Facebook Google+ Twitter

Episkopat Polski: całą prawdę poznacie po otwarciu archiwów

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2007-01-09 08:15

Włoski dziennik "Il Giornale", napisał, że w dokumentach na temat tej kandydatury, wysłanych wówczas do Rzymu przez nuncjusza apostolskiego abp. Józefa Kowalczyka, nie było żadnej wzmianki o przeszłości arcybiskupa Wielgusa.

Abp Stanisław Wielgus (P) i nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk (L). Fot. PAP/Tomasz GzellWatykanista włoskiego dziennika "Corriere della Sera" pisze, relacjonując swą rozmowę z kardynałem Re, że całą odpowiedzialnością za to co się stało obarcza on arcybiskupa Wielgusa. Jak podkreśla dla Watykanu wina Wielgusa jest podwójna, oprócz tej pierwotnej - współpracy z tajnymi służbami reżimu, jest nią także to, że publicznie zaprzeczał on tej współpracy aż do zeszłego piątku i nie przekazał pełnej informacji Stolicy Apostolskiej w czasie procesu sprawdzania przed nominacją. Coraz głośniej mówi się także o odpowiedzialności Nuncjatury Apostolskiej. To właśnie przedstawiciel Watykanu w Polsce - po konsultacjach z duchownymi i świeckimi danej diecezji - wyłania trzy kandydatury na urząd biskupa, a papież podejmuje swą autonomiczną decyzję.
Włoski dziennik "Il Giornale", który w listopadzie pierwszy zapowiedział nominację dla Stanisława Wielgusa napisał, że w dokumentach na temat tej kandydatury, wysłanych wówczas do Rzymu przez nuncjusza apostolskiego abp. Józefa Kowalczyka, nie było żadnej wzmianki o przeszłości hierarchy.

Zdaniem dziennikarzy "La Republika" wszystko rozegrało się między sobotą a niedzielą, kiedy Benedykt XVI otrzymał pocztą elektroniczną przetłumaczony na niemiecki raport na temat współpracy arcybiskupa Wielgusa z SB. Następnie w nocy, na kilka godzin przed ingresem przeprowadzone zostały konsultacje telefoniczne i wymiana listów między Watykanem, kurią warszawską i nuncjaturą w Polsce.

Wieczorem redakcja Wiadomości24.pl otrzymała oświadczenie ks. Piotra Libery, sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski:

– W przekazach medialnych w ostatnich dniach pojawiły się głosy atakujące osobę Księdza Arcybiskupa Józefa Kowalczyka, Nuncjusza Apostolskiego w Polsce. Związane są one z dramatycznymi wydarzeniami, jakie miały miejsce w Kościele katolickim w Polsce. W związku z tym, pragnę z całym przekonaniem stwierdzić – jako wieloletni współpracownik Księdza Nuncjusza oraz bezpośredni obserwator jego posługi legata papieskiego, że rola Księdza Arcybiskupa Józefa Kowalczyka była decydująca w rozwiązaniu bolesnej sprawy dotyczącej nominacji metropolity warszawskiego. Z racji obowiązujących mnie procedur, nie mogę na tym etapie ujawnić szczegółów. Gdy w przyszłości zostaną otwarte archiwa, zawarta w nich dokumentacja potwierdzi prawdziwość mojego świadectwa. W zaistniałej sytuacji chcę wyrazić uznanie wobec działań Księdza Arcybiskupa Nuncjusza i podziękować za to, co przez wiele lat zrobił i nadal robi dla dobra Kościoła w Polsce.


Tymczasem arcybiskup Stanisław Wielgus mianowany został biskupem - seniorem warszawskim. Duchowny nadal będzie wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. - Jako biskup płocki prowadził raz w miesiącu seminarium doktoranckie z historii filozofii i nadal tak będzie - poinformowała Beata Górka, rzecznik KUL. Rzecznik Episkopatu Polski, ks. Józef Kloch nawiązując do prac Kościelnej Komisji Historycznej powiedział, że otrzymała ona kolejne wnioski od duchownych o zbadanie ich przeszłości w świetle ewentualnych akt IPN na ich temat. Ks. Kloch nie chciał jednak ujawnić, ile jest wniosków ani tego, czy wśród ich autorów są biskupi.
Według rzecznika, komisja raczej nie zajmie się na razie sprawą nieżyjącego już bp. Jerzego Dąbrowskiego, który - według tygodnika "Wprost" - miał być agentem służb specjalnych PRL, rzekomo donoszącym na polskich biskupów obradujących na Soborze Watykańskim II.



Arcybiskup Wielgus może spokojnie patrzeć w przyszłość...

Z księdzem profesorem Józefem Wroceńskim, dziekanem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego rozmawia Tomek Saliński z Wiadomości24.pl:





Trzeba zbadać każdy przypadek
Z abp Tadeuszem Gocłowskim, metropolitą gdańskim rozmawia Barbara Szczepuła

- Wczoraj pojawiły się w mediach nowe doniesienia dotyczące współpracy księży ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Chodzi o biskupa Jerzego Dąbrowskiego, który uczestniczył m.in. w przygotowaniu obrad okrągłego stołu. We "Wprost" czytamy, że biskup miał pseudonim "Ignacy" .
- Możemy do tego podchodzić jak do sensacji, albo przyjąć tę informację z bólem, tak jak w rodzinie przyjmuje się wiadomość o chorobie jednego z jej członków. Wierni i kapłani stanowią przecież jedną wielką rodzinę. Ksiądz Jerzy Dąbrowski, biskup pomocniczy w Gnieźnie, był zaangażowany w Sekretariacie Episkopatu Polski, potem w Sekretariacie Prymasa Polski od 1979 roku, więc to niezwykle smutna sprawa. Przykra tym bardziej, że biskup Dąbrowski nie żyje już od 1991 roku. Zginął w wypadku samochodowym 17 lat temu. Oceniamy człowieka po śmierci, zamiast osądzać wreszcie tych, którzy go nagabywali. Może nawet złamali? Oni mają się świetnie. zytam w prasie, że znaleziono jakieś pokwitowanie odbioru pieniędzy z 1965 roku na 80 tysięcy lirów. Mój Boże, co to za suma! Za to można było kupić może pięć książek. Nie wyjaśniając tego, możemy stworzyć mylne wrażenie, że chodzi o jakieś wielkie pieniądze. Mam w oczach tego biskupa, bardzo zaangażowanego człowieka i jest mi niezwykle smutno... Nie wiem jakie były jego układy z reżimem komunistycznym, ale wiem, że trzeba być bardzo ostrożnym, bo dotykamy tu sprawy niezwykle delikatnej i bolesnej. I dlatego nie można robić z tego sensacji.

- Druga informacja, która pojawiała się wczoraj dotyczy księdza infułata Janusza Bielańskiego, proboszcza katedry na Wawelu. Złożył dymisję z tej funkcji. Od pewnego czasu powtarzały się pogłoski, że był tajnym współpracownikiem SB.
- Był proboszczem w katedrze wawelskiej od lat. Był w bardzo bliskich relacjach z Janem Pawłem II, był kolega z roku księdza kardynała Dziwisza, wielkim znawcą katedry. Oprowadzał po niej z wielką znajomością rzeczy, z wielkim zaangażowaniem. Całe życie poświęcił katedrze i dzięki niemu wygląda tak pięknie jak dziś. Ksiądz Bielawski to zrobił.

- To dobrze, ale to przecież nie usprawiedliwia współpracy z SB.
- Oczywiście, że nie. Ale trzeba zbadać jaka to była współpraca, na czym polegała. Czy był zwykłym delatorem, donosił na kolegów, czy może był tylko nieostrożny w kontaktach ze Służbą bezpieczeństwa. Wyjaśnijmy to.

- No właśnie, czy Kościół nie powinien już dawno tym się zająć?
- Jeszcze przez najbliższe dziesięć czy piętnaście lat będziemy to robić. Nie tylko w Kościele, ale w całym społeczeństwie. Kościół był jedyną wolną instytucją w zniewolonym kraju i bardzo wiele dobrego zrobił. A my teraz tylko strzelamy do tych biedaków księży. Na przykładzie abp Wielgusa widać jaki to dramat. Jest to człowiek wybitnie inteligentny, znakomicie wykształcony i po prostu przestraszył się, zamiast powiedzieć jak było. Jak bezwzględnie ludzie dziś go sądzą! Bez znieczulenia! Nie bronię go, ale zachęcam do głębszej analizy całej skomplikowanej sytuacji.

- A jak ksiądz arcybiskup ocenia w tym kontekście działania polskiej nuncjatury?
- Nie wiem jak się nuncjusz zachowywał w tej sprawie. Może coś zaniedbał, czegoś nie dopilnował... Wiem jedno: podczas 18 lat pracy w Polsce zrobił ogromnie dużo. Nie można więc osądzać go za tę jedną tylko sprawę.

- Mówi się, że wiedział o współpracy arcybiskupa Wielgusa z SB, ale nie przekazał tego Stolicy Apostolskiej.
- Wygląda na to, że albo arcybiskup Wielgus nie poinformował papieża, albo nuncjusz. Jak było naprawdę, nie wiem. Naprawdę nie wiem.


Tego oczekiwano
Ks. Jan Bernard Szlaga, biskup pelpliński
- W uroczystości ingresu nie uczestniczyłem, informacja o rezygnacji arcybiskupa Stanisława Wielgusa była dla mnie zaskakującą. W Polsce podobnej sytuacji dotychczas nie było. Śledząc opinię publiczną na ten temat widać było, że właśnie takiej decyzji oczekiwano. Wiadomo, że w takiej sytuacji arcybiskup nie miałby łatwego życia publicznego, to nie byłyby najlepsze działania. Wszystko to razem sprawiłoby, że ta jego droga, jako metropolity warszawskiego, byłaby bardzo trudna. Można więc powiedzieć, że papież Benedykt XVI wybawił arcybiskupa z takiej konieczności. Atmosfera była ciężka nie tylko od nowego roku, ale i już wcześniej. Sprawa rozwiązana została w sposób dramatyczny. Gdyby w czasie bardziej stosownym wyjaśniono te, nie ma co ukrywać niezbyt pochlebne informacje na temat arcybiskupa, odbiór społeczeństwa mógł być nieco inny. Jak się dzisiaj czuje arcybiskup? Sam musiał być świadom konsekwencji...

Rzeczywistość bosko-ludzka
Rozmowa z ks. Kazimierzem Sową, byłym dyrektorem Radia Plus, publicystą katolickim

- Co zawiodło w tych dniach w polskim Kościele?
- Skoro nawet prefekt kongregacji do spraw biskupów kardynał Giovanni Battista Re twierdzi, że jego kongregacja nie posiadała kompletnych informacji na temat przeszłości arcybiskupa Wielgusa, znaczy to tylko jedno: że zawiodły instytucje i procedury, które są zobowiązane do przedstawienia bardzo dokładnej analizy cech kandydata do tak ważnego urzędu.

- Zawiodła instytucja nuncjusza?
- Powiem tak: dyplomacja watykańska uznawana jest za jedną z najlepszych. Trudno wytłumaczyć, dlaczego Watykan takich informacji nie miał. Ktoś ich po prostu nie dostarczył.

- Może selekcjonowano te informacje, bo tak ważny był dla części biskupów wybór właśnie arcybiskupa Wielgusa?
- Tak daleko bym się nie posuwał. Raczej uważam, że możemy mówić o pewnym niedoinformowaniu i chyba o zbagatelizowaniu doniesień, mówiących o tym, że taki problem istnieje.

- Zabrakło wyobraźni, aby przewidzeć, jakie mogą być reakcje społeczne?
- Na pewno zabrakło wyobraźni, przewidzenia możliwych konsekwencji tak nonszalanckiego podejścia do tej informacji. Być może przyjmowano, że deklaracja z grudnia oznacza, jak to się mówi, Roma locuta, causa finita. No ale okazało się, że nie jest tak do końca.

- Po raz pierwszy od 2000 lat.
- No właśnie.

- Przy okazji ingresu pojawiły się w Kościele głosy nawiązujące do zwierania szeregów, interpretujące to, co się dzieje, jako atak na kościół różnych wrogich, zewnętrznych sił. Pojawiają się już informacje o kolejnych hierarchach uwikłanych we współpracę ze Służbą bazpieczeństwa. Czy taka postawa może wziąć górę w Kościele?
- Nawet w czasie wielkiego kryzysu budowanie Kościoła w oparciu o mentalność oblężonej twierdzy nie jest dobrym rozwiązaniem, chociaż pozwala przeżyć. Dobre rozwiązanie polega na tym, że przyznajemy, iż Kościół jako instytucja bosko-ludzka, poza pierwiastkiem świętości ma również elementy grzechu, który popełniamy my wszyscy, wierni, jego członkowie. A najgorsze są zawsze próby zamiecenia wszystkiego pod dywan i udawanie, że nic się nie stało. Przekonaliśmy się właśnie, do czego to prowadzi.

Karolina Kulaszewicz




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

* Wiem jedno: podczas 18 lat pracy w Polsce zrobił ogromnie dużo. Nie można więc osądzać go za tę jedną tylko sprawę.* - na wysokich stanowiskach można kogoś ocenić za jedną sprawę - może to nie jest w porządku, ale tak jest. Pilot lub kapitan statku moga być świetnymi fachowcami, a spowodują jedną katastrofę (Titanic) i już psy się wiesza. To samo z politykami. No tak już jest!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.