Facebook Google+ Twitter

Europavox 2009 - alternatywny festiwal w Clermont

Czwarta edycja francuskiego festiwalu "indie" (27 - 31 maja) była dla mnie pełna niespodzianek muzycznych, a wcześniejsze obawy o nadmiar indie-komercji rozwiało kilka doskonałych występów.

Najważniejszym koncertem na festiwalu w Clermont był dla mnie występ Sin Fang Bousa. Z wielu względów. Po pierwsze, to Islandczyk, a przy muzykach z Islandii, tworzących scenę alternatywną pojawia się zawsze element magii i zaskoczenia. Po drugie, to lider Seabear, zespołu nagrywającego bardzo dobre płyty w ciepłym, ale introwertycznym zarazem klimacie, dla zacnej wytwórni Morr. A więc to kolega Mum. Mum? Nie trzeba chyba nic więcej dodawać. Mamy więc kilka przesłanek do tego, że koncert potencjalnie będzie wyjątkowy.

Sin to chudy, niewysoki blondyn z ogromnymi niebieskimi oczami i masą dziwacznych tatuaży na rękach (kolorowe dzieci, rekiny i inne zwierzęta). Sprawiał przez cały czas wrażenie introwertyka, nieprzepadającego za opowiadaniem o sobie, był jednak jednocześnie niebywale naturalny.

- Zaraz po studiach - dwa lata temu - zdecydowałem się poświęcić muzyce, więc po części ilość czasu pozwala mi na nagrywanie solowych projektów, nie rezygnując z Seabear, po części wynika to z różnych pomysłów na tworzenie. Swoboda, jaką mam w swoim jednoosobowym projekcie, pozwala na nietypowe dla zespołu wycieczki w stronę prostej elektroniki i dziwnych efektów generowanych przez różne urządzenia. Mam też własne studio, więc w każdej chwili mogę po prostu zabrać się do pracy - mówi Bousa.

Powiedział co nieco o nowych płytach, które nagrywa.
- Kolejna płyta Seabear będzie inna, jeszcze delikatniejsza, niż dotychczasowe. Jest nas siedmioro, więc w naszej muzyce wiele się dzieje. Zespół cały czas ewoluuje. Pracuję też nad kolejnym albumem SFB.
Ale szczegółów na razie nie chciał nam zdradzić.

Pojawiły się także opowieści o działalności muzycznej w ogóle, jako sposobie o życie.
- To była trudna, ale najlepsza dla mnie decyzja, żeby zacząć tworzyć. Trzeba dać z siebie wszystko. Mam spory komfort, bo nie zdecydowałem się na kontrakt z dużą wytwórnią. Morr jest małym, niezależnym wydawnictwem, czujemy się tu jak wielka rodzina, pomagamy sobie nawzajem. Mam swobodę tworzenia, jestem otwarty na nowe rzeczy i ciągle poszukuję.
[Tu optymistyczne i zaskakujące wyznanie] I mogę się dzięki muzyce utrzymać.

Chwalił także półprofesjonalne czy wręcz zupełnie amatorskie metody produkcji i sposoby wyrażania siebie jako jeden z lepszych pomysłów na to, by wyrazić siebie, emocje, które są w muzyce najważniejsze.

Na koniec pojawiły się pozamuzyczne tematy.
- Ta trasa jest najdłuższa dotychczas, potrwa jeszcze cztery tygodnie, i jest dla mnie bardzo trudna, bo zostawiłem w domu swoją czteromiesięczną córkę. Bardzo za nią tęsknię i nie mogę się doczekać, kiedy wreszcie wrócę do domu.
Wspomniał o udanych imprezach w Holandii i fetowaniu zwycięstwa Barcelony w LM, o polskiej wódce, za którą przepada, i przyszłym - miejmy nadzieję - do nas przyjeździe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.