Pozycja materiału w rankingach:
Po kontrowersyjnym werdykcie sędziowskim Nikołaj Wałujew pokonał Evandera Holyfielda w pojedynku o pas WBA kategorii ciężkiej. Publiczność przyjęła wynik walki gwizdami.
W pierwszych rundach, pięściarzem aktywniejszym i skuteczniejszym był Holyfield. 46-letni Amerykanin bardzo dobrze pracował na nogach, balansując i zwodząc Wałujewa oraz utrzymując dobrze wymierzony dystans. "Taniec" Holyfielda wydawał się usypiać rosyjskiego "niedźwiedzia". Ringowy weteran wykorzystywał to, wchodząc do półdystansu i kilkakrotnie mocno trafiając Wałujewa w szczękę.
Gdy zabrzmiał ostatni gong, zanosiło się na sensację. Evander Holyfield, pięściarz którego wielu uważało za wypalonego, walczył tego wieczoru niczym natchniony. Momentami jego praca nóg i szybkość, przypominała wielkiego mistrza poprzedniej dekady, który toczył wspaniałe pojedynki z Tysonem, Lennoxem Lewisem i Riddickiem Bowe.Zobacz także:
Artykuły
(78)
Galerie
(1)
Średnia ocen
(4.88)
Wiek: 27 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Adam Baranowski 21.12.2008 10:03
Szkoda Holyfielda, bo chłop mimo swoich 46 lat wykonał dobrą pracę, za którą powinien zostać nagrodzony. Pas mistrzowski mu się należał. Byłem pod wrażeniem jego pracy nóg i balansu ciała. Robił, co chciał. Fakt, że został 3 razy trafiony, ale to mu nie przeszkodziło w kontynuowaniu świetnie rozegranej pod względem taktycznym walki.
Wałujew nie pokazał nic, co pozwalałoby wierzyć, że werdykt sędziów będzie na jego korzyść. Mówią, że mistrza trzeba pokonać zdecydowanie, żeby odebrać mu pas, a wydaję mi się, że Holy to właśnie zrobił. Świetny timing, wyrachowanie i cierpliwość. Wielki mistrz.
Fajnie zachowała się względem mistrza publiczność. Oni wiedzieli, kto został MŚ, a w zasadzie kto powinien nim zostać. Szkoda tylko, że nie pobił rekordu Foremana, ale to nie o to mu chodziło. Chciał wrócić w wielkim stylu i to zrobił. Mam nadzieję, że jeszcze wyjdzie na ring i oczywiście będzie walczył o mistrzowski tytuł, choć nie wiem, czy z innym, bardziej ruchliwym przeciwnikiem będzie tak skuteczny.
PS. Jakiegoś pecha mam. Boksu często nie oglądam, ale ostatnio mi się zdarzyło oglądać walki: Joe Calzaghe z z Royem Jonesem Jr., Tomasza Adamka z USS Cunninghamem, i Holyfielda z Wałujewem i niestety w żadnej nie było nokautu. A nokaut jest jak strzelona bramka w terminologii piłkarskiej, czyli oglądałem mecze bez bramek. Chociaż i tak nie żałuję, miło się ogląda takie walki. Calzaghe jest wielkim zawodnikiem, jednym z dwóch najlepszych (obok PacMana). Tomek to "nasz mistrz", dlatego choćby wypadało tą walkę obejrzeć. A "dziadka" Holyfielda z ciekawości obejrzałem i muszę przyznać, że również mnie nie rozczarował.
FIS Team Tour. Pięciu Polaków w konkursie! Kwalifikacje dla Ammanna
(odsłon: +1020)