Facebook Google+ Twitter

Eugeniusz Malinowski: Nie jestem czarodziejem

Aktor i syberyjski "bard" opowiada o swoim życiu, karierze i miłości do muzyki. Eugeniusz Malinowski w rozmowie z Iloną Adamską wspomina także swoje początki w Polsce.

fot. archiwum prywatne – Urodził się Pan w Biełowie, na Syberii. Jak wspomina Pan swoje dzieciństwo?
– Przede wszystkim dużo słońca. Dalekie, jak wtedy mi się wydawało, wędrówki w sięgające aż po horyzont pszeniczne pola, tarzanie się w stogach siana. Pokonywanie dżungli, tak samo wielkich, gęstych pól słonecznikowych, gdzie każdy słonecznik wydawał się być sięgającym do nieba bambusem. Albo w okolicznych lasach walki indiańskich plemion lub oddziałów partyzanckich... Pamiętam też w zimie fascynujące kopanie tuneli w zaspach śnieżnych, albo skakanie z dachów do zasp śnieżnych. Cokolwiek robiliśmy naszą paczką, pamiętam jak mieliśmy niemalże hazardową potrzebę adrenaliny, przeżycia jakiegoś ryzyka.

– Kiedy podjął Pan decyzję o przeprowadzce do Polski? Dlaczego akurat wybrał pan Polskę?
– Pamiętam początki moich pierwszych rozczarowań życiowych. Świat i wartości z filmów i czytanych książek nie pokrywały się tym światem, w którym realnie się znajdowałem. Nie mieściło się wtedy w mojej zbuntowanej głowie nastolatka, że można wylecieć ze szkoły tylko dlatego, że ma się długie włosy. Nie potrafiłem zrozumieć, a tym bardziej się zgodzić, że moje, i nie tyko (całej młodzieży wtedy), ulubione zespoły Led Zeppelin, Pink Floyd, Deep Purple znalazły się na oficjalnej krajowej liście zespołów zabronionych do słuchania dla młodzieży. Nie wolno było tego puszczać na dyskotekach. Już wtedy byłem przekonany, że przyjdzie taki dzień, kiedy wyjadę do kraju, w którym   te zespoły mieszkają. A kiedy ten moment w moim życiu nadszedł, chciałem po drodze zajrzeć do kraju, z którego pochodził mój dziadek. Poznać go. Prowadzę rozpoznanie do tej pory.

– Jak wspomina Pan pierwsze dni pobytu w naszym kraju?
– Słabo je pamiętam, bo pożegnania z bliskimi i przyjaciółmi w Rosji trwały prawie tydzień, a w Polsce przez pierwsze trzy dni na kempingu przy Polu Mokotowskim bardzo entuzjastycznie integrowałem się w świeżo poznanym towarzystwie Szwedów, Niemców, Anglików i nie pamiętam kto tam jeszcze był. Potem dopiero wziąłem się za Polskę.

  – Kto lub co miało tak naprawdę wpływ na podjęcie decyzji o zostaniu aktorem?
– Ja takiej decyzji nawet nie podejmowałem, to było jedno z moich skrytych marzeń, które powoli, stopniowo, samoistnie się spełniło, pogłębiając moją wiarę w marzenia. A początkami tej wiary były właśnie te same wojny Indian i partyzantów, które oczywiście zawsze się kończyły zwycięstwem dobra.

– Jest Pan absolwentem Kiemierowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk i Kultury, z wykształcenia dyrygentem orkiestry estradowej. Konfucjusz mawiał: „Muzyka kreuje pewien rodzaj przyjemności, bez której natura ludzka nie mogłaby istnieć". Z kolei wybitny filozof Friedrich Nietzsche pisał, że życie bez muzyki byłoby pomyłką. Czy teraz, kiedy jest Pan przede wszystkim aktorem muzyka wciąż stanowi istotny element Pańskiego życia?

– Sprzeciw! Nie przede wszystkim i nie tylko teraz: pierwszy raz zagrałem w filmie w 1993 roku, od tamtej pory także nie przestaję grać na scenach muzycznych. W tym roku ukazała się również płyta zespołu rock'owego Hippocampus, którego jestem współtwórcą i gram w nim na gitarze basowej. W 2002 roku nagrałem płytę cover'ów z Krzysztofem Wałeckim, też na basie. Dalej wstecz nie będę już sięgał, w tak zwanym międzyczasie zagrałem sesyjnie kilka koncertów w składach blues'owych i jazz'owych w Polsce. Dzisiaj, koncerty z cyklu "Syberyjski Bard Zaprasza" zajmują jedno z kluczowych miejsc w moim życiu, nie potrafię bez muzyki żyć. Chyba mam właśnie taką naturę, o której mawiali i pisali Konfucjusz i Nietzsche.
 
– Proszę powiedzieć jakie cechy charakteru trzeba posiadać aby zostać aktorem, dobrym aktorem?

– Nie cechy charakteru o tym decydują, tylko cechy osobowości: siła wyobraźni, refleks, błyskotliwość, sposób postrzegania świata. Można być świetnym aktorem, a mieć paskudnie złośliwy charakter, można być dobrym, czułym, uczciwym i kompletnie nie mieć wyobraźni. Jedynie pomocne na tej drodze cechy charakteru to odwaga i wytrwałość. Za pomocą tych cech charakteru można rozwijać cechy osobowości. No, a dobrym aktorem można zostać jak ma się piątkę ze wszystkiego wyżej wymienionego plus charyzmę.

– Ma Pan na swoim koncie role w polskich produkcjach filmowych: „Ekstradycja", „Miasto prywatne", "Quo vadis", sitcomie i kilku serialach. Czy każdy aktor w Polsce musi grać w serialach, aby przeżyć?
– To zależy kto, co lubi, czego chce i czego potrzebuje itd... Jeden by zjeść i przetrwać, drugi bo kocha grać, a nie ma wyboru, trzeci ćwiczy warsztat aktorski i marzy o wielkiej scenie, inny walczy z wiatrakami i chce podnieść jakość polskiego serialu, a ktoś z powodu kilku z tych lub innych przyczyn. To są sprawy zupełnie indywidualne dla każdego aktora i nie o tym trzeba mówić, a o tym jakie mamy seriale, dlaczego je mamy takie i kto je takie produkuje.
 
– Czy występ przed liczną publicznością to dla Pana wielki stres. W jaki sposób pozbywa się Pan tremy przed występem?
– Im większy stres, tym bardziej się chce wyjść na scenę. To jak z tym pragnieniem adrenaliny i ryzyka. Ale nie zawsze udaje się pozbyć tremy przed koncertem, czasem trema mija po kilku piosenkach, czasem publiczność mi pomaga jej się pozbyć - po pierwszej lub dwóch piosenkach już wiadomo czy jest ciepło, czy jestem w domu gościnnie, czy z oficjalną wizytą.

– Czuje się Pan spełniony jako aktor?
– Kiedyś mój nauczyciel powiedział: „Możesz uważać się za spełnionego artystę wtedy, kiedy będziesz musiał wyjść na scenę na bis”. Jak do tej pory doświadczyłem tego tylko na koncertach. Co do sztuki aktorskiej, to przychodzi mi do głowy stare rosyjskie przysłowie, oby tylko miało taki sam wydźwięk jak po rosyjsku: „Nie jestem czarodziejem, dopiero się uczę”.

– Definicja szczęścia według Eugeniusza Malinowskiego...

– Szczęśliwy, to znaczy spełniony - spełniony, to znaczy szczęśliwy.
 
– Jest Pan typem samotnika, czy lubi Pan ruch wokół siebie i ciągłe zmiany?

– Kiedy odrabiam lekcje lubię być sam, chociaż nie na tyle się izoluję, żeby nie móc zapytać kogoś o podpowiedź :-)) Reszta to wszystko zbędne ruchy. Zmiany lubię na lepsze.

– Lubi Pan bankiety, przyjęcia?
– Lubię takie, po których rano głowa nie boli.

– Gdyby była taka możliwość aby jednym życzeniem zmienić coś co nas otacza, co chciałby Pan naprawić?

– Chciałbym żeby możliwość lepszego życia dla ludzi nie była determinowana wymuszeniem wchodzenia w konflikt z własną moralnością i poczuciem etyki.

Dziękuję za rozmowę!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Ilono. Bedziesz naszą wywiadówką... ? Ok +

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo ciekawy artykuł, z przyjemnością przeczytałem

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze się czyta. I konkluzja...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.