Facebook Google+ Twitter

Eugenie Bouchard - blondynka z temperamentem

Rozpisują się o niej sportowe media na całym świecie. Od dawna żadna zawodniczka nie wywołała wśród kibiców tak skrajnej polaryzacji. Jedni ją uwielbiają, inni nienawidzą. Już zdążyła na stałe wpisać się do historii kanadyjskiego tenisa.

 / Fot. PAP/EPAMa zaledwie 20 lat i imię po brytyjskiej księżniczce Eugenii Mountbatten-Windsor. Genie Bouchard po raz pierwszy w tenisowym światku zaistniała dwa lata temu wygrywając juniorski Wimbledon. Niewątpliwy sukces nastolatki potraktowano z przymrużeniem oka. Trudno się dziwić. Przeskok między rozgrywkami juniorskimi a 'prawdziwym' graniem jest ogromny i częstokroć okazuje się niemożliwy do pokonania dla większości młodych graczy. Dlaczego więc inaczej miałoby być z pochodzącą z kraju bez tenisowych tradycji ówczesną 18-latką? Przesłanek brakowało, ale życie bywa bywa przewrotne. I w tym przypadku 'wykręciło wszystkim niezły numer.'

Kanadyjka potrzebowała zaledwie jednego pełnego sezonu, aby szturmem wedrzeć się do światowej czołówki. Przełomowy 2013 rok obfitował w wartościowe "skalpy". Genie na rozkładzie miała m. in. Samanthę Stosur, Jelenę Janković, Anę Ivanović, czy nadzieję amerykańskiego tenisa Sloane Stephens. Zaczynała jako 144 rakieta świata. Sezon zakończyła na 32 miejscu. Została doceniona przez światową federację, otrzymując tytuł Newcomer of the Year. Kibice zaczęli zadawać sobie pytanie: w czym tkwi tajemnica sukcesów tenisistki z Montrealu? Pozornie nie wyróżniała się niczym szczególnym pośród wielu innych młodych zawodniczek. Mocno bijąca, agresywna, bezkompromisowa na korcie. Starająca się przejąć inicjatywę w każdej wymianie. No dobrze, ale takich było więcej. Gdzie zatem tkwi haczyk?

Genie wzbudza skrajne emocje, ponieważ nie ma w jej słowniku terminu 'polityczna poprawność'. Kanadyjka - mówiąc kolokwialnie - wali prosto z mostu. Nie owija w bawełnę. Dziennikarze najczęściej słyszą to, co 20-latka ma w głowie, a nie to, co chcieliby usłyszeć i co nadawałoby się na poczytnego newsa. Swoją niepokornością wygrała rzesze kibiców na całym świecie. Najwierniejsi jeżdżą za nią pod banderą Genie Army. Nieprzychylni twierdzą z kolei, że to zadufana w sobie, rozpieszczona dziewczynka, kóra musi nauczyć się pokory. Prawda leży pewnie - jak zawsze - pośrodku. Jedno jest pewne - Bouchard nie wpisuje się w powszechnie przyjęty kanon młodej tenisistki, będącej u progu grania na najwyższym poziomie.

Patrząc na aparycję Bouchard, nie sposób oprzeć się porównaniu do Marii Szarapowej. W mediach aż huczy od takich zestawień. Szczególnie po jej sukcesie w tegorocznym Wimbledonie. Sama zainteresowana kategorycznie się od tego odcina. Nie chcę być kolejną wersją kogoś innego. Jestem sobą i podążam własną drogą - ucina wszelkie spekulacje. Po zwycięstwie w półfinale londyńskiego turnieju nad rozstawioną z nr 3 Simoną Halep stwierdziła, że nie jest zaskoczona tą wygraną, ponieważ ciężko na to zapracowała. I znowu wśród kibiców rozpętała się burza. "Rozwydrzona diwa", "brak szacunku dla przeciwniczki" - to tylko niektóre z zarzutów, które pojawiły się w Internecie pod adresem Genie. Kanadyjka "zasłynęła" w kwietniu bieżącego roku z incydentu przed meczem Pucharu Federacji przeciwko Słowacji, kiedy odmówiła podania dłoni Kristinie Kucovej w trakcie przedmeczowej prezentacji. Stwierdziła, że… oficjalne powitania są "słabe" (ang. lame). Natychmiastowo zyskała w mediach społecznościowych przydomek "brat" (z ang. bachor, dzieciak). Z drugiej strony po finale na londyńskiej trawie przyznała, że nie zasłużyła na taka sympatię ze strony angielskich kibiców, biorąc pod uwagę poziom zaprezentowany przez nią w meczu o tytuł. Ot, cała Bouchard.

Jej tenisowym idolem jest Roger Federer. Na Twitterze otrzymała już ponad 100 propozycji matrymonialnych, na randkę chciałaby się umówić z… Justinem Bieberem, a przyjaźni się z Jimem Parsonsem (Sheldon z Big Bang Theory). Jednego nie można jej odmówić. Ta blondynka z ładną buzią naprawdę potrafi grać w tenisa. Jako jedyna zawodniczka uzyskała w tym roku co najmniej półfinał każdego turnieju wielkoszlemowego. Po przegranym z Petrą Kvitovą finale Wimbledonu awansowała na 7 miejsce w rankingu WTA, zostając tym samym najwyżej notowaną Kanadyjką w historii. A to zaledwie początek kariery nietuzinkowej 20-latki z Kraju Klonowego Liścia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.