Facebook Google+ Twitter

Ewa Nekanda-Trepka: Warszawa to obszar dziedzictwa narodowego

"Zabytki muszą być częścią współczesnego życia"! O tym, jak takie hasło zrealizować, mówi w wywiadzie dla Wiadomości24.pl Ewa Nekanda-Trepka, stołeczny konserwator zabytków.

Lidia Raś: Pani konserwator, podoba się pani obecnie promowany wizerunek Warszawy, jako miasta dynamicznego, nowoczesnego, z zabudową w rodzaju „Złotych Tarasów”, spoza której nieśmiało wyłaniają się budynki historyczne? Załóżmy, że na moment zapomina pani, że jest architektem, konserwatorem, mieszkanką Warszawy.
Ewa Nekanda- Trepka. Fot. Lidia Raś. / Fot. Ewa Nekanda-Trepka: – Trudno mi się postawić w takiej sytuacji, bowiem mam określony bagaż wiedzy o Warszawie i nie umiem bez niego patrzeć na miasto. Jestem zainteresowana historią i kulturą, więc przyjeżdżając do Warszawy, czy jakiegokolwiek innego miasta, wiedziałabym, że oprócz wieżowców są tam budowle historyczne. Warszawa stanowi obszar światowego dziedzictwa, który nobilituje stolicę w skali świata. Mając tę świadomość, wiedziałabym, że to jest pewne zderzenie Warszawy starej z nową. Jadąc do Nowego Jorku wiem, że mimo nowoczesności tego miasta, są tam zabytki. Jest mi trudno odbierać miasto Warszawa tylko pod kątem wizualnym.

Jak to możliwe, że urząd Stołecznego Konserwatora Zabytków istnieje dopiero 6 lat? Warszawa nie zasługiwała wcześniej na kogoś, kto dbałby o jej zabytki?
Wydział Stołecznego Konserwatora Zabytków powstał w 2001 r. Do pracy w Urzędzie Miasta przyszłam w październiku i tworzyłam biuro od zera. Starania o to, by w Warszawie był konserwator miejski trwały od połowy lat 90. Wojewódzki konserwator zabytków opierał się przed przekazaniem kompetencji
miastu. A kiedy już je wreszcie przekazano, to były one nikłe; ledwie przyczółek przechwycony przez samorząd lokalny. Zresztą jest to nastawienie dość popularne w całej Polsce: uważa się, że samorządy lokalne mają głownie budować, a nie dbać o zabytki. Dominuje tendencja braku zaufania do samorządu lokalnego, że będzie dobrze chronił zabytki. Ja natomiast zawsze uważałam, że jeśli samorząd lokalny ma świadomość wartości dziedzictwa historycznego, to lepiej będzie to robił niż Urząd Wojewódzki, który patrzy na gminę, w tym stolicę, z perspektywy regionu i niekiedy nie czuje specyfiki, ważnej dla lokalnej społeczności.

Jaki jest obecnie zakres obowiązków stołecznego konserwatora zabytków?
– Zaczynaliśmy od kompetencji dotyczących spraw zieleni, leżącej na obszarach wpisanych do rejestru zabytków i zabytków niewpisanych do rejestru, a chronionych miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego (mpzp), które funkcjonowały do 2003 roku. Ostatnie uprawnienia, przekazane nam 1 lipca 2006 roku, dotyczą wszystkich zabytków ruchomych, nieruchomych (wpisanych i niewpisanych do rejestru zabytków) i ochrony wynikającej z
mpzp. Kompetencje dotyczące zabytków archeologicznych nadal leżą w gestii konserwatora wojewódzkiego. Niezbywalnym prawem konserwatora wojewódzkiego jest też wpisywanie obiektów do rejestru zabytków i uzgadnianie mpzp. My podjęliśmy się tylko przygotowania do nich materiałów wstępnych tj. wytycznych konserwatorskich.

Czy taki podział uprawnień nie prowadzi do niejasnych sytuacji? Ostatnio mieliśmy taki przypadek, gdy przy okazji przebudowy Krakowskiego Przedmieścia, natrafiono przypadkowo na fragment barokowych schodów z kościoła św. Krzyża. Okazało się wtedy, że na miejscu nie ma przedstawiciela konserwatora wojewódzkiego, który zadecydowałby co należy zrobić ze znaleziskiem. Na szczęście zareagowało wtedy miasto w osobie pani zastępcy.
– Oczywiście, że lepiej jest, gdy wszystkie kompetencje są w jednym ręku. Do
lipca 2006 nie decydowaliśmy np. o zabytkach
Śródmieścia i Pragi Północ! Mieszkańcy się gubili, co jest w czyjej kompetencji; bywało, że część ulicy należała do jednej dzielnicy, a część do innej. Ponadto różny jest też sposób rozstrzygania spraw przez konserwatora wojewódzkiego, a inny przez stołecznego. Trudno więc nam było stworzyć wspólną politykę działań.
Obecnie jesteśmy na etapie negocjacji, by i sprawy archeologii przeszły do miasta.

Konsekwencją takiego nieszczęśliwego podział uprawnień jest dziś np. sprawa hali targowej „Koszyki” (z pocz. XX wieku - przyp. red.). Cztery lata temu konserwator wojewódzki wyraził zgodę na jej rozbiórkę, a następnie odbudowę (w co niektórzy nie bardzo wierzą) wg nowej technologii i dodanie podziemnego parkingu. Co będzie z halą?
- Tak, to jest problem; zresztą nie tylko "Koszyków". Podobne sprawy dotyczą zwykle obiektów ważnych i bacznie obserwowanych przez mieszkańców. Toczą się po parę lat, często w różnych sądach, a teraz trafiają na moje biurko do rozstrzygnięcia. A może i dobrze, że nie zostały załatwione wcześniej, bo prawdopodobnie te rozstrzygnięcia nie byłyby dla nich najszczęśliwsze. Próbujemy teraz temu zaradzić. Zmieniły się uwarunkowania i wydaje się, że sprawa zostanie pozytywnie rozwiązana, na drodze negocjacji. Nowy inwestor inaczej podchodzi do zabytku i może nie będziemy musieli działać systemem nakazowym, czego osobiście nie lubię, ale jeśli nie ma innego wyjścia nie uchylam się przed tym. Dysponując obecną wiedzą, nie widzę racjonalnych powodów, dla których „Koszyki” miałyby być rozebrane i potem odbudowane! Ekspertyzy nie potwierdzają konieczności takiego rozwiązania.

Czy ma pani jakąś filozofię ochrony zabytków? Preferuje pani wersję muzeum w mieście, czy też włączanie zabytków w substancję miasta?
– Ależ to jest wręcz oczywiste! Tak działa cały świat. Nie można traktować zabytków jako eksponatu w muzeum. Zabytki muszą być uczestnikiem współczesnego życia. Oczywiście ich adaptacja jest konieczna; np. Zgodnie z wymogami i dzisiejszymi standardami musimy je udostępniać osobom z różnymi ograniczeniami. Nie można wykluczać ani grup społecznych, ani zabytków! Nie pytamy „czy” ratować, lecz „jak” to zrobić. Jednym z pryncypiów jest zadbanie o to, by nie tworzyć pastiszy, nie udawać, że coś jest oryginalne, jeśli nie jest, i oczywiście jak najmniej szkodzić!

To jaki los czeka barokowe piwnice po Pałacu Saskim? Pozostaną, czy będą zasypane? Warszawiacy dyskutują o nich, argumentując, iż tak mało mamy w stolicy substancji historycznej, że niezrozumiałym byłoby jej utracenie.
Ruiny piwnic Pałacu Saskiego - fot. Lidia Raś / Fot. - O, tu bym się nie zgodziła! Jeżeli mówimy o XVII i XVIII wieku, to chyba nie zdajemy sobie sprawy, że większość warszawskich pałaców (dziś np. siedziba rządowych biur) ma zachowane oryginalne ściany! Już nie mówiąc o piwnicach. Co do piwnic saskich, to obecnie została podjęta procedura wpisania ich do rejestru zabytków i czekamy na decyzję wojewódzkiego konserwatora zabytków. Jeśli zostaną wpisane, nie wiemy, czy będzie to całość, czy fragment. Ruiny piwnic Pałacu Bruhla - fot. Lidia Raś / Fot. Miasto będzie musiało się z tą decyzją zmierzyć, i zapewne stanie przed problemem rewizji projektu odbudowy i zawartego kontraktu. Mam poważne obawy, czy na tych piwnicach można by postawić budynek takiej wielkości, jaki wcześniej planowano.

Kilka miesięcy temu miasto deklarowało udział w przetargu „Konesera” (zabytkowe budynki Fabryki Wódek - przyp. red.), ale następnie się z tych deklaracji wycofało. „Koneser” jest więc w rękach prywatnego dewelopera, który podobno będzie tam budował mieszkania. Dlaczego UM nie chce mieć takiego zabytku w swojej gestii?

– Przepraszam, ale na to pytanie nie chciałabym odpowiadać, bo dotyczy ono raczej polityki inwestycyjnej, niż konserwatorskiej, natomiast my oczywiście będziemy nadzorować ten obszar, gdyż jest wpisany do rejestru zabytków. Na zlecenie UM przygotowano pod koniec roku koncepcję, z utrzymaniem wszystkich istniejących i planowanych funkcji (w planach było centrum kulturalne, m.in. teatr Krzysztofa Warlikowskiego - przyp. red.). Do rozbiórki przewidywano by tylko część niehistorycznych hal, które ma zastąpić zabudowa mieszkalno-komercyjna. Zabudowa będzie niska, więc uważamy, że takie propozycje projektowe są do zaakceptowania. O konkretach będziemy rozmawiać, gdy tylko wpłyną do nas plany wykorzystania terenu.

A „Norblin”? (zakłady metalowe Norblina z połowy XIX w. – przyp. red.)?
– Tam sytuacja jest inna niż w „Koneserze”, bo do dziś nie są rozwiązane sprawy własności. Tak naprawdę nie wiemy, z kim mamy rozmawiać. Nawet nie wiadomo, czy syndyk jest prawnym spadkobiercą, mimo iż przetarg został rozstrzygnięty. „Norblin” jest zdecydowanie mniejszy i praktycznie cały zabudowany zabytkowymi budynkami. Tam wprowadzić coś nowego jest bardzo trudno. Tym się różni od „Konesera”. Tu będzie raczej konieczna adaptacja zabytkowych budynków.

W centrum Warszawy, przy ulicy Bielańskiej straszy ruina przedwojennego banku, pełniącego w 1944 roku funkcję reduty powstańczej.
Przedwojenny bank, b.reduta powstańcza przy ul. Bielańskiej. Fot. L. Raś / Fot. – Rozmawiałam z nowym właścicielem, który zapewnia, że ma pewną, nową wizję tego budynku. Oczekujemy w tej chwili na propozycje, ale jeśli będziemy musieli zbyt długo czekać, to zaproponujemy bardziej zdecydowane rozwiązania.

Warszawiacy na co dzień chyba nie zdają sobie sprawy z ilości prac wykonanych przez biuro[b] stołecznego konserwatora zabytków. Tymczasem, jeśli nie jest się uważnym mieszkańcem, to wystarczy otworzyć stronę www. Stołecznego Konserwatora i zapoznać się z państwa dorobkiem. Z której renowacji jest pani szczególnie dumna?
– Chyba z takich „drobiazgów”. Cieszę się, że udało się wyremontować istotne obiekty małej architektury Warszawy np: Grubą Kaśkę, figurę św. Nepomucena na ul. Senatorskiej, Syrenkę, Południk Warszawski na placu Teatralnym, pomniki, kapliczki i wiele, wiele innych, ważnych dla wizerunku miasta, zaniedbanych dotąd obiektów.

Jak to możliwe, że niektóre budynki w Warszawie poddane renowacji straciły swój wizerunek? Myślę o kamienicy na placu Zbawiciela, czy przy ul. Mokotowskiej?
– Zabytki muszą być częścią naszego życia, ale trzeba pamiętać o nieprzekraczalnym zakresie ingerencji. W tych przypadkach przekroczono tę zasadę; kilka lat temu taka była tendencja - jeśli pojawiał się inwestor, należało go za wszelką cenę utrzymać. Teraz od początku przedstawiamy jakie są nasze oczekiwania i ograniczenia także tam, gdzie obiekty nie są wpisane do rejestru zabytków, choć są często równie cenne. Także w przypadku obiektów wpisanych do rejestru sprawy reguluje ustawa z 2003 r. Tym samym każdy właściciel wie dokładnie jakie ma obowiązki.

Pani konserwator, czyżby powiedzenie „szewc bez butów chodzi” dotyczyło i Państwa? Kiedy wchodzi się do kamienicy, w której mieszczą się biura Stołecznego Konserwatora to aż ciarki przechodzą!
- Nas też przechodzą (śmiech). Ale trwa remont! Może tego nie widać, ale prowadzone są prace na dachu. Kompleksowy remont miał się zacząć już w zeszłym roku, ale zrobiono tylko instalacje wewnątrz budynku, a do przetargu
na remont elewacji i klatki schodowej nikt się nie zgłosił! Mam nadzieję, że teraz już wszystko będzie się toczyć bez przeszkód.

Tego gorąco życzę.

Wywiad autoryzowany

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Lidio, Bardzo ciekawy wywiad, chociaż ... dla wąskiej grupy czytelników. Ode mnie oczywiście plus :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

aaaaabsolutny plus. Plus z bonusem, bo zajmuje sie paranaukowo :P zabytkami poprzemysłowymi. Chciałbym aby odbudowano Pałąc Saski. Gotuje sie we mnie krew i chętnie bym zawrzeszczał cały świat jak sobie uświadamiam co zrobiono z tej Warszawy z roku 1939... :(

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.03.2007 18:09

Brawo! Pelen profesjonalizm! No, i nareszcie cos o "mojej" Warszawie. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Za bardzo obszerny i profesjonalnie przeprowadzony wywiad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.