Facebook Google+ Twitter

Euroliga: Zwycięski Prokom Trefl Sopot!

Sopocianie potrzebowali aż dziewięciu spotkań, aby uporać się z Turkami. Koszykarze Prokomu Trefl Sopot pokonali na wyjeździe Efes Pilsen Stambuł dopiero po dogrywce.

Piłkę próbuja przejąć Michael Andersen z Prokomu Trefla Sopot i Ermal Kuqo z Efes Pilsen w meczu Euroligi koszykarzy, rozegranym w Stambule. Fot. PAP/EPA/STRMistrz Polski Prokom Trefl Sopot zmierzył się dzisiaj w ramach drugiej kolejki Euroligi mężczyzn z Efesem Pilsen Stambuł. Jak do tej pory sopocianom nie udało się pokonać koszykarzy z Turcji. Dzisiaj nie mogło być łatwiej, bowiem w ekipie Prokomu zabrakło jednego z lepszych obrońców - Justina Hamiltona, z którym klub rozwiązał kontrakt.

Z Sopotem pożegnał się również drugi szkoleniowiec tego zespołu Jacek Winnicki, który spędził u boku Eugeniusza Kijewskiego cztery lata. Hamilton nie musiał długo czekać na nowego pracodawcę. Koszykarz na początku tygodnia podpisał kontrakt z Pamesą Walencja. Zawodnik w barwach mistrzów Polski rozegrał 17 spotkań. Zdobywał średnio 6,9 punktu na mecz i miał średnią 2,8 zbiórek, notując przy tym 2,4 asysty. Amerykanin ukończył uniwersytet Florida i w 2000 roku zagrał w finałach ligi akademickiej NCAA.

Teraz może coś o dotychczasowej rywalizacji obu ekip. Efes dosłownie “nie leży” Prokomowi. Sopocianie w dotychczasowych ośmiu potyczkach nie zdołali pokonać drużyny ze Stambułu. Przeważnie mistrz Polski ulegał rywalowi różnicą około 10 „oczek”.

Po ostatnich zmianach w Prokomie atmosfera znacznie się pogorszyła. W Dominet Bank Ekstralidze podczas minionego weekendu, sopocianie zaledwie jednym punktem ograli na własnym parkiecie Gipsar Stal Ostrów Wlkp. 82:81.

Dzisiejsze spotkanie Prokom rozpoczął ospale, przegrywając po pierwszej kwarcie 16:11. Gospodarze dominowali na desce prowadząc w tym elemencie gry 12-7. Pięć „oczek” dla sopocian rzucił Rashid Atkins. Na początku drugiej kwarty sześć punktów z rzędu zdobył Duńczyk, Michael Andersen i Prokom doszedł rywala na 16:16, a chwilę później prowadził już 16:17. Kolejne dwa punkty po błędach gospodarzy dołożył Filip Dylewicz i goście bardzo szybko wyszli na prowadzenie 16:19. Szybko o czas poprosił szkoleniowiec Efesu Pilsen.

Blokujący Kerem Gonlum z Efes Pilsen próbuje udaremnić zdobycie punktów przez atakującego Filipa Dylewicza z Prokomu Trefla Sopot. Fot. PAP/EPA/STR Po 15 minutach gry goście z Polski nadal utrzymywali prowadzenie, nie dając dojść do głosu gospodarzom, którzy próbując dogonić rywala popełniali sporo błędów w ataku. Udało się to wykorzystać Prokomowi. Po celnym rzucie Christiana Dalmau i Atkinsa było już 21:31. Tak szybkiego zwrotu akcji chyba nikt się nie spodziewał, zwłaszcza zgromadzeni w hali Efesu. Po dwóch kwartach przyjezdni prowadzili 26:33. Ta kwarta była bardzo udana dla podopiecznych Eugeniusza Kijewskiego. Koszykarze ze Stambułu w pierwszej połowie mieli zaledwie jedną asystę! Obie drużyny nie mogły się również wstrzelić w kosz zza linii 6,25. Dla gości najwięcej punktów w pierwszej połowie rzucili Rashid Atkins i Michael Andersen - po 8. Dla Efesu sześć „oczek” rzucił Haislip.

Postawa Prokomu, zwłaszcza w drugiej kwarcie, dawała nadzieję na to, że może tym razem mistrz Polski pokona turecką maszynę. Poprawić należało skuteczność „za dwa”, „za trzy” oraz celność rzutów wolnych.

W połowie trzeciej kwarty goście nadal kontrolowali spotkanie, utrzymując bezpieczne prowadzenie. Coach Prokomu dokonywał zmiany, lecz te nie osłabiały drużyny z Sopotu, która w trzeciej kwarcie osiągnęła największą przewagę – 11 punktów i zapowiadało się na niespodziankę. Dobrze do gry wprowadził się Turek Huseyin Besok, który w tej kwarcie rzucił osiem punktów. Po 30 minutach było 39:50.

W 33. minucie Prokom prowadził różnicą siedmiu „oczek”. Za zdobywanie punktów wziął się Besok, którego pojawienie się na boisku było bardzo widoczne, gdyż konto punktowe środkowego bardzo szybko wzrastało. W 36. minucie było 54:60 i Prokom był coraz bliżej odniesienia historycznego zwycięstwa, jakim niewątpliwie jest wygrana nad odwiecznym rywalem w Eurolidze.

Gubi piłkę Piłkę Michael Andersen z Prokomu Trefla Sopot blokowany przez interweniującego Marcusa Haislipa z Efes Pilsen. Fot. PAP/EPA/STR Gorąco zaczęło się robić trzy minuty przed końcem, kiedy to Efes zbliżył się do Prokomu na trzy punkty. Chwilę później po dwóch celnych rzutach wolnych Marcusa Haislipa było 59:60. Na 120 sekund przed końcem doszło do remisu 61:61 i takim też wynikiem zakończyło się spotkanie w regulaminowym czasie. O rozstrzygnięciu meczu musiała zdecydować dogrywka. Wydawało się, że Prokom już wygrał, jednak Efes nie poddał się i powalczył do końca. Tak dobrą postawę gospodarze zawdzięczają świetnej grze na tablicy.

Początek dogrywki to błyskotliwa gra rozgrywającego Efesu Nicholasa, który zdobywał punkty jeden za drugim. Nie zraziło to Prokomu, który szybko powrócił na właściwy tor. Na 10 sekund przed końcem dogrywki 4 punktami (po rzutach wolnych Atkinsa) prowadzili mistrzowie Polski. Kolejne dwa punkty Haislipa dały gospodarzom zbliżenie się na dystans ledwie jednego kosza, jednak kolejne wolne amerykańskiego rozgrywającego Prokomu ustaliły wynik spotkania 71:67 dla przyjezdnych. Było to pierwsze zwycięstwo Prokomu w historii dziewięciu euroligowych spotkań z Efesem.

Efes Pilsen Stambuł – Prokom Trefl Sopot
(16:11, 10:22, 13:17, 22:11, 6:10)

Efes: Nicholas 18, Haislip 12, Granger Carl 9, Gonlum 8, Jenkins 5, Prkacin 4, Abi 4, Eden 3, Kugo 2, Akyol 2;
Prokom: Besok 14, Atkins 16, Andersen 11, Dylewicz 15, Slanina 6, Dalmau 5, Hukic 4,

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.