Facebook Google+ Twitter

Ewa Tushnet: Żydówka, lesbijka i ortodoksyjna katoliczka

Czy na naszych oczach tworzy się nowy model bycia gejem i lesbijką? Jest konserwatywną pisarką, otwarcie zadeklarowaną homoseksualistką, która chętnie opowiada o swojej decyzji pozostania w celibacie.

Pisał o niej lewicowy New York Times i prawicowy Washington Post.

Na zdj. Eva Kushnet / Fot. Blog Ewy KushnetMówi o sobie: jestem lesbijką. Czyta św. Tomasza z Akwinu i św. Anzelma. Na swoim blogu zachęca do zapoznania się z dokumentami amerykańskiego episkopatu. Do tego jest córką liberalnego Żyda i unitarianki. Na naszych oczach rodzi się nowa jakość gejowskiej tożsamości. Za kilka lat takich jak ona może być dziesiątki tysięcy. Będą otwartymi gejami i lesbijkami, którzy odmawiają sobie przywileju małżeństwa, służby wojskowej i pracy jako nauczyciele - z własnego wyboru. Znaleźli oryginalną niszę, w której wygospodarowują ciekawy i nie nudny gejowski styl życia. Są pokoleniem kontestującym liberalny permisywizm seksualny pokolenia swoich rodziców - pokłosia rewolucji seksualnej, która zdyskredytowała amerykańskie nadzieje.

Tushnet przekonuje, że dobro wspólne można stawiać ponad własnym interesem. Mało tego. Twierdzi, że tak właśnie odnalazła szczęście. Co dziwniejsze właśnie taka lesbijska otwartość jest akceptowana społecznie. Evę szanują wszyscy - geje, lesbijki, heterycy, liberalni, lewicowi i konserwatyści. Czym ta młoda intelektualistka imponuje?

Na katolicyzm nawróciła się na drugim roku studiów w Yale. Panna Tushnet - której rodzice, Mark Tushnet i Elizabeth Alexander, są dobrze znanymi liberalnymi prawnikami (American Civil Liberties Union) - nie wyobrażała sobie, że zostanie katoliczką, ani, że po 10 latach nauki jej głos na blogu oraz w wielu artykułach, będzie jednym z najbardziej zaskakujących zastrzeżeń wobec małżeństw osób tej samej płci.

Setki czytelników eve-tushnet.blogspot.com i jeszcze szersza grupa odbiorców jej twórczości w popularnych magazynach, wie już, że ich ulubiona autorka jest żywym paradoksem: żarliwie katolicka, dumna lesbijka, szczęśliwie żyjąca w celibacie. W tym stanie rzeczy nie widzi siebie jako nieuporządkowanej. Nie walczy ze sobą wprost, ale z prostotą stwierdza, że religia zabrania jej życia seksualnego.

"Ofiary, które składasz, nie zawsze są tymi, których oczekuje Bóg" - napisała w eseju z 2007 dla serwisu Commonweal. Podczas gdy gejowski seks nie powinien być kryminalizowany - twierdziła zarazem - geje i lesbijki powinni dobrowolnie zachowywać abstynencję. W zamian mogą podtrzymywać pasjonującą przyjaźń lub sublimować seksualny potencjał nakierowując go na inne pociągające hobby i zajęcia. - Zdarza mi się być bardzo dobrą w sublimowaniu - mówi - choć zdaję sobie sprawę, że inni geje i lesbijki mają mnóstwo pytań i wątpliwości i może im nie przyjść łatwo to, do czego dojrzała ona sama.

"Małżeństwo powinno być zarezerwowane dla heteroseksualistów, których więź może być równie niebezpieczna co wyjątkowo owocna" - wyjaśniła w jednym z wpisów na blogu. "Wobec czego sensownym jest ustanowienie i ochrona instytucji, której celem jest strukturowanie i kanalizowanie takich relacji".

Małżeństwa jednopłciowe - pisała w The New York Post w 2007 roku - mogą wnieść trzy efekty: dwubiegunową kulturę małżeńską, w której od par heteroseksualnych żąda się heroizmu (seks tylko w małżeństwie, dozgonna wierność bez oglądania się na okoliczności) a od par homoseksualnych wypracowania własnych norm; przekształcenie małżeństwa w opcjonalną, zindywidualizowaną instytucję ignorującą kreacyjny i destruktywny potencjał seksu hetero; lub zachętę dla wszystkich par, aby ograniczyły seks do wspólnoty małżeńskiej, pozostały sobie wierne na całe życie oraz nadzieję, że pary gejowskie zaakceptują normy właściwe dla potrzeb osób heteroseksualnych".

Tushnet wstąpiła na Yale w 1996 roku jako szczęśliwa lesbijka, świadoma swojej orientacji seksualnej już w wieku 14 lat. Jej ojciec, żyd należący do synagogi reformowanej oraz matka, unitarianka, obydwoje należeli do tradycji postępowej i tolerowali jej seksualność.

Jako świeżo upieczona studentka wzięła udział w spotkaniu uniwersyteckiej grupy konserwatystów (Yale Political Union). Opowiadała, że znalazła się wśród prawicowych studentów jak ktoś kto ogląda zwierzęta w zoo.

"Ale byłam naprawdę pod wrażeniem, nie tylko dziwnych argumentów. W pewnym stopniu stało się dla mnie oczywiste, że są tam ludzie, którzy czynią to co głoszą, a to wymaga od nich poświęceń."

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.