Facebook Google+ Twitter

Eurodeputowani i ich szkolny angielski

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2010-09-14 19:24

O Parlamencie Europejskim zdecydowanie możemy powiedzieć, że to prawdziwa wieża Babel. Aluzja oczywiście dotyczy liczby języków, których używa się w jego murach.

Z tego też powodu Parlament Europejski jest największym na świecie pracodawcą dla tłumaczy.
Zatrudnia ich na stałe 350, a dodatkowych 400 tłumaczy świadczy swe usługi w czasie szczególnego natężenia prac Parlamentu. Należy jednak zwrócić szczególną uwagę na to, że nie jest to rozwiązanie idealne. A to dlatego, iż porozumienie międzynarodowe funkcjonuje dzięki sprawnemu komunikowaniu się, a komunikowanie się jest znacznie ułatwione, jeżeli biegle mówi się w tym samym języku.

W pertraktacjach międzynarodowych kontrahenci, dla których angielski jest językiem ojczystym, mają zdecydowaną przewagę, ponieważ rozmawiają w swoim języku, co zapewnia im mentalny komfort i ułatwia sukces. Ci natomiast, którzy nie opanowali języka angielskiego w bardzo dobrym stopniu, czują się zdominowani przez stronę przeciwną, co jest zresztą oczywiste. Czy chcielibyśmy, aby nasi politycy kontynuowali pertraktacje w języku, którego nie opanowali perfekcyjnie?

Politycy UE nie mogą liczyć na to, że tłumacz w każdej chwili znajdzie się "pod ręką". Oto, co przyznał jeden ze szwedzkich parlamentarzystów UE: "Z tego powodu, że nasza znajomość języka angielskiego pozostawia wiele do życzenia, zdarza się często tak, że jesteśmy zmuszeni powiedzieć tylko to, co potrafimy, zamiast tego, co chcielibyśmy powiedzieć". Większość funkcjonariuszy w UE zmuszona jest do używania regularnie innego języka niż własny (ojczysty), co w konsekwencji niesie za sobą stałe ryzyko powstania błędów przy tłumaczeniu.

Sprawą zupełnie oczywistą jest to, że ten, kto chce coś osiągnąć w obrębie Unii Europejskiej, musi zdobyć sobie sprzymierzeńców z innych krajów. Jakiś samotny przewodniczący polskiej partii, nie zdziała wiele, jeśli nie zdoła nawiązać całej sieci kontaktów z politykami UE z innych krajów. Szkolny poziom w angielskim nie wystarcza, a nie można też liczyć na to, że będzie się miało ustawicznie tłumaczy do swojej dyspozycji, ponieważ nie jest to po prostu realne.

Jednak nie jest to jedyny problem. W urzędach Unii Europejskiej jest sprawą zupełnie zrozumiałą, że do procesu tłumaczenia używa się tzw. "języka via", czyli języka pośredniego, co konkretnie oznacza, że w wypadku tłumaczenia np. z języka portugalskiego na polski, tłumacz polski słucha najpierw wersji przetłumaczonej z portugalskiego na angielski i dopiero potem tłumaczy z angielskiego na polski. Proces ten niesie za sobą ryzyko straty niektórych elementów informacji i zaistnienia przekłamań. W czasie tłumaczenia symultanicznego, z równoczesnym zastosowaniem języka pośredniego, przyjmuje się, że straty informacji obejmują ok. 10 proc., a oprócz tego występuje możliwość przekręcenia informacji w ok. 2-3 proc.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.