Facebook Google+ Twitter

F1: W najbliższy weekend startuje elitarna seria wyścigowa

Zaplanowany na najbliższą niedzielę wyścig o Wielką Nagrodę Australii, zainauguruje tegoroczny sezon Formuły 1. Po zakończeniu kariery przez Michaela Schumachera trudno wskazać zdecydowanego faworyta w walce o tytuł mistrza świata.

Sezon zapowiada się niezwykle emocjonująco. Siedmiokrotny mistrz świata Michael Schumacher nie zajmie już więcej miejsca na starcie wyścigów o Grand Prix. Po raz pierwszy od kilku lat wielu czołowych kierowców zdecydowało się na zmianę pracodawców, wśród nich aktualny mistrz świata Fernando Alonso, który pożegnał się z teamem Renault i zasiadł za kierownicą McLarena, a także Kimi Räikkönen, który zajął miejsce Schumachera w kokpicie Ferrari.

W zespołach pojawiło się wielu młodych, utalentowanych kierowców, którzy od początku sezonu dostaną szansę wykazania się swoimi umiejętnościami w elitarnej serii wyścigowej. Jedynym dostawcą opon dla wszystkich ekip została japońska firma Bridgestone, co stawia w uprzywilejowanej pozycji Ferrari, stosujące je już od kilku lat, znające ich specyfikę oraz zachowanie w określonych warunkach na torze. Inni potentaci, jak Renault i McLaren-Mercedes, jeżdżący w ubiegłym sezonie na oponach firmy Michelin, muszą dostosować bolidy do wymagań nowego ogumienia.

Pojedynek „wielkiej trójki”

Walkę o mistrzostwo świata konstruktorów toczyć będą zespoły, które zajęły pierwsze trzy lokaty w ubiegłorocznej klasyfikacji, czyli Renault, Ferrari i McLaren-Mercedes. Sezon 2007 z pewnością przyniesie liczne niespodzianki w rywalizacji kierowców, gdyż pytanie, kto spróbuje przeciwstawić się niezawodnemu Michaelowi Schumacherowi, przestało być aktualne w momencie, kiedy utytułowany Niemiec ogłosił, że rezygnuje ze ścigania.

Szefowie teamów Renault i McLaren-Mercedes zdecydowali się dać szansę debiutantom, mając nadzieję na odkrycie talentu pokroju siedmiokrotnego mistrza świata. W inauguracyjnym wyścigu sezonu, o Wielką Nagrodę Australii, rozgrywanym na torze Albert Park w Melbourne, po raz pierwszy w barwach McLarena wystartuje aktualny champion Fernando Alonso. W świecie Formuły 1 krąży opinia, że dla Hiszpana każde miejsce poniżej trzeciego w klasyfikacji generalnej cyklu oznacza porażkę.

25-letni Alonso uchodzi wprawdzie za wyjątkowo utalentowanego kierowcę, lecz trudno przewidzieć, jak poradzi sobie za sterami nowego bolidu, który w minionym sezonie charakteryzował się przede wszystkim dużą awaryjnością.

Kto zastąpi mistrza?

Po odejściu Alonso, pierwszym kierowcą teamu Renault został doświadczony Włoch Giancarlo Fisichella. U jego boku wystąpi 25-letni Heikki Kovalainen, który od 2005 roku pełnił funkcję kierowcy testowego we francuskim zespole, a zatem miał możliwość poznania samochodu „od podszewki”. W najbliższy weekend Fin zadebiutuje w walce o najwyższą stawkę. Renault z pewnością odczuje stratę Alonso, który dwukrotnie zdobył tytuł mistrza świata (2005, 2006), pracując w ekipie dowodzonej przez charyzmatycznego Flavio Briatore. Zwycięstwo w klasyfikacji konstruktorów w 2006 roku zespół w dużej mierze zawdzięcza właśnie swojemu byłemu kierowcy, który potrafił „wycisnąć” z maszyny to, co najlepsze. Najbliższy rok pokaże, ile wart jest francuski team bez swojej największej gwiazdy.

Brak lidera

Nowy sezon jest ogromnym wyzwaniem również dla Ferrari. Po odejściu niekwestionowanego króla Formuły 1 Michaela Schumachera, z ekipą pożegnał się także guru taktyki Ross Brown. Jego miejsce zajął Mario Almondo, na szefa ekipy awansował zaś dotychczasowy menedżer zespołu Jean Todt. To jednak nie koniec zmian w składzie zwycięskiej drużyny, gdyż do fabryki Fiata przeniósł się twórca niezawodnych silników czerwonego bolidu Paolo Martinelli. W miejsce Schumachera zatrudniono, jeżdżącego dotychczas w McLarenie, Kimiego Räikkönena, lecz wraz z jego pojawieniem się w teamie z Maranello zaczęto mieć wątpliwości, czy niepokorny fiński kierowca zasłuży na szacunek zespołu, jakim przez lata cieszył się Niemiec i stanie się liderem z prawdziwego zdarzenia. Trudno przypuszczać, aby Kimi poświęcał wiele czasu na prace nad udoskonaleniem pojazdu, ograniczy się raczej wyłącznie do roli kierowcy, lecz nie można mu odmówić talentu do ścigania oraz instynktu zwycięzcy.

Felipe Massa z zespołu F 1 Scuderia Ferrari podczas sesji zdjęciowej na zapleczu toru Albert Park w Melbourne, Fot. PAP/ EPA/Bernd ThissenPartnerem Räikkönena został sympatyczny Brazylijczyk Felipe Massa, który jeżdżąc u boku starszego z braci Schumacherów, zrobił niewiarygodne postępy i w minionym sezonie dwukrotnie stanął na najwyższym stopniu podium w wyścigach o Grand Prix Turcji i Brazylii. Szef teamu Ferrari Jean Todt zapewnia, że żaden z kierowców nie może liczyć na szczególne traktowanie. Istnieje zatem realne zagrożenie, że obaj kierowcy włoskiej ekipy będą zaciekle ze sobą rywalizować i nawzajem odbierać punkty.

Mistrz i jego uczeń

McLaren-Mercedes rozpoczyna sezon wraz z dwójką nowych kierowców. Klasa dwukrotnego mistrza świata Fernando Alonso jest niezaprzeczalna, trudno natomiast przewidzieć, jak spisywał się będzie debiutant Lewis Hamilton. Ogromny talent 22-letniego Brytyjczyka dostrzeżono już podczas startów w Formule A, w której ścigał się między innymi z aktualnym kierowcą Williamsa Nico Rosbergiem, w zespole stworzonym przez jego ojca Keke. Doskonale spisywał się również w ubiegłorocznej serii GP2, stanowiącej bezpośrednie zaplecze Formuły 1. Pewne jest, że Hamilton, pierwszy ciemnoskóry kierowca w F1, skupi na sobie ogromną uwagę kibiców i mediów.

W teamie Hondy bez wielkich zmian

Pozostałe zespoły z pewnością będą „deptać po piętach” ekipom Renault, Ferrari i McLarena. O dorównanie „wielkiej trójce” od kilku sezonów zabiega Honda, lecz dotychczas wszelkie starania nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Tym razem w ekipie dokonano jedynie nieznacznych zmian kadrowych, a do walki o punkty stanie para doświadczonych zawodników Jenson Button i Rubens Barichello. Szczególnie Brytyjczykowi, po ubiegłorocznym triumfie w Grand Prix Węgier na Hungaroringu, zależy, by udowodnić, że zalicza się do grona najlepszych kierowców w stawce, zaś jego partner z zespołu, mający na swoim koncie udział w 231 wyścigach GP, również nie stoi na straconej pozycji.

Sporym atutem Hondy jest pozyskanie Christiana Kliena, którego zatrudniono w roli kierowcy testowego. 24-letni Austriak w minionym sezonie ścigał się w barwach teamu Red Bull Racing.

Robert Kubica. Fot. PAP/ EPA/Bernd Thissen Apetyt rośnie w miarę jedzenia

Polscy kibice śledzić będą przede wszystkim poczynania ekipy BMW-Sauber, w barwach której występuje Robert Kubica. Celem zespołu, w zbliżającym się sezonie, jest jak najczęstsze uzyskiwanie miejsc na podium w poszczególnych wyścigach.

Nasz jedynak w elicie wykorzystał szansę daną mu w ubiegłym roku, szczególnie zaskakując zdobyciem trzeciego miejsca w prestiżowym wyścigu o Wielką Nagrodę Włoch na torze Monza, gdzie stanął na najniższym stopniu podium obok odchodzącego na sportową emeryturę Schumachera oraz jego następcy w Ferrari Kimiego Räikkönena.

Tym razem Polak weźmie udział już w inauguracyjnej rywalizacji, mając u boku Niemca Nicka Heidfelda. Role kierowców testowych objęli młodzi rodacy Heidfelda - Sebastian Vettel, który już w minionym sezonie zastąpił Kubicę w piątkowych sesjach treningowych, oraz Timo Glock. Były kierowca F1, mistrz świata z roku 1997 Jacques Villeneuve twierdzi, że Kubica może mieć ogromne problemy z przystosowaniem się do nowego ogumienia. Jego jazda jest zbyt agresywna, jak na możliwości japońskich Bridgestone’ów. Być może jego złośliwe uwagi kierowane pod adresem Polaka wynikają z tego, że to właśnie nasz rodak zajął miejsce Kanadyjczyka za sterami bolidu BMW-Sauber.

Kolejnym atutem zespołu, kierowanego przez Mario Theissena, jest również doskonałe zaplecze techniczne wraz z imponującym tunelem aerodynamicznym.

Niewielkie szanse pozostałych

Toyota postawiła na parę doświadczonych zawodników, doskonale znających samochód, którzy jednak nie gwarantują osiągania znaczących sukcesów. Ralfowi Schumacherowi zarzuca się brak ambicji, zaś Jarno Trulli jeździ zbyt zachowawczo, by móc zagrozić najlepszym. Także testy zimowe pokazały, że japoński team zdecydowanie odstaje od czołówki, w konstrukcji bolidu dokonano jedynie nieznacznych zmian. Dodatkowo zespół ma spory problem marketingowy, gdyż jest bezbarwny, mało efektowny, wręcz niezauważany przez kibiców F1.

Niekwestionowaną gwiazdę, doskonałego konstruktora Adriana Neweya, pozyskał natomiast team Red Bull. Pierwszy samochód, zaprojektowany przez niego dla nowego pracodawcy, napędzany będzie silnikiem Renault. Wyniki zimowych testów wskazują, że liderem zespołu zostanie Australijczyk Mark Webber, do którego dołączył rutynowany Szkot David Coulthard, mający opanowane do perfekcji manewry wyprzedzania.

Nadrzędnym celem ekipy Williamsa będzie powstrzymanie złej passy, po całkowicie nieudanym ubiegłym sezonie, w którym zespół zdobył zaledwie 11 punktów i zajął ósme miejsce w klasyfikacji konstruktorów, najgorsze od 1978 roku. Pierwszym krokiem, jaki uczyniono w celu poprawy wyników, stało się podpisanie trzyletniego kontraktu z Toyotą na dostawę jednostek napędowych. Liderem zespołu ma szansę stać się, startujący drugi rok w barwach Williamsa, Nico Rosberg, który postara się udowodnić, że ma talent nie mniejszy niż jego ojciec Keke, mistrz świata w sezonie 1982. Drugi bolid poprowadzi dotychczasowy kierowca testowy Alexander Wurz.

Pozostałe zespoły mają jedynie iluzoryczne szanse na to, by zagrozić grupie walczącej w sezonie 2007 o najwyższe trofea.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Robert, Ty chyba czytasz w moich myślach ;) W tym roku F1 na otwartym kanale Polsatu. Kwalifikacje o 4.00, studio przed wyścigiem wchodzi w niedzielę o 3.20

Komentarz został ukrytyrozwiń

zaniemówiłem, świetny materiał

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.