Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

88439 miejsce

Eskalacja wojny o Narodowy Teatr Stary. Żądanie dymisji ministra

Liczne protesty wobec polityki artystycznej Jana Klaty zwróciły się przeciw popierającemu go w pełni ministrowi kultury i dziedzictwa kultury, Bogdanowi Zdrojewskiemu. Z żądaniem dymisji wystąpiła Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka.

Narodowy Stary Teatr w Krakowie / Fot. KazimierzP / fotopolska.eu [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons "Teatr Narodowy to okręt admiralski, źle się dzieje, gdy znakomici aktorzy z niego uciekają" - powiedział dziś Jan Englert, dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie w programie Agaty Młynarskiej "Świat się kręci". To jeden z trzech teatrów w kraju, nad którym pieczę sprawuje bezpośrednio minister kultury i dziedzictwa narodowego, czyli obok Narodowego Starego Teatru w Krakowie i Teatru Wybrzeże w Gdańsku.

Źle się dzieje w krakowskim Teatrze Narodowym im. Heleny Modrzejewskiej. Spektakle w tej placówce budzą sprzeciw wytrawnych znawców teatru, apelujących od kilku dni w listach otwartych do ministra kultury i dziedzictwa narodowego, Bogdana Zdrojewskiego, o interwencję.

Dr Elżbieta Morawiec, eks kierownik literacki Starego Teatru w liście otwartym, opublikowanym w tygodniku "Do rzeczy" napisała m. in.: "W Teatrze Starym od 10 miesięcy trwa skandal z dyrekcją Jana Klaty. "Poczet królów polskich" (reż. Garbaczewski), "Bitwa 1920", haniebnie postponująca rolą Piłsudskiego i gloryfikująca czerwonego zdrajcę i kata (dzieło Demirskiego i Strzępki). Pamiętam jeszcze wielkie święto, jakim w 1978 było pojawienie się Piłsudskiego w spektaklu Jerzego Jarockiego „Sen o bezgrzesznej”. Za komuny!!! A dziś, w wolnej Polsce nieodpowiedzialni ludzie gloryfikują kata polskości i nie tylko polskości, mordercy z Czeka".

Do dramatycznych protestów doszło w ostatnich tygodniach - w czasie przedstawienia "Do Damaszku" według Strinberga oraz w trakcie prób do najnowszej premiery Starego Teatru - "Nie-Boskiej komedii", nic niemającej wspólnego z dramatem, do którego odnosi się tytuł. Po obu protestach minister występował z pełnym poparciem dla działań Jana Klaty, mimo stwierdzeń, że nie zna spornych spektakli.

Jan Klata, dyrektor Starego Teatru w Krakowie, konsekwentnie traktuje bunt jako przejaw nagonki laików, którzy "nie rozumieją, co to jest kultura wysoka". Zdaje się nie dostrzegać wymiaru problemu. W wywiadzie radiowym ośmiesza oponentów: "To protesty ludzi, którzy nie odróżniają Doroty Segdy od siostry Faustyny i chcą spowiadać się u bohaterów Plebanii".

Jakub Kornacki, absolwent Krakowskiej PWST z 1997 roku, w liście otwartym do ministra, protestujący przeciw błazenadzie Jana Klaty, zaznacza: "Ukończenie PWST w Krakowie kosztowało mnie wiele pracy. Nad warsztatem, nad wyobraźnią, nad wieloma elementami, które budują kunszt artysty. Dziś oglądam coraz częściej żenującą klaunadę zawodowych hochsztaplerów, którzy korzystają z tego, że publiczność nie ma odwagi przyznać, że… król jest nagi!".

Autor listu przypomina: "Teatr jako dziedzina sztuki, miał kiedyś służyć poszukiwaniu Piękna i Prawdy o człowieku. Miał być przestrzenią intymnego spotkania aktora z widzem. Spotkania, które miało być narzędziem uwrażliwienia i dialogu. Dziś teatr coraz częściej nie uwrażliwia, ale rozdziewicza. Gwałci wrażliwość widzów i chamsko wyciągniętym palcem pokazuje tym, którzy go utrzymują ze swoich podatków: "Nie podoba się? Wynocha! Skoro nie umiecie docenić zaszczytu obcowania z moją nagą Klatą…"

Z prób do "Nie- Boskiej komedii" zrezygnowało siedmiu wybitnych aktorów: Bolesław Brzozowski, Anna Dymna, Mieczysław Grąbka, Tadeusz Huk, Ryszard Łukowski, Jacek Romanowski i Krzysztof Zawadzki. Słynni aktorzy Starego Teatru, biorący udział w głośnej inscenizacji z 1965 r., wyrazili oburzenie przebiegiem prób do współczesnej wersji "Nie-Boskiej komedii" i oskarżeniem Konrada Swinarskiego o antysemityzm. W akcie protestu ze Starego Teatru zapowiedziała odejście zasłużona dla tej sceny, związana z nią 50 lat , Anna Polony.

Czytaj także: Bunt aktorów w Starym Teatrze. Nie chcą grać w nowej "Nie-Boskiej komedii"

Na wszystkie te akty Jan Klata odpowiada w wywiadzie "Nazywają mnie Żydem, tęczowym pedałem i porno-Klatą", że są to nieporozumienia, fałszywie przedstawiane przez media: "Cały czas mamy do czynienia z, delikatnie mówiąc, przekłamaniami medialnymi".

Ubolewania Jana Klaty skomentował Rafał Ziemkiewicz jako sposób manipulacji odbiorem sytuacji. Przywołuje jego diagnozę portal natemat.pl - Artyści eksperymentować powinni w teatrach prywatnych, nie państwowych? Czyli skandalu z Janem Klatą ciąg dalszy: "to “nowa, świecka tradycja”, w której “każdy skompromitowany palant odstawia męczennika, że go ktoś niby nazwał Żydem”.

Minister kultury stwierdził, że protesty przeciw polityce repertuarowej nie powinny szkodzić życiu artystycznemu. "Dopuszczalne są różne formy wyrażania sprzeciwu wobec repertuaru, wobec określonych propozycji artystycznych, ale także sama wolność artysty musi być szczególnie chroniona, bo jest wartością absolutnie nadrzędną".

Problematyczna sytuacja wywołała reakcje polityków. Prawica Rzeczpospolitej Marka Jurka żąda dymisji ministra kultury. Obwinia Bogdana Zdrojewskiego (PO) o to, że za nią odpowiada, gdyż on Jana Klatę"powołał i udziela mu mocnego urzędowego wsparcia".

Zdaniem Prawicy Rzeczpospolitej Marka Jurka (byłego marszałka Sejmu z ramienia PiS) sytuacja w krakowskim teatrze, to tylko jeden z przejawów błędnej polityki ministra. Innym dowodem na to ma być choćby fakt, iż w stołecznym Centrum Sztuki Współczesnej wystawiono pracę Jacka Markiewicza pt. "Adoracja Chrystusa". Jest to w istocie film, w którym Markiewicz pieści średniowieczny (wypożyczony z Muzeum Narodowego) krucyfiks i postać Jezusa. Instalacja ta wywołała protesty, a do sali, w której była wystawiona, przychodziły dziesiątki osób z Krucjaty Różańcowej, by się modlić. Kontekst ten przypomniała także w swym liście Elżbieta Morawiec.

Prawica Rzeczpospolitej pisze: "sprawa Teatru Starego nie jest jednostkowym błędem, ale elementem polityki realizowanej przez ministra. Ta polityka to przyzwolenie na destrukcję kultury narodowej i europejskiej".



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (17):

Sortuj komentarze:

Panie Rafale, przeczytałam i stwierdziłam, że publicysta ma wiele racji. A niestety jego prognozy na temat rozwiązania problemu są wysoce prawdopodobne. Szkoda, że tylko na takiego dyrektora średniego pokolenia stać nasze czasy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, muszę Panu powiedzieć, że jestem bezradna. To jest poczucie smaku, poczucie kultury osobistej, poczucie piękna. To bardzo subtelne kryteria, których matematycznie nie da się wyliczyć.
Kto ma prawo protestować, krzyczeć? Ten, kto ma odwagę głośno powiedzieć to, na co inni bezwolnie przymykają oczy? Trzeba być Jaśkiem z 'Wesela", by szarpać chocholi taniec, w jakim tkwią ślepcy. Albo jak Pan woli tym chłopcem z baśni Andersena "Nowe szaty cesarza", który krzyknął "Król jest nagi!"
ten ostatni argument ktoś podał w swoim tekście. Identyfikuję się z nim całkowicie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto,
ma Pani słuszność. Sytuacja, jaka Pani opisała, byłaby w tym wypadku bardziej wymowna. Moje rozumowanie nasunęło mi się jako uzasadnienie akcji sprzeciwu, ale zdaję sobie sprawę, że ten kij ma dwa końce.
Nawet co niektórzy podejrzewali, że Klata sam uknuł intrygę, aby przyciągnąć widzów.
Jak tak czytam, jak inteligencja rezygnuje z chodzenia do Starego Teatru po obejrzeniu jednej produkcji, to nawet rozumiem tę rozpaczliwą sytuację Klaty.
Sięga po coraz brutalniejsze środki.

Swoją drogą to się dziwię. Klata w wywiadzie się poskarżył, że po medialnych informacjach o kopulacji w jego spektaklu zadzwoniła do niego jego osobista babcia, zatroskana o wnuczka. Dziwię się, bo jak się tak swoją babcią przejmuje, to czemu nie szanuje tego świata wartości, jaki ona reprezentuje.
Może ja też oszukał, że tej kopulacji nie było w spektaklu 'Do Damaszku", jak teraz usiłuje zaprzeczać, że w "Nie-Boskiej komedii" nie było tych elementów, o jakich doniosły media.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Katarzyna napisała:
"Jeśli Klata zniża teatr do poziomu masowych produkcji dla przeciętnych mas, które cieszą brutalne środki wyrazu rodem z burdeli, to niech nie ma pretensji, że wtedy obowiązują zachowania rodem z tych kręgów. To proste."
Oj, to tak nie działa.
Miłośnicy widowisk w klimacie "Warsaw Shore" tudzież "brutalnych środków wyrazu rodem z burdeli" raczej do Teatru Starego nie przyjdą. Przyjdą bardziej wymagający widzowie, którzy wymagać powinni również od siebie. Jeśli zaczną manifestować niezadowolenie w sposób godny troglodyty, to skutecznie rozreklamują spektakl i przyciągną niewybrednych widzów, spragnionych atmosfery skandalu. Opuszczenie widowni w ciszy i bez komentarzy może być równie wymowne (i dotkliwe).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy artykuł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Katarzyna Bartkowska

/...jak zapewnić przestrzeganie kryteriów/

Zacząć trzeba od ich wymienienia. Ja ich nie znam.
Proszę wymienić listę kompletną, mającą obowiązywać na scenach narodowych.
A wtedy można przejść do kwestii przestrzegania.
Na ile zaliczamy? Na 30% ? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Polecam recenzje "Do Damaszku" Andrzeja Horubały. Podoba m się fragment na temat znaczeni protestu widzów.

Autor najpierw pisze o poprzednich niewypałach Klaty, a potem pointuje -

"Demonstrację na spektaklu "Do Damaszku" można uznać za nietrafioną: ani ten spektakl nie jest jakoś specjalnie obrazoburczy, ani też spraw narodowych nie dotyka - ot, nieudane, zakłamane jakieś przedstawienie pogubionego Klaty, który potknął się o własne spodnie i już chyba sam nie wiedział, co chciał wykonać: żałosną historyjkę autobiograficzną, kpinę z dominującej kultury, pokaz uwspółcześnienia klasyka. A że zaprzągł do tego jeszcze aktorów kojarzących się ze świetnym okresem Starego Teatru - trudno.

Ale przecież nie chodzi o sceny seksu czy sprawę niewierności duchowi Strindberga. Chodzi o rzeczy poważniejsze: niszczenie placówki kultury narodowej przez grupę pyszałków, którzy sądzą, że Stary Teatr to zabawka dana im do swobodnej gry. Trudno się dziwić, że ludzie nie wytrzymali. Trudno też nie liczyć, że protest odniesie skutek. "

Komentarz został ukrytyrozwiń

Od dawien dawna na przedstawieniach dla mas ludzie gwizdali, tupali, wrzeszczeli. A nawet z łuków strzelali do aktorów..., o czym można przeczytać w Pamiętnikach Paska. Ale na dworach, w kręgach elity w obcowaniu ze sztuką przez duże S takie zachowania były niedopuszczalne.
Jeśli Klata zniża teatr do poziomu masowych produkcji dla przeciętnych mas, które cieszą brutalne środki wyrazu rodem z burdeli, to niech nie ma pretensji, że wtedy obowiązują zachowania rodem z tych kręgów. To proste.

Panie Arturze, dziękuję za ciekawy impuls do rozważań.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obejrzałam nagranie z przerwania spektaklu "Do Damaszku", by wyrobić sobie zdanie. Pada tam taka kwestia, że oburzony widz nie ma obiekcji przerwać spektaklu, bo "to coś" nie zasługuje na miano spektaklu.
Tu pojawia się pewien niuans. Nie czy można zakłócać spektakle w teatrze, naruszając prawo innych do niezakłóconego odbioru, tylko jakie spektakle można zakłócać, a jakie nie. Tak, tak..., wiem, że to już jest problem, kto ma decydować, jak zapewnić przestrzeganie kryteriów itd.
Ale to jest fakt, tzw. burda, jak ją nazywa Klata, była protestem światłej i kulturalnej części odbiorców przeciwko czemuś, co nie było spektaklem, ale uliczną burdą na scenie.
To coś nie powinno się znaleźć na scenie Narodowego Teatru Starego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oglądając dyskusję na temat w TVP Kultura, padały głosy o tym, że "świetne" jest nie tylko głosowanie widzów nogami, także podczas spektaklu, ale również bardziej ekspresyjna forma protestu, łącznie z przerywaniem przedstawienia. Jako dopuszczalny element wyrażania własnej opinii. Głosy przeciwne skupiały się raczej nie na dopuszczalności zachowania w ogóle, szczególnie wobec twórców i odtwórców, ale raczej na odbieraniu tym samym wolności innym widzom do niezakłóconego odbioru.


"Polska publiczność jest bardzo konwencjonalna. A uważam, że na połowie spektakli w teatrach powinni gwizdać" - mówi w rozmowie z Hanną Zielińską Krystyna Janda

A to już troszeczkę inaczej postawiony problem, bo Janda nie mówi o prawie, a powinności. Wobec tego samo narzuca się pytanie, która to połowa i jak wobec tych połówek zorientowane są spektakle w teatrach p. Krystyny ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.