Facebook Google+ Twitter

"Evan Wszechmogący" - boska moc w kinowej przestrzeni

Zdumiewająca siła modlitwy po raz drugi na kinowym ekranie w reżyserii Toma Shadyac. Tym razem Bóg (Morgan Frejman) nie użycza swojej mocy, a jedynie daje wskazówki krnąbrnemu kongresmanowi.

Scena z filmu "Evan Wszechmogący". / Fot. Mając w pamięci sukces "Bruce'a Wszechmogącego" zasiadłam przed ekranem, spodziewając się po filmie wszystkiego co najlepsze. Niestety, nie zanosi się, żeby kolejna produkcja w reżyserii Toma Shadyac powtórzyła sukces komedii z 2003 roku.

Fabuła nie jest skomplikowana – kolejnym wybrańcem Boga jest Evan Baxter (Steve Carell) - postać drugoplanowa w pierwszej części, kolega z pracy i konkurent Brusa. Evan zostaje właśnie wybrany kongresmanem, przeprowadza się wraz z rodziną do nowej rezydencji oraz zadomawia się w przestronnym biurze. Jednak wokół pnącego się po szczeblach kariery mężczyzny nagle zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Za Evanem zaczynają podążać okoliczne ptaki i zwierzęta. Na domiar złego wydaje się, że głównego bohatera zaczyna prześladować liczba 614.

Evan, bohater filmu. / Fot. © 2007 Universal StudiosŻona, nie rozumiejąc zachować własnego męża, podejrzewa, że Evan przechodzi przez kryzys wieku średniego. Zajęty pracą mężczyzna odsuwa się od rodziny i staje się podatny na sugestie działającego na granicy prawa pracodawcy. Kiedy szczęście rodziny Baxterów wisi na włosku, do życia Evana wkracza sam Bóg, który błyskawicznie dyktuje nowe zasady. Rodzina i współpracownicy podejrzewają, że mężczyzna zaczyna wariować, jednak Evan utrzymuje, że otrzymał od Boga zadanie. Ma w dwudziestym pierwszym wieku, niczym biblijny Noe, wybudować Arkę.

Film generalnie mi się podobał. Na tyle, że nie uznałam dwóch godzin spędzonych przed ekranem za straconych. Jednak "Evan Wszechmogący" do ścisłej czołówki nie należy. Twórcy filmu nie zaskoczyli widza oryginalnym pomysłem. Nie można też mówić o zapierających dech w piersiach efektach specjalnych czy błyskotliwej fabule. Ba, w porównaniu z "Bucem Wszechmogącym", perypetie Evana wypadają blado.

Należy dodać, że "Evan Wszechmogący" jest produkcją, która niesie ze sobą głęboko zapadające przesłanie: "Pamiętaj, cokolwiek robię, robię to, byś był szczęśliwy" – mówi filmowy Bóg do głównego bohatera, kiedy wszystkie plany i marzenia Evana rozsypują się w drobny mak wskutek boskiej interwencji. Dopiero w ostatecznym rozrachunku okaże się, kto miał rację i co naprawdę jest ważne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

uwielbiam sformułowanie:"w ostatecznym rozrachunku"

Boże mójjj

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.08.2007 02:05

Dobre... też jestem niekiedy fanem bardzo, bardzo głupich komedii amerykańskich i dostrzegam ich zalety w szarganiu świętości na poziomie niekiedy wyższym od samych świętości.. Autorka potrafi pisać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

czyli warto! ok;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 25.08.2007 11:41

(+) Bylem, widzialem, usmialem sie... :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

część pierwsza była taka sobie więc sądze, że druga na minus;-) ale + za artykuł;-) i buźka

Komentarz został ukrytyrozwiń

To prawda Agato, ładnie :) (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ładnie +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.