Facebook Google+ Twitter

Episkopatu ślepy pęd owczego stada

Zawrócenie pięciu ordynariuszy z marszu w obronie demokracji nie jest samą pomyłką w diagnozie stanu wolności w czasach postpolityki. Archaicznym i nadmiernie wpływowym zdaniem abp. Nycza nic gorszego niż komunizm już się nie zdarzy.

 / Fot. I. WoodKontrowersyjna dystrybucja słowa na październikowym Synodzie dopuszczała do głosu rodziców homoseksualnych dzieci żądających uznania dla związków jednopłciowych, ale zapomniała o rodzicach zapobiegających cierpieniom zadawanym ich dzieciom przez homoseksualny styl życia. Ten schemat wolności eliminuje teraz sumienie polskich duchownych za sprawą reguły większości, kościelnym językiem opacznie definiowanej jako wezwanie do jedności.

Wywierając presję na piątkę polskich biskupów deklarujących poparcie dla "Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów" nuncjusz apostolski Celestino Migliore mógł uczciwie ogłosić, że Kościół musi się liczyć z władzą państwową. Ta zaś obawia się opozycji do tego stopnia, że posądza ją o ekstremizm.

Stara cwana sztuczka nurza oburzenie na listopadowe aberracje wokół wyborów samorządowych w szambie oszołomstwa a Kościół choć skłonny do tolerowania oburzenia społecznego od skandalistów się odwraca i zabiera z ich podwórka swoich "funkcjonariuszy".

Czytaj więcej: Więcej marketingu w wyborach lokalnych, mniej etyki

Migliore, będący w zażyłych kontaktach – bo jakże może być inaczej – z pałacem prezydenckim i "doradzany" przez ultrakoniunkturalnego abp. K. Nycza, nie miał wyjścia. Musiał reagować. Lecz to, co zrobił, bliskie jest hipokryzji i makiawelizmowi: zaszantażował kierujących się swoim sumieniem, opornych członków episkopatu przypadkiem odwołanego za brak jedności z braćmi w biskupstwie latynoamerykańskiego hierarchy. Dla Deca, Meringa czy Depo ostrzeżenie nuncjusza musiało zabrzmieć jak memento.

Kiedy zdejmowano ze stanowiska ordynariusza Ricardo Liveresa Plano mówiono, że ponosi on konsekwencje separowania się od krajowej konferencji biskupów. - "Bolesna decyzja Stolicy Apostolskiej, podyktowana przez szereg powodów duszpasterskich, wynika z troski o najwyższe dobro jedności Kościoła w Ciudad del Este i wspólnoty biskupów Paragwaju" – pisano w oficjalnym komunikacie. Z zazdrości do Watykanu non stop słano donosy, w których oskarżano duchownego o predylekcję do tradycjonalizmu. Ciudad del Este Rogelio była jedyną diecezją w Paragwaju, gdzie stan kapłański w zaledwie kilka lat potroił się a zaangażowana wspólnota wiernych fundowała rekordową liczbę kaplic i kościołów.

Gdyby paragwajski biskup nie kierował się sumieniem i nie był odporny na obrzydliwy grupowy konformizm - fetowany przez watykańskich dygnitarzy - setka seminarzystów poszukujących realnej duchowości w kapłaństwie nie odnalazłaby powołania. Albo czym byłby Kościół austriacki bez Franza Jägerstättera, któremu Fliesser, biskup Linzu, odmówił spotkania? Bohater dowiedziawszy się, że III Rzesza zabija w niedalekim Ybbs chorych umysłowo postanowił nie przysięgać na wierność Hitlerowi. Zaprzyjaźnieni księża radzili mu zaakceptować służbę wojskową. - Nie ma "dychotomii między służbą Chrystusowi i ojczyźnie" – podpowiadali. Błogosławiony odpowiadał im: "Ten reżim jest złem i nie będę go w żaden sposób wspierał".

Jeden tylko biskup nie złożył podpisu pod listem pasterskim episkopatu niemieckiego z czerwca 1933 r., w którym z entuzjazmem witano "nacjonalistyczne przebudzenie" (Erwachen) a katolików wzywano do posłuszeństwa nowej władzy. Jeden też tylko biskup wyłamał się z decyzji episkopatu Austrii - po wkroczeniu wojsk Hitlera do remilitaryzowanego obszaru Nadrenii w 1936 r. - o uczczeniu Anschlussu biciem w dzwony kościelne i śpiewaniem Te Deum. W podległej mu diecezji nie fetowano Hitlera.

Episkopat nie jest superkościołem, który za diecezję odpowiadałby jak biskup. Nie ma sumienia i tej wrażliwości co pasterz diecezji. Jest tylko dobrowolną i pomocniczą organizacją, która biskupom ma służyć bez podważania ich suwerenności.

Czytaj więcej: Papież: rynki narzucają obce narodom prawa

Biskupi Dec i Mering trafnie odnajdują się w nurcie nauczania Kościoła, po stronie sprawiedliwości społecznej. Nycz i Migliore wzywając do wstrzemięźliwości politycznej są bardziej zespoleni z polityką, niż oskarżani przez nich współbracia, gdyż odpowiadają na oczekiwania ekipy stojącej u sterów władzy i zasadniczo z nią się identyfikują. Są więc bliżsi pomaganiu konkretnej formacji politycznej w osiąganiu przez nią celów politycznych, chociaż ostrożnie nie afiszują się swoimi z nią powiązaniami i dedykowaną jej sympatią.

Dec i Mering mogą kroczyć obok ludzi dobrej woli, z których niektórzy są zapewne politykami, ale maszerując w obronie zasad sprawiedliwości społecznej, jak czynił to chwalony przez papieża Franciszka abp Romero, towarzyszą opozycji akcydentalnie. Absurdem byłoby posądzać Romero o politykowanie tylko dlatego, że budował szeroki front poparcia dla reform społecznych, w którym uczestniczyła opozycja.

Aprobatę lub dezaprobatę dla zaangażowania społecznego duchownych wyznacza zatem punkt ciężkości, który może się mieścić w realnej polityce lub po stronie sprawiedliwości społecznej pomimo otoczki, jaką jest polityka dla sprawiedliwości społecznej. Proces odnajdowania owego punktu ciężkości stał się przedmiotem manipulacji i gry pozorów.

Czytaj więcej: Dziękujemy Opatrzności, nie Bolkowi

Zapewne w imieniu Migliore wszystko i nic nie mówiąca opinia arendarza katolickiej informacji, Marcina Przeciszewskiego o "Udziale Kościoła w życiu politycznym" mogłaby równie dobrze usprawiedliwiać zachowawczą politykę austriackich biskupów. Ale też cytując Gaudium et Spes, konstytucję soborową, Przeciszewski niedwuznacznie wydobywa sens zaangażowania hierarchów katolickich.

"Kościół (...) ze względu na swoje zadanie i kompetencje w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną i nie łączy się z żadnym systemem politycznym" (Gaudium et spes, 76). Każdy więc system polityczny jest przedmiotem krytyki Kościoła i stoi jakby na zewnątrz Ewangelii.

Wrażliwość jednostek toruje rozpoznanie totalitaryzmu i tym samym sytuuje je w opozycji do aktualnego systemu politycznego, a episkopaty rzadko chcą walczyć z systemem, tym bardziej że ten, z którym mają do czynienia obecnie jest globalny i nie ma dla siebie alternatywy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Barbaro, analogia z Kościołem latynoskim jest trafna, bo chodzi w niej o samą polaryzację, że duchowni dzielą się na zwolenników zachowawczości i progresizmu, tak jak każda wspólnota ludzka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mario, ale my, stara Europa, to nie Ameryka Łacińska. i "takie zaangażowanie" bywa o troszkę za wielkie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaś w Niemczech biskupi karzą księży, którzy mają czelność ostrzegać przed islamizacją:

http://www.pi-news.net/2015/01/duisburg-mutiger-pfarrer-nach-auftritt-bei-pegida-nrw-vom-bistum-muenster-abgestraft/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Głos bp. Nossola to jeden z tych, którzy zalecają powstrzymanie zaangażowania duchownych. pytanie zaangażowania w co ? czy zasady demokracji i sprawiedliwości społecznej to już polityka? w ameryce Łacińskiej takie zaangazowanie to chleb powszedni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.