10 października br. obchodziliśmy Europejski Dzień Przeciwko Karze Śmierci. Przeciwnicy tejże kary mogli złożyć swój podpis pod apelem, dostępnym na Krakowskim Przedmieściu.
Kara ta jest potępiana przez wiele organizacji pozarządowych, m.in. Amnesty International i Helsińską Fundację Praw Człowieka. Jedynym krajem na Starym Kontynencie, który nie podpisał Europejskiej Konwencji Praw Człowieka jest Białoruś, w której kara śmierci jest nadal wykonywana. Poza Europą niekwestionowanym rekordzistą w wykonanych karach śmierci są Chiny, następnie Iran, Arabia Saudyjska i co ciekawe - USA.
W Polsce od 21 lat nie stosuje się kary śmierci, ale nadal ma ona wielu zwolenników w naszym kraju. Jej temat powraca przy okazji nagłaśniania przestępstw wobec dzieci lub przestępstw popełnianych ze szczególnym okrucieństwem. Obecnie kryminaliści mogą liczyć w najgorszym przypadku na 25 lat więzienia lub dożywocie. Pomimo to, Polska do tej pory nie ratyfikowała protokołu 13. Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, popierającego całkowite zniesienie kary śmierci.
Nikomu nie można odebrać jego podstawowego prawa do życia, nawet jeśli jest ono na wskroś złe. Nie po to żyjemy w cywilizowanym państwie, położonym w jeszcze bardziej cywilizowanej Europie, aby zniżać się do poziomu zwierząt, które w walce o władzę gotowe są nawzajem się zagryźć. Przeciwnie, zbrodniarzom, którzy zasłużyli na najsurowszy wymiar kary można
wymierzyć karę, która była by niezwykle trudna do zniesienia, np. społeczne napiętnowanie, wyśmianie. Bo przecież pozbawienie kogoś życia nie zwróci życia komuś innemu, nie ulży w bólu rodzinie ofiary.
Pomimo że dzisiaj każdy cywilizowany kraj sprzeciwia się karze śmierci, zabijaniu, to nadal leje się krew. Najlepszym przykładem jest interwencja wojsk NATO na Bliskim Wschodzie, która w poszukiwaniu terrorystów i stanowienia pokoju, pozbawiła życia wielu ludzi. Na co to wszystko? Nadal nie pojmano bin Ladena, za to ginęli i nadal giną nasi żołnierze. W imię czego - sprawiedliwości, pokoju czy zemsty?