Pozycja materiału w rankingach:
Włoski dziennik "Il Giornale", napisał, że w dokumentach na temat tej kandydatury, wysłanych wówczas do Rzymu przez nuncjusza apostolskiego abp. Józefa Kowalczyka, nie było żadnej wzmianki o przeszłości arcybiskupa Wielgusa.
Watykanista włoskiego dziennika "Corriere della Sera" pisze,
relacjonując swą rozmowę z kardynałem Re, że całą odpowiedzialnością za
to co się stało obarcza on arcybiskupa Wielgusa. Jak podkreśla dla
Watykanu wina Wielgusa jest podwójna, oprócz tej pierwotnej -
współpracy z tajnymi służbami reżimu, jest nią także to, że publicznie
zaprzeczał on tej współpracy aż do zeszłego piątku i nie przekazał
pełnej informacji Stolicy Apostolskiej w czasie procesu sprawdzania
przed nominacją. Coraz głośniej mówi się także o odpowiedzialności
Nuncjatury Apostolskiej. To właśnie przedstawiciel Watykanu w Polsce -
po konsultacjach z duchownymi i świeckimi danej diecezji - wyłania trzy
kandydatury na urząd biskupa, a papież podejmuje swą autonomiczną
decyzję.
Włoski dziennik "Il Giornale", który w listopadzie pierwszy
zapowiedział nominację dla Stanisława Wielgusa napisał, że w
dokumentach na temat tej kandydatury, wysłanych wówczas do Rzymu przez
nuncjusza apostolskiego abp. Józefa Kowalczyka, nie było żadnej
wzmianki o przeszłości hierarchy.
Zdaniem dziennikarzy "La Republika" wszystko rozegrało się między sobotą a niedzielą, kiedy Benedykt XVI otrzymał pocztą elektroniczną przetłumaczony na niemiecki raport na temat współpracy arcybiskupa Wielgusa z SB. Następnie w nocy, na kilka godzin przed ingresem przeprowadzone zostały konsultacje telefoniczne i wymiana listów między Watykanem, kurią warszawską i nuncjaturą w Polsce.
Wieczorem redakcja Wiadomości24.pl otrzymała oświadczenie ks. Piotra Libery, sekretarza generalnego Konferencji Episkopatu Polski:
– W przekazach medialnych w ostatnich dniach pojawiły się głosy
atakujące osobę Księdza Arcybiskupa Józefa Kowalczyka, Nuncjusza
Apostolskiego w Polsce. Związane są one z dramatycznymi wydarzeniami,
jakie miały miejsce w Kościele katolickim w Polsce. W związku z tym,
pragnę z całym przekonaniem stwierdzić – jako wieloletni współpracownik
Księdza Nuncjusza oraz bezpośredni obserwator jego posługi legata
papieskiego, że rola Księdza Arcybiskupa Józefa Kowalczyka była
decydująca w rozwiązaniu bolesnej sprawy dotyczącej nominacji
metropolity warszawskiego. Z racji obowiązujących mnie procedur, nie
mogę na tym etapie ujawnić szczegółów. Gdy w przyszłości zostaną
otwarte archiwa, zawarta w nich dokumentacja potwierdzi prawdziwość
mojego świadectwa. W zaistniałej sytuacji chcę wyrazić uznanie wobec
działań Księdza Arcybiskupa Nuncjusza i podziękować za to, co przez
wiele lat zrobił i nadal robi dla dobra Kościoła w Polsce.
Tymczasem arcybiskup Stanisław Wielgus
mianowany został biskupem - seniorem warszawskim. Duchowny nadal będzie
wykładowcą Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. - Jako biskup płocki
prowadził raz w miesiącu seminarium doktoranckie z historii filozofii i
nadal tak będzie - poinformowała Beata Górka, rzecznik KUL. Rzecznik
Episkopatu Polski, ks. Józef Kloch nawiązując do prac Kościelnej
Komisji Historycznej powiedział, że otrzymała ona kolejne wnioski od
duchownych o zbadanie ich przeszłości w świetle ewentualnych akt IPN na
ich temat. Ks. Kloch nie chciał jednak ujawnić, ile jest wniosków ani
tego, czy wśród ich autorów są biskupi.
Według rzecznika, komisja
raczej nie zajmie się na razie sprawą nieżyjącego już bp. Jerzego
Dąbrowskiego, który - według tygodnika "Wprost" - miał być agentem
służb specjalnych PRL, rzekomo donoszącym na polskich biskupów
obradujących na Soborze Watykańskim II.
Trzeba zbadać każdy przypadek
Z abp Tadeuszem Gocłowskim, metropolitą gdańskim rozmawia Barbara Szczepuła
- Wczoraj pojawiły się w mediach nowe doniesienia dotyczące
współpracy księży ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Chodzi o biskupa
Jerzego Dąbrowskiego, który uczestniczył m.in. w przygotowaniu obrad
okrągłego stołu. We "Wprost" czytamy, że biskup miał pseudonim "Ignacy"
.
- Możemy do tego podchodzić jak do sensacji, albo przyjąć tę
informację z bólem, tak jak w rodzinie przyjmuje się wiadomość o
chorobie jednego z jej członków. Wierni i kapłani stanowią przecież
jedną wielką rodzinę. Ksiądz Jerzy Dąbrowski, biskup pomocniczy w
Gnieźnie, był zaangażowany w Sekretariacie Episkopatu Polski, potem w
Sekretariacie Prymasa Polski od 1979 roku, więc to niezwykle smutna
sprawa. Przykra tym bardziej, że biskup Dąbrowski nie żyje już od 1991
roku. Zginął w wypadku samochodowym 17 lat temu. Oceniamy człowieka po
śmierci, zamiast osądzać wreszcie tych, którzy go nagabywali. Może
nawet złamali? Oni mają się świetnie. zytam w prasie, że znaleziono
jakieś pokwitowanie odbioru pieniędzy z 1965 roku na 80 tysięcy lirów.
Mój Boże, co to za suma! Za to można było kupić może pięć książek. Nie
wyjaśniając tego, możemy stworzyć mylne wrażenie, że chodzi o jakieś
wielkie pieniądze. Mam w oczach tego biskupa, bardzo zaangażowanego
człowieka i jest mi niezwykle smutno... Nie wiem jakie były jego układy
z reżimem komunistycznym, ale wiem, że trzeba być bardzo ostrożnym, bo
dotykamy tu sprawy niezwykle delikatnej i bolesnej. I dlatego nie można
robić z tego sensacji.
- Druga informacja, która pojawiała się
wczoraj dotyczy księdza infułata Janusza Bielańskiego, proboszcza
katedry na Wawelu. Złożył dymisję z tej funkcji. Od pewnego czasu
powtarzały się pogłoski, że był tajnym współpracownikiem SB.
- Był
proboszczem w katedrze wawelskiej od lat. Był w bardzo bliskich
relacjach z Janem Pawłem II, był kolega z roku księdza kardynała
Dziwisza, wielkim znawcą katedry. Oprowadzał po niej z wielką
znajomością rzeczy, z wielkim zaangażowaniem. Całe życie poświęcił
katedrze i dzięki niemu wygląda tak pięknie jak dziś. Ksiądz Bielawski
to zrobił.
- To dobrze, ale to przecież nie usprawiedliwia współpracy z SB.
-
Oczywiście, że nie. Ale trzeba zbadać jaka to była współpraca, na czym
polegała. Czy był zwykłym delatorem, donosił na kolegów, czy może był
tylko nieostrożny w kontaktach ze Służbą bezpieczeństwa. Wyjaśnijmy to.
- No właśnie, czy Kościół nie powinien już dawno tym się zająć?
-
Jeszcze przez najbliższe dziesięć czy piętnaście lat będziemy to robić.
Nie tylko w Kościele, ale w całym społeczeństwie. Kościół był jedyną
wolną instytucją w zniewolonym kraju i bardzo wiele dobrego zrobił. A
my teraz tylko strzelamy do tych biedaków księży. Na przykładzie abp
Wielgusa widać jaki to dramat. Jest to człowiek wybitnie inteligentny,
znakomicie wykształcony i po prostu przestraszył się, zamiast
powiedzieć jak było. Jak bezwzględnie ludzie dziś go sądzą! Bez
znieczulenia! Nie bronię go, ale zachęcam do głębszej analizy całej
skomplikowanej sytuacji.
- A jak ksiądz arcybiskup ocenia w tym kontekście działania polskiej nuncjatury?
-
Nie wiem jak się nuncjusz zachowywał w tej sprawie. Może coś zaniedbał,
czegoś nie dopilnował... Wiem jedno: podczas 18 lat pracy w Polsce
zrobił ogromnie dużo. Nie można więc osądzać go za tę jedną tylko
sprawę.
- Mówi się, że wiedział o współpracy arcybiskupa Wielgusa z SB, ale nie przekazał tego Stolicy Apostolskiej.
-
Wygląda na to, że albo arcybiskup Wielgus nie poinformował papieża,
albo nuncjusz. Jak było naprawdę, nie wiem. Naprawdę nie wiem.
Tego oczekiwano
Ks. Jan Bernard Szlaga, biskup pelpliński
-
W uroczystości ingresu nie uczestniczyłem, informacja o rezygnacji
arcybiskupa Stanisława Wielgusa była dla mnie zaskakującą. W Polsce
podobnej sytuacji dotychczas nie było. Śledząc opinię publiczną na ten
temat widać było, że właśnie takiej decyzji oczekiwano. Wiadomo, że w
takiej sytuacji arcybiskup nie miałby łatwego życia publicznego, to nie
byłyby najlepsze działania. Wszystko to razem sprawiłoby, że ta jego
droga, jako metropolity warszawskiego, byłaby bardzo trudna. Można więc
powiedzieć, że papież Benedykt XVI wybawił arcybiskupa z takiej
konieczności. Atmosfera była ciężka nie tylko od nowego roku, ale i już
wcześniej. Sprawa rozwiązana została w sposób dramatyczny. Gdyby w
czasie bardziej stosownym wyjaśniono te, nie ma co ukrywać niezbyt
pochlebne informacje na temat arcybiskupa, odbiór społeczeństwa mógł
być nieco inny. Jak się dzisiaj czuje arcybiskup? Sam musiał być
świadom konsekwencji...
Rzeczywistość bosko-ludzka
Rozmowa z ks. Kazimierzem Sową, byłym dyrektorem Radia Plus, publicystą katolickim
- Co zawiodło w tych dniach w polskim Kościele?
-
Skoro nawet prefekt kongregacji do spraw biskupów kardynał Giovanni
Battista Re twierdzi, że jego kongregacja nie posiadała kompletnych
informacji na temat przeszłości arcybiskupa Wielgusa, znaczy to tylko
jedno: że zawiodły instytucje i procedury, które są zobowiązane do
przedstawienia bardzo dokładnej analizy cech kandydata do tak ważnego
urzędu.
- Zawiodła instytucja nuncjusza?
- Powiem tak: dyplomacja
watykańska uznawana jest za jedną z najlepszych. Trudno wytłumaczyć,
dlaczego Watykan takich informacji nie miał. Ktoś ich po prostu nie
dostarczył.
- Może selekcjonowano te informacje, bo tak ważny był dla części biskupów wybór właśnie arcybiskupa Wielgusa?
-
Tak daleko bym się nie posuwał. Raczej uważam, że możemy mówić o pewnym
niedoinformowaniu i chyba o zbagatelizowaniu doniesień, mówiących o
tym, że taki problem istnieje.
- Zabrakło wyobraźni, aby przewidzeć, jakie mogą być reakcje społeczne?
-
Na pewno zabrakło wyobraźni, przewidzenia możliwych konsekwencji tak
nonszalanckiego podejścia do tej informacji. Być może przyjmowano, że
deklaracja z grudnia oznacza, jak to się mówi, Roma locuta, causa
finita. No ale okazało się, że nie jest tak do końca.
- Po raz pierwszy od 2000 lat.
- No właśnie.
-
Przy okazji ingresu pojawiły się w Kościele głosy nawiązujące do
zwierania szeregów, interpretujące to, co się dzieje, jako atak na
kościół różnych wrogich, zewnętrznych sił. Pojawiają się już informacje
o kolejnych hierarchach uwikłanych we współpracę ze Służbą
bazpieczeństwa. Czy taka postawa może wziąć górę w Kościele?
- Nawet
w czasie wielkiego kryzysu budowanie Kościoła w oparciu o mentalność
oblężonej twierdzy nie jest dobrym rozwiązaniem, chociaż pozwala
przeżyć. Dobre rozwiązanie polega na tym, że przyznajemy, iż Kościół
jako instytucja bosko-ludzka, poza pierwiastkiem świętości ma również
elementy grzechu, który popełniamy my wszyscy, wierni, jego członkowie.
A najgorsze są zawsze próby zamiecenia wszystkiego pod dywan i
udawanie, że nic się nie stało. Przekonaliśmy się właśnie, do czego to
prowadzi.
Karolina Kulaszewicz
Zobacz także:
Sortuj komentarze:
Mir Nalezińskí 09.01.2007 15:48
* Wiem jedno: podczas 18 lat pracy w Polsce zrobił ogromnie dużo. Nie można więc osądzać go za tę jedną tylko sprawę.* - na wysokich stanowiskach można kogoś ocenić za jedną sprawę - może to nie jest w porządku, ale tak jest. Pilot lub kapitan statku moga być świetnymi fachowcami, a spowodują jedną katastrofę (Titanic) i już psy się wiesza. To samo z politykami. No tak już jest!
Sondaż TNS Polska: Platforma w górę, PiS i Ruch Palikota mocno w dół
(odsłon: +3781)