Bynajmniej nie z naszymi posłami za sterami bolidów, chociaż przypuszczam, że wielu z nich chętnie wysłalibyśmy na przykład do Bahrajnu na wieczny weekend wyścigowy. Sprawa tyczy się nowych przepisów które miały "uatrakcyjnić" widowisko...
Czy ten kontrowersyjny przepis doprowadzi to do tego, że wyścig formuły 1 będzie konkurował atrakcyjnością z obradami sejmu RP?
Wiele na to wskazuje bo w trakcie sezonu poziom najlepszych teamów z pewnością się wyrówna, a takie ekipy jak Ferrari i Red Bull przestaną odstawać znacząco od Mercedesa, McLarena czy nawet Renault. Sami uczestnicy nie wyrażają się o całej sytuacji pochlebnie. Fernando Alonso w wywiadzie przyznał, że po kwalifikacjach i starcie do wyścigu, większość pozycji będzie już ustalonych. Michael Schumacher również stwierdził, iż wyścigi będą nudniejsze i wszystko będzie się koncentrować na tym żeby jechać swoim tempem bez popełnienia błędu. Podobnego zdania jest reszta paddocku.
Sam sprawca całego zamieszania, Bernie Ecclestone apeluje o wstrzymanie się z oceną tej sytuacji, ale to bardziej dobra mina do złej gry, ponieważ tłumacząc ,że być może wprowadzenie obowiązkowych dwóch pit stopów, albo przygotowanie mniej wytrzymałej opony zwiększy rywalizacje, poniekąd utwierdza mnie w przekonaniu ,że decyzja o zakazie tankowania podjęta przez niego była zbyt pochopna, albo przynajmniej nie poparta innymi zmianami w regulaminie o których sam wspominał.
Rywalizacji na torze dodatkowo nie pomoże fakt, że wolne nowe zespoły: Lotus, HRT, oraz Virgin będą tracić do najlepszych w wyścigu 2-3 okrążenia. Dlaczego?, wyobraźmy sobie wyścig o GP Monaco i dublowanie wyżej wymienionych ekip przez liderów wyścigu. Wyprzedzanie tam jest praktycznie niemożliwe, a trzeba będzie ich ciągle wymijać. No chyba, że utrzyma się dotychczasowa zasada: na sześć nowych bolidów po kilkunastu okrążeniach jadą już tylko dwa...