Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28134 miejsce

Epitafium ku pamięci Elżbiety L.

Poznaliśmy się w wakacyjny, ciepły dzień na plaży w Kołobrzegu w 1970 roku. Na zawsze zapadły mi w pamięci gęste, pokręcone blond włosy i słoneczny uśmiech - zakochałem się w elektryzującej osobowości tej zwykłej, polskiej dziewczyny.

Skończyły się wakacje. Ela wróciła do rodzinnej Częstochowy, a moje serce, mimo że osadzone w Mikołowie, faktyczne biło o 100 km dalej. Wtedy nie było maili i SMS-ów. Na list trzeba było czekać długie dwa tygodnie. Dwa listy w miesiącu i sporadyczne spotkania musiały nam wystarczyć przez cały rok.

W 1971 roku Ela zaczęła studia na Wydziale Biologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Mnie w technikum czekały jeszcze dwa lata nauki. Uczyliśmy się w odległości niespełna jednego kilometra, ale nasze środowiska były tak różne, że we wzajemnych kontaktach nic się nie zmieniło. Z czasem musiało więc dojść do nieporozumienia, w wyniku którego zdecydowałem się na podjęcie studiów w Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie - byle być dalej od Katowic.

Ela nigdy nie zrozumiała, jak można uciec przed samym sobą - zresztą ja sam wkrótce przestałem to rozumieć, ale tej decyzji, podjętej pod wpływem impulsu, nie można już było cofnąć.

Minęły kolejne dwa lata pisania listów, które zaczęły przychodzić rzadziej - przypominać zaczęły sztampę z coraz mniejszym zabarwieniem uczuciowym. Wreszcie przyszedł ten ostatni, informujący, że zakochała się w swoim korepetytorze matematyki i wychodzi za niego za mąż...

Nie skorzystałem z grzecznościowego zaproszenia na ślub - przesłałem tylko szczere życzenia szczęścia, a swój ból próbowałem ukoić alkoholem wypitym w samotności pod brzozą rosnącą na pobliskim poligonie. Gdy się ocknąłem, było już po wszystkim...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (20):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 08.03.2009 14:06

+
Wzruszająca opowieść z "Polskich dróg" rodem. Gratuluję! A miałem do czynienia z tysiącami tekstów, które przychodziły do mojej redakcji, działu literackiego w "Tygodniku Kulturalnym", "Kulturze", "TIM"-ie..... Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Która kobieta nie pragnie takiej miłości? To słychać, to pragnąć, to czuć!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.10.2008 16:39

minus, ze tu jesteś !!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie sądzę, by Autor miał jakis ukryty niecny cel. Skłaniam sie ku temu, co napisała Jadwiga, to wewnętrzna potrzeba ekspiacji jakiejś.
I szkoda, bo gdyby to powściągnął, czytelnik mógłby odnieść większą korzyść.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Kolejny tekst o tym że byli przyzwoici SB-cy. Byli. I co z tego? Służyli w formacji która ma krew rodaków na rękach. 50 lat wybijania zębów przeciwnikom czerwonej władzy. Jeśli byli przyzwoici to może nawet są podwójnie winni, bo milcząco przytakiwali w ten sposób kolegom - oprawcom."

Racja, Bonar. Dodam jeszcze, że to kolejny tekst służący relatywizowaniu historii i wartości. Świetnie odbierany przez młodych ("taki milusiński SBek, czego się go czepiacie"). Niewiele pomogą minusy i komentarze, autor swój cel i tak skutecznie realizuje. Masakra.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie każdy może się pochwalić nieskazitelną przeszłością, autor nie ukrywa swojej, choć daleko mu do ideału.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To Twoja interpretacja mojego wpisu. Ja oczekuję obiektywizmu, ciężko się broni casusu dziewicy w lupanarze. Pomniki w spiżu to robili taśmo w ZSRR, po co powielać schematy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, od Autora oczekujesz jedynie bicia się w piersi i mantry "mea culpa".
Jeśli zgrzeszył, to wyznania te powinien zanieść do konfesjonału - jeśli jest wierzący.
Nie oczekuj, że uczyni je na W24; Ty też tego nie zrobiłbyś.
Pod mądrymi wpisami Jadzi i Basi i ja się podpisuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basiu, to opowieść o polskim losie, owszem, tyle że wykuta w brązie... Autor w swoich opowieściach jest postacią prawie nieskalaną, kryształowy charakter. Widzimy potrzebę Autora opowiedzenia światu swojej historii, ale spowiedzią bym się nie odważył tego nazwać. Spowiedź to szczere wyznanie, przyznanie się do błędów, Autor zaś w swoich relacjach jest postacią spiżową, zawsze wykonuje rzetelnie swoje obowiązki, podejmuje tylko słuszne decyzje, a jeśli popełnia błąd to tylko w wyniku nieporozumienia (vide tekst powyżej)...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przypadkiem zagladam i wpadlam na Elzbiete L. myslalam o innej Ezbiecie L,
te historie troche zmodwfikowana czytalam juz chyba gdzes dosc dawno temu, tak mi sie wydaje.

A sama historia jak samo zycie.

= dokonujecie oceny, Jakbyscie zapomnieli "polskie drogi",
Mamy taki polski zyciorys mocno poszarpany i zakrecony od chwlii gy Polak w mundurze carskim strzelal do Polaka w mundurze austryjackim, lub w innch mundurach w ktorych polscy chlopcy byli "przebrani",

Ta opowiesc niczym wyznanie , by nie powiedziec spowiedz , dosc dobrze obrazuje zakrecone losy, nieporozumienia, rozne interpretacje,

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.