
- Był tam gestapowiec ze swastyką na ramieniu. Wyglądał jak żywy - łapie się za głowę Jacek Woron. - Nie wyobrażam sobie, by mój pięcioletni wnuczek nakleił sobie taką postać na rękę i biegał po ulicy. To jakiś skandal!
Chińskie gumy do żucia Ajaib z kolorowymi tatuażami przedstawiającymi żołnierza w galowym mundurze oficera SS są przebojem wśród łódzkich dzieci. Bez problemu można je kupić w sklepikach szkolnych. Cieszą się dużą popularnością, bo kosztują zaledwie 15 groszy. Gumy są ulubionym przysmakiem uczniów Szkoły Podstawowej nr 58 w Łodzi.
- Znamy je, to gumy z tatuażem - przekrzykują się chłopcy z II klasy. - Są w szkolnym sklepiku i w spożywczym obok szkoły. Na obrazkach czasem są esesmani, a czasem roboty, kosmici i potworki.
Właścicielka niewielkiego sklepu przy ul. Młynarskiej na Bałutach nie ma pojęcia, jakie treści niechcący rozprowadza, sprzedając gumy z tatuażem. - Nie zaglądam pod opakowania, bo towar byłby do wyrzucenia. Nic złego nie robię - tłumaczy właścicielka , ale nie chce się przedstawiać. - Gumy mają atesty, są ładnie opakowane, dzieciaki je lubią. Nigdy nie wpadłoby mi do głowy, że coś z nimi może być nie tak.
Tajemnicę tatuażu odkryli natomiast pracownicy łódzkiej hurtowni Jomag, która ma w zapasie jeszcze 250 sztuk gum. - Chłopcy się zdziwili, że mundur tak dokładnie przypominał niemiecki - przyznaje Mariola Kubiak, właścicielka hurtowni. - Ale nikt nie składał reklamacji. Gumy są tanie i świetnie się sprzedają.
Słodycze produkowane są w Chinach, na teren Unii Europejskiej sprowadza je firma Profisa z Litwy, stąd wizerunek esesmanów trafia do sklepów w całej Europie. Do Łodzi sprowadziła je firma Słod-Pol.
Cały artykuł przeczytasz na stronach
polskatimes.pl