Zawinił system dystrybucji biletów, który wprowadziła UEFA. Organizacja, wydając bilety, nie weryfikowała, czy na kibiców nałożony jest zakaz stadionowy. Dostęp do danych uzyska dopiero na miesiąc przed mistrzostwami. UEFA, według "Gazety Prawnej", nieupoważnionym do wstępu osobom, "będzie mogła wysłać tylko list mówiący, że na stadionie nie są mile widziane".
Policjanci są wyraźnie zaniepokojeni sprawą. "Skoro kibole z Krakowa, Łodzi nie wahają się dokonywać morderstw, to tym bardziej zlekceważą pisemko od UEFA" - mówi "DGP" oficer stołecznej policji, zajmujący się ruchami kibicowskimi. "Tego błędu nie da się już naprawić" - stwierdza. Dodaje, że trzeba liczyć na kibiców i na ich "uczucia patriotyczne".
Czytaj także: Bilety na Euro 2012 znowu w sprzedaży! Sprawdź jak je zdobyćWedług Janusza Kaczmarka, doradcy PZPN w zakresie bezpieczeństwa, luka w przepisach jest "rzeczywistym problemem", ze względu na brak możliwości legitymowania kibiców przed stadionem. "Przecież do czynności legitymowania policja musi mieć rzeczywistą podstawę" - cytuje doradcę "Gazeta Prawna".
Opinie ekspertów UEFA są zgodne - nie ma możliwości anulowania sprzedanych biletów kibicom, niezależnie od nałożonych wcześniej sankcji. Na stronie organizacji widniał komunikat, że aplikacje osób z ważnymi zakazami stadionowymi zostaną odrzucone. Jednak większość osób, zakupiła bilety na nazwiska swoich bliskich, których nie ma w rejestrach policji.
Innym, nieodwracalnym krokiem UEFA, było umożliwienie odsprzedawania biletów po cenie nominalnej. Jak wyjaśnia "DGP" Krzysztof Lange, radca prawny, "wtedy jest to umowa cywilnoprawna zawarta pomiędzy przysłowiowymi panami Kowalskim i Nowakiem, na co UEFA nie ma wpływu w świetle przepisów o zakazach stadionowych".
Czytaj więcej -->