
Mecz o pietruszkę - tak można było określi dzisiejsze spotkanie Panathinakosu Ateny z Prokomem Trefl Sopot w Eurolidze mężczyzn. Drużyna z Aten już wcześniej zapewniła sobie awans do dalszych gier z pierwszego miejsca w grupie F. Mistrz Polski niestety zaprzepaścił swoje szanse na awans i zakończył rozgrywki. Panathinakos Ateny to jedna z potęg europejskiej koszykówki i pokonanie tej drużyny to wielka sztuka. Szansa sprawienia niespodzianki stanęła przed koszykarzami Prokomu. Sopocianie, którzy ostatnio są „na gazie”, grając dobrze mogli pokusić się o niespodziankę w gorącej Grecji.
Wydawało się to jeszcze bardziej możliwe, bowiem gospodarze nie musieli wygrać tego meczu, przez co na parkiecie mogli przebywać gracze rezerwowi. Powinno to być ułatwieniem dla podopiecznych Eugeniusza Kijewskiego. W pierwszym meczu fazy TOP 16, Prokom przegrał na własnym terenie z Panathinakosem po bardzo wyrównanej grze 75:69. Goście pokonali Prokom w końcówce czwartej kwarty, dzięki większemu doświadczeniu.
Od początku dzisiejszego spotkania gra była bardzo wyrównana. Obie ekipy rzucały punkt za punkt. Dobrze grą gospodarzy kierował rozgrywający Dimitrios Diamantidis, który podobnie jak Kostas Tsartsaris w pierwszej kwarcie, zdobył sześć punktów. W 9. minucie meczu sześć „oczek” z rzędy zdobyli koszykarze Panathinakosu i to oni prowadzili po pierwszej kwarcie 21:16. W zespole z Polski po pięć punktów rzucili Michael Andersen i Donatas Slanina.
Drugą odsłonę meczu celną „trójką” rozpoczęli goście. W 12. minucie po udanej akcji Adama Wójcika, Prokom tracił do rywala jeden punkt. Gospodarze nie dawali gościom dużego pola manewru, kontrolując bezpiecznie przebieg meczu. W 13. minucie było 23:21. Po 15 minutach gry wynik meczu nie był już tak korzystny dla polskiej drużyny. Panathinakos złapał wiatr w żagle i zaczął niemiłosiernie punktować przyjezdnych, więc w 16. minucie zrobiło się 33:21. Katem Prokomu w drugiej kwarcie okazał się Demos Dikoudis, który miał na swoim koncie już 14 punktów.
Ta ćwiartka mogła się okazać przełomowa na niekorzyść Prokomu. Goście stanęli w miejscu, dając się rozpędzić gospodarzom, którzy nie zmarnowali okazji i wyszli na spore prowadzenie 44:27. W 20. minucie po „trójce” Dimitriosa Diamantidisa, Panathinakos prowadził różnicą 20 punktów. Ostatecznie po dwóch kwartach Grecy prowadzili 47:28. Gospodarze opanowali zbiórki, mając ich łącznie 16, a Prokom 9. Prokom w pierwszej połowie trafił zaledwie trzy rzuty „za trzy” na dziesięć prób. Fatalnie też wyglądała skuteczność „za dwa” – 38 proc.
Trzecia ćwiartka nie zmieniła obrazu gry. Przewaga gospodarzy nadal utrzymywała się w granicach 20 „oczek”. Druga połowa meczu to złudne nadzieje Prokomu na to, że gospodarze nagle przestaną trafiać swoje rzuty. Prokom mógł spokojnie przegrać ten mecz i to zrobił. Przewaga z pierwszej połowy nie była do odrobienia. Po trzech kwartach na tablicy świetlnej widniał wynik 71:51. Prokom przegrał ostatecznie w Atenach z tamtejszym Panathinakosem 95:68.
Panathinaikos Ateny - Prokom Trefl Sopot 95:68
(21:16, 26:12, 24:23, 24:17)
Panathinaikos: Demos Dikoudis 19, Dimitros Diamantidis
13, Milos Vujanic 11, Michael Batiste 8, Fragiskos Alvertis 7, Nikos
Chatzviretas 6, Dejan Tomasevic 6, Dusan Sakota 6, Robertas Javtokas 6,
Kostas Tsartsaris 6, Tony Delk 5, Sani Becirovic 2;
Prokoml: Rashid
Atkins 15, Jasmin Hukic 12, Christian Dalmau 9, Donatas Slanina 9,
Michael Andersen 8, Huseyin Besok 6, Tomas Masiulis 5, Filip Dylewicz
2, Adam Wójcik 2, Przemysław Zamojski 0.