Pozycja materiału w rankingach:
Mówi się, że ojcami historycznego awansu Polski do przyszłorocznych finałów mistrzostw Europy są przede wszystkim trener Leo Beenhakker i Euzebiusz Smolarek. Na wielki sukces reprezentacji pracowała jednak o wiele szersza grupa zawodników, w której każdy zasługuje dziś na wyrazy uznania.
Artur Boruc - cichy bohater eliminacji. Wielokrotnie ratował polski zespół przed stratą ważnych goli, jak choćby wczoraj, przy stanie 0:0 fantastycznie broniąc mocny strzał jednego z Belgów. - Nie ulega wątpliwości, że miejsce Boruca w bramce jest obecnie niepodważalne - mówi brązowy medalista mundialu z 1982 roku Józef Młynarczyk i trudno się z tymi słowami nie zgodzić. W czasie ostatnich miesięcy Artur na dobre zadomowił się między słupkami biało-czerwonych, znacznie przyczyniając się do awansu. Tylko dziesięć straconych przez Polaków goli w trzynastu meczach to w dużym stopniu jego zasługa.
Jakub Błaszczykowski - kolejny złoty efekt poszukiwań Beenhakkera wśród piłkarzy Orange Ekstraklasy (dziś już w Borussii Dortmund). W kadrze debiutował jeszcze za kadencji Pawła Janasa, lecz zachwycił w niej dopiero pod skrzydłami Leo. Wystąpił w 11 meczach eliminacji, niemal zawsze wnosząc do gry Polaków coś dobrego. Tak było rok temu, gdy bez kompleksów radził sobie z portugalskimi obrońcami oraz wczoraj, gdy cztery minuty po wejściu na boisko miał swój wkład przy drugim golu dla biało-czerwonych. Jeden z najbardziej utalentowanych polskich zawodników, skarb, o który trzeba dbać. Do Euro 2008 i dłużej.
Jacek Krzynówek, Euzebiusz Smolarek - Engel miał Olisadebe i Kryszałowicza, Janas Frankowskiego i Żurawskiego, a Beenhakker ma Krzynówka i Smolarka. Trudno wyrazić słowami wkład obu zawodników w awans do mistrzostw Europy. Niech mówią zatem liczby: Ebi zdobył w całych eliminacjach dziewięć goli (co jest rekordem jeśli chodzi o dokonania strzeleckie Polaków), Jacek cztery. Obaj decydowali o obliczu reprezentacji w najtrudniejszych momentach, często błyskiem geniuszu przesądzając o losach poszczególnych pojedynków. Krzynówek i Smolarek to dziś diamenty w kadrze Leo, piłkarze niemal kompletni. Oby świetną formę utrzymali aż do turnieju w Austrii i Szwajcarii, bo bez nich kadra straci połowę swojej wartości.
Gdy w lipcu 2006 roku obejmował schedę po Pawle Janasie, obiecał awans do mistrzostw Europy i słowa dotrzymał. Od początku swojej pracy z reprezentacją Polski Leo spotykać się musiał z głosami krytyki przedstawicieli polskiej myśli szkoleniowej. Nie poddał się, robił swoje, z każdym miesiącem coraz bardziej zamykał usta "życzliwym". Wprowadził do polskiej piłki nową, dotychczas nieznaną jakość. Sprawił, że zawodnicy uwierzyli we własne siły, a na każdy mecz wychodzili z ogromną wolą walki i chęcią zwycięstwa. W odstraszającej wcześniej kolejnych selekcjonerów Orange Ekstraklasie odkrył Wasilewskiego, Bronowickiego czy Błaszczykowskiego, bez których trudno dziś wyobrazić sobie skład kadry. Pokazał wszystkim, co znaczy profesjonalizm. Spokojnie wykonywał swoją pracę, wycisnął z piłkarzy maksimum możliwości, zdobył bezgraniczne zaufanie kibiców i mediów.Zobacz także:
Artykuły
(270)
Galerie
(24)
Średnia ocen
(4.57)
Wiek: 22 | Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: http://krzysztofbaraniak.weebly.com
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Tomasz Kamiński 18.11.2007 20:40
"za pochwałę ideę artykułu" > "za ideę artykułu"
Tomasz Kamiński 18.11.2007 20:39
Plus za pochwałę ideę artykułu, czyli docenienie pozostałych postaci. Dowartościowanie pozostałych członków zespołu i uświadamianie, że każdy zawodnik ma wkład w grę, to ważna rzecz. Szkoda, że w piłce nie ma mocnej tradycji statystyk asyst, obron itp. jak w amerykańskiej koszykówce. Bo przecież wyobraźcie sobie, że bardzo często zawodnik z pola w ciągu meczu wykonuje kilkanaście perfekcyjnych asyst, a jednak po strzelcu gola jest wymieniany tylko czasami.
Uważam, że oprócz króla strzelców, powinien być też tak jak w amerykańskim soccerze w lidze MLS król asyst i czystej bramki (liczba meczy bez utraty gola przez bramkarza).
Marika Przybył 18.11.2007 14:54
Bartek, na szczęście. Holenderska, zimna krew ;-)
Już widzę (tzn. pamiętam) naszych wcześniejszych mistrzów-trenerów, którzy nie mogli wyrazić swej radości z choć jednej strzelonej bramki (nawet jeśli przegraliśmy). Beenhakker to jest po prostu inna klasa...
Bartłomiej Graczak 18.11.2007 14:39
To, że Leo sie nie zachłyśnie jest raczej pewne. Wczoraj w pomeczowym wywiadzie dla TVP2 widać było, ze pomimo zwycięstwa i awansu Leo w ogóle nie był zadowolony, minę miał nie tęgą.
Polska – Słowacja. Kolejny test naszej kadry przed EURO 2012
(odsłon: +867)