
Nie chodzi mi tutaj o świetny obraz filmowy Agnieszki Holland "Europa, Europa", ale o to, że moje osiedle też się powoli europeizuje. Cudzoziemców na moim osiedlu coraz więcej, więc okazji do konwersacji w językach obcych nie brakuje.
Na moim osiedlu, położonym daleko od centrum Łodzi, spotkać można coraz więcej obcokrajowców. Kilka dni temu rozprawiałam ze znajomą, która na osiedlowym ryneczku prowadzi niewielki straganik. Pani Czesia handluje czym się da, ale głównie kaszą, fasolą i suszonymi owocami. Gdy tak sobie gadałyśmy o wszystkim i o niczym, do straganu podszedł zażywny pan po pięćdziesiątce w towarzystwie innego pana - także mniej więcej w tym samym wieku. Zażywny pan o wyglądzie gwiazdora filmowego rozejrzał się po straganie i kazał sobie zważyć kilka kilogramów migdałów. - O! - pomyślałam sobie - ten to ma kasę! Migdały powędrowały do torby, a pan rozglądał się dalej po straganie. Tym razem jego uwagę skupiły różne odmiany fasoli. Wybrał jedną z fasolowych odmian i znowu kazał sobie zważyć kilka kilogramów, ale tym razem z komentarzem wypowiedzianym łamaną polszczyzną: - U nas takiej białej fasoli nie ma. Oczywiście nie wytrzymałam i zapytałam: - U nas? To znaczy gdzie? - Na Węgrzech. Ja Madziar. Towarzyszący mojemu rozmówcy pan skupił się na woreczkach kaszy jęczmiennej. Po chwili kilka kilogramów tego specjału także powędrowało do torby Madziara. - A mój kolega - rozkręcił się Madziar - to Włoch z Neapolu. Ja mieszkam w Budapeszcie. A wy, Polacy, to macie teraz całkiem dobrze - dodał płacąc za dokonane zakupy. I właściwie w tej historyjce nie byłoby nic nadzwyczajnego, gdyby nie drobny szczegół. Panowie obcokrajowcy rozmawiali ze sobą... po polsku i to całkiem, całkiem poprawnie. Zobacz także:
Artykuły
(185)
Galerie
(38)
Średnia ocen
(4.54)
Miejscowość: Łódź | Kraj: Polska
O mnie: Smaruję tutaj androny, bo kiedyś może się zdarzyć, Że przyjdzie mi się zmierzyć z krytyką adwersarzy Albo jakiegoś trolla, co chyłkiem i pewnie ukradkiem Szpilę pod żebro mi wetknie. Nie znacie takiego przypadkiem?
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Ewa Łazowska 22.09.2009 22:04
Tadeuszu! Nie ja zadecydowałam, że tekst ukazał się bez moderacji, ale redaktor dyżurny. I nawet nie wiem, czy to jest plus, czy minus dla tekstu. Napisałam , co widziałam na moim osiedlu. Sama mam kłopoty z językiem angielskim i bardzo żałuję, że naukę tego języka zaniedbałam. Teraz wychodzi szydło z worka.
Tadeusz Stube 22.09.2009 21:44
No i bez moderacji artykuł może być ciekawy... ;-)))
Na moim wirtualnym osiedlu wiele razy odczuwałem brak znajomości języka angielskiego...
Każdy kto instalował jakiś tam program w języku angielskim, sam odczul na swojej skórze brak znajomości tego języka, który jest podstawą informatyki.
Uczmy się zatem języków obcych !
Jolanta Maria Dzienis 14.09.2009 08:04
Podpisuję się pod wszystkim obiema rękami, pod tekstem i komentarzami moich szanownych przemówców :)
Autor usunął profil 13.09.2009 16:21
To szczera prawda, szkoda, że z angielskim jestem mocno na bakier (niestety!), natomiast niemieckim władam na tyle dobrze, żeby Turcy wzięli mnie za Skandynawkę, za to rosyjski znaliśmy, i oni i ja, i to nieźle!
Uważam natomiast, iż języki dobrze by było znać z obu stron, czyli Brytyjka też mogłaby wykazać się odrobinką dobrej woli (czytaj: minimalną znajomością naszego ojczystego języka) wybierając się do "egzotycznej" Polski, czyż nie mamy ;) równouprawnienia?!
Autor usunął profil 13.09.2009 16:10
Świetny "obrazek rodzajowy" :-) Jak pisze Autorka w konkluzji: "Co by jednak nie mówić - z tych dwóch historyjek wypływa jeden wniosek: języki obce należy znać. W tym także język polski, o czym miałam okazję się przekonać przy straganie mojej znajomej. Angielski też się przydaje, bowiem nigdy nie wiadomo, kogo się spotka na moim osiedlu. Europa to Europa. I jak by na to nie patrzeć - także w odniesieniu do mojego osiedla." Pozdrawiam z piątką, Marr
Piękno i... dziwaczność w drzewach zaklęte [Galeria]
(odsłon: +214)