Facebook Google+ Twitter

Europa wyrasta z piaskownic

Myślicie że struktury europejskie powstają w Brukseli, że to politycy tworzą nową lepszą przyszłość? Błąd... Europa najbardziej jednoczy się w Świnoujściu, w pewnej piaskownicy niedaleko mojego domu!

W dniu 1 maja 2004 roku Polska znalazła się wśród państw członkowskich Unii Europejskiej. Minęły huczne imprezy, fajerwerki, rano 2 maja co niektórzy obudzili się z lekkim kacem i okazało się, że nasz świat nadal wygląda tak samo, trzeba było wstać i podjąć zmagania z tą samą rzeczywistością.

Od dawna mówiło się, że Polska już niedługo wejdzie w struktury europejskie i wtedy podobno będzie już tylko lepiej. Po czterech latach istotnie można zaobserwować wiele symptomów tego, że tak jest – jest lepiej. Przeciętny Polak zarabia więcej, gospodarka może nie jest „tygrysia”, ale patrząc w przeszłość nie można zaprzeczyć, że następuje jednak rozwój. W końcu też jesteśmy już w układzie Schengen i swobodnie możemy podróżować po Europie. Wyraźnie widać to na mojej rodzinnej wyspie Uznam, która przez dziesięciolecia przecięta była na pół stalową siatką zwieńczoną drutami kolczastymi. Bolesne to było i nienaturalne. Idąc plażą w kierunku zachodnim, człowiek w pewnym momencie stawał przed tą barierą, przecinającą wyspę jak ostry nóż. Dla mnie ta wyspa zawsze była jednym organizmem, poranionym przez układ jałtański. Teraz idąc plażą można się zapomnieć i nie zauważyć nawet miejsca, w którym przebiegała kiedyś granica.

Warto zadać sobie jednak pytanie. Czy te polityczne procesy, które w ostatnich latach tak zmieniły Europę doprowadzą na trwałe do zasypania dawnych podziałów, do trwałego zabliźnienia dawnych ran? Czy moja wyspa na stałe się zrośnie? Możliwe, że tak będzie, należy mieć taką nadzieje, ale jeśli tak się ma stać, to może już teraz da się zauważyć jakieś symptomy tego procesu europeizacji naszej rzeczywistości? Oznaki rzeczywistego powstawania nowego organizmu – superpaństwa. Może istnieją jakieś zalążki, jakieś świeże pędy, które właśnie przebijają się jak do światła przebiśniegi na wiosnę?

Póki co dla przeciętnego obywatela liczą się jak zawsze sprawy podstawowe, zaspokojenie codziennych potrzeb rodziny. Oceniając sytuację na podstawie ekranu telewizora, można by odnieść wrażenie, że jest całkiem nieźle, gospodarka ma się niby coraz lepiej, wszystko funkcjonuje według przepisów i zasad unijnych, jednym słowem trzeba uzbroić się w cierpliwość, nadal stawiać na prounijne partie i będzie super i w ogóle ekstra!
Tymczasem nadal jest tak, że kto może ucieka za pracą gdzie się da, najczęściej na Wyspy Brytyjskie. Jakoś nie widać tej potężnej zapowiadanej fali powrotów. Politycy nadal prowadzą swoje zawiłe gry, rzucają wyborczymi sloganami i z tęsknotą wypatrują unijnych stołków, a dziwnym trafem unijne przepisy najczęściej są sprzyjające dla np. gospodarki naszego najbliższego zachodniego sąsiada. Polityczny bełkot w TV staje się coraz mniej zrozumiały, a brukselska scena polityczna tak niebotycznie odległa od przeciętnego zjadacza chleba, że aż trudno sobie wyobrazić, aby przeciętny europarlamentarzysta w Brukseli choć trochę zrozumiał zjadacza np. z Suwałk. To jest właśnie choroba współczesnej demokracji, między wyborcami i wybranymi istnieje bariera nie do pokonania, przy której berliński mur to budowla z piasku na brzegu morza. Nasuwa się jeden wniosek: to nie w Brukseli jednoczy się Europa, a o tym jaka będzie, bardziej niż z TV, można się dowiedzieć obserwując ludzi na ulicach mojego miasta.

Europa najbardziej jednoczy się w Świnoujściu, w pewnej piaskownicy niedaleko mojego domu! Byłem dzisiaj z moim synem przy tej piaskownicy, ja siedziałem na ławce, on i jeszcze kilkanaścioro innych dzieci bawiło się w pobliżu. Doznałem czegoś w rodzaju olśnienia, kiedy usłyszałem, że większość z tych dzieci rozmawia po niemiecku równie płynnie jak po polsku. Dziewczynki zaczepiały rówieśników, używając raz polskich, to znów niemieckich słów na przemian. Naprawdę pięknie było słuchać, jak płynnie łączą język polski z niemieckim, tworząc coś w rodzaju podwórkowego esperanto. Nie wiem nawet, czy to były polskie, czy niemieckie dzieci. Zresztą jakie to ma znaczenie? Może ma dla mnie, to ja byłem zauroczony i lekko zszokowany tą sytuacją, dzieci po prostu się dobrze bawiły i był to dla nich naturalny sposób porozumiewania się. Towarzystwo oczywiście było dwu narodowe, bo słyszałem również nawoływania rodziców z okien pobliskich budynków, w języku niemieckim.

Obserwując te bawiące się dzieci zajaśniała we mnie iskierka optymizmu, to przekonuje, to właśnie daje nadzieję, że za kilkanaście lat Europa będzie na prawdę jednym organizmem. Pod warunkiem, że my dorośli pozwolimy tym dzieciom swobodnie się rozwijać i nie będziemy z brudnymi od polityki buciorami, wchodzić do ich piaskownicy. Europa wyrośnie z takich piaskownic. Oby ich było coraz więcej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

za spostrzegawczosc i optymiizm

Komentarz został ukrytyrozwiń

fajny jest taki optymizm i doborsasiedztwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.07.2008 12:05

Podobnie jest wśród dorosłych w miejscowościach przygranicznych jak Karpacz, Jelenia, gdzie niemiecki stał się językiem ulicy, niemal jak polski. Szczególnie po otwarciu granic.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeszkadza, zwłaszcza kiedy lewica zakrzykuje dyskusję na temat TL, bo UE jest "cool", a kto nie chce traktatu ten niech się "f... off".

Komentarz został ukrytyrozwiń

No po polsku na pewno nie. Może nie cała, ale pół. A teraz większość świata mówi po angielsku, nie przeszkadza Ci to?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wiem, czy mamy rozumieć, że za kilkanaście lat cała Europa, jako jeden organizm, będzie mówić po niemiecku?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.