Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

44223 miejsce

Eurowybory - show dla szaleńców?

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-05-02 20:01

Według sondaży, w zbliżających się wyborach do europarlamentu weźmie udział około 30 proc. mieszkańców krajów wspólnoty. To najgorszy wynik w historii PE. Co więcej, wszystko wskazuje, że najniższa frekwencja odnotowana będzie w Polsce.

Według badań sondażowych w Polsce liczba euroentuzjastów oscyluje w granicach 70 proc. ogółu obywateli. Dlaczego więc w kraju, w którym zadowolenie z członkostwa w europejskich strukturach jest tak duże, do urn wyborczych, według optymistycznego scenariusza, ma zamiar udać się zaledwie co piąty jego mieszkaniec?

Prowokacyjnie nie zgodzę się najoczywistszym wyjaśnieniem tego paradoksu - nie, nie uważam, że Polacy są zmęczeni agresywną kampanią polityczną, że brzydzą się błazenadą Palikota, agresją Brudzińskiego i obłudą Kalisza oraz, że tęsknią za nastawioną na konkrety, merytoryczną kampanią wyborczą. Krótko mówiąc: naród nie jest lepszy od swoich elit. Uznanie takiego założenia zakłada natomiast całkowitą homogenizację struktury społecznej i to homogenizację sprowadzającą Polaków do miana zainteresowanych polityką, zorientowanych ekonomicznie i świadomych purystów. Tymczasem, wbrew mitowi, którym chętnie się karmimy, Polacy nie mają pojęcia o rządzących polityką mechanizmach.

Dobrym przykładem obrazujących naszą ignorancję (choć nie twierdzę, że jest to tylko polska przypadłość) jest sondaż TNS OBOP, według którego tylko nieco ponad połowa z nas wie, że europosłów wybieramy w wyborach bezpośrednich! Z grona tęskniących za merytoryczną dyskusją poprzedzającą wybory, należałoby więc wykluczyć tę połowę, która najpewniej nie wie nawet, że w czerwcu czekają nas jakieś wybory. Szukając więc przyczyn tego groteskowego eurosceptycyzmu wiszącego jak omen nad rzekomym polskich euroentuzjazmem, należy obszar rozważań (czyli polskie społeczeństwo) rozdzielić między świadomych politycznie i nieświadomych.

W przypadku tych pierwszych założenie pewnego znudzenia poziomem gierek politycznych z krajowego podwórka, można w pewnym stopniu uznać za uzasadnione. Dlaczego jeszcze europarlament, czyli bądź co bądź, najważniejszy organ przedstawicielski UE, nic nas nie obchodzi? Wydaje się, że ekscytacja wyborców jest wprost proporcjonalna do wagi tych wyborów.

Eurostat podaje, że dla większości Europejczyków Parlament Europejski jest kosztowną instytucją o dekoracyjnym charakterze. I mają rację. Większość istotnych decyzji w Unii Europejskiej zapada na poziomie Komisji Europejskiej, zaś funkcja kontrolna Parlamentu Europejskiego względem zasiadających w niej komisarzy brzmi tak mętnie, że budzić może tylko uzasadniony sceptycyzm. Europarlament nie ma też mocy stanowienia prawa. Wobec tego faktu, nieuprawnionym wydaje się nawet nazywanie go parlamentem. Konsultacja, współpraca, współdecydowanie - oto kompetencje PE, czyli de facto - ich brak. I to wszystko za horrendalne pieniądze - rocznie, ze wspólnotowego budżetu parlament dostaje prawie półtora miliarda euro!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 24.05.2009 02:44

Miło widzieć, że ktoś jednak dobrnął do końca artykułu.
Co do Lecha Wałęsy- rzeczywiście, z perspektywy czasu, staje się jasne, że względy ekonomiczne były kluczowe przy podejmowaniu przez niego decyzji. Naiwnie sądziłem, że pan prezydent kieruje się szczytnymi ideami, ale mniej lub bardziej oficjalne komunikaty o gigantycznym honorarium i jego bardzo mętne wypowiedzi, do których zresztą nas przyzwyczaił (coś w stylu: "Ja nie robię tego dla pieniędzy. Nie mam ich, ale nie robię tego dla pieniędzy", poprzedzone zresztą stwierdzeniem, że otrzymuje tylko 3.000zł emerytury, a utrzymanie jego willi kosztuje na miesiąc dwa razy tyle), raczej nie pozostawiają złudzeń.
Pozdrawiam Panie Witoldzie!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.05.2009 08:47

Duży plus dla autora
Rzetelny tekst (równo dostaje się politykom wiodących partii politycznych).

Krytycznie podejść do funkcjonujących instytucji UE nie jest łatwo, bo sprytna manipulacja chce wbić do ludzkich głów przekonanie, że jest pięknie, sprawnie i odpowiedzialnie. Sceptycy wobec UE to optymiści dobrze poinformowani. Z reguły Oni czytają zagmatwany treściowo Traktat Lizboński, natomiast tzw. euroentuzjaści (większość z Nich) nie odczuwają potrzeby lektury, bo wolą: właśnie wyborcze show, tandetę przekazu, przekonanie, że politycy więcej wiedzą od Nich i po co wysuwać się przed szereg. Szybko też utożsamiają się z jedyną partią.
Nie zgodziłbym się z autorem jeśli chodzi o byłego prezydenta. Przeważyły względy czysto materialne (nie stawiam tego jako zarzutu), niż idea budowania wspólnej Europy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.