę ze swoim przyjacielem z czasów szkolnych Sergio Leone – twórcą „spaghetti westernów”. Motywy z tych obrazów, takich jak „Dobry, zły i brzydki” czy „Za garść dolarów” uczyniły artystę sławnym. Ale teraz niechętnie mówi o tak mało poważnych produkcjach.

– „Za garść dolarów” to najgorszy film Leone i najgorsza moja partytura – wścieka się na to wspomnienie artysta, który – jak wynika z wywiadów – nie ma najłatwiejszego charakteru.
Wiedział już o tym Paolo Pasolini, kiedy zaczynał pracę z kompozytorem. Podobno tak bardzo obawiał się reakcji Morricone na niemoralne czyny przedstawione w filmie „Salo, czyli 120 dni Sodomy”, że odmówił pokazania kompozytorowi pierwszych kopii roboczych obrazu. Morricone, gdy obejrzał film, już po jego ukończeniu, stwierdził tylko: „To nie było w moim guście”. O wiele bardziej dumny jest z takich filmów jak „Misja” „Cinema Paradiso”, „Malena”, „Dawno temu w Ameryce”, w których swoimi dźwiękami stwarzał nieraz pełną przepychu, muzyczną przestrzeń. Po „Misji”, która nominowana była do Oscara, zaproponowano mu przeprowadzkę do Hollywood. Odmówił stanowczo.

Z daleka od Hollywood



– Mówili, że dadzą mi willę. Powiedziałem im, że podoba mi się we Włoszech i prowadzenie rozmów z reżyserem na temat muzyki nie jest wystarczającym powodem do opuszczenia Rzymu – oświadczył.
Mieszka więc w słonecznej Italii, od wielu lat z tą samą żoną Marią Travią, z która ma czwórkę dorosłych już dzieci: Marco, Alexandra, Andrea oraz Giovanniego. Pracuje codziennie po wiele godzin w swoim domu, mieszczącym się w centrum Rzymu i tylko raz w roku robi sobie prawdziwe wakacje. Ale w ich trakcie też zdarza mu się wymyślać filmowe dźwięki. Tak dużo pracuje, że nigdy nie miał czasu nauczyć się angielskiego. Może sobie na to pozwolić, bo dzięki swojej pozycji w świecie filmowym ma pewność, że reżyserzy, którzy chcą, by skomponował dla nich muzykę, sami zrobią wszystko, by się z nim porozumieć.

Choć ma tak bogaty dorobek i pięć razy nominowany był do Oscara, dopiero w tym roku otrzymał honorową statuetkę za całokształt twórczości. Jak sam stwierdził przed oscarową galą, jest to dla niego nagroda pocieszenia i wcale mu się nie podoba. Oświadczył, że do tej pory nie przeszkadzał mu brak uznania Akademii Filmowej. Dzięki temu dołączał do samego Stanleya Kubricka, który też nigdy nie dostał tej nagrody. A tegoroczne wyróżnienie odbiera mu tę satysfakcję.
Magda Huzarska-Czumiec

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.