Facebook Google+ Twitter

F1: Wyścigi jak obrady sejmu?

Bynajmniej nie z naszymi posłami za sterami bolidów, chociaż przypuszczam, że wielu z nich chętnie wysłalibyśmy na przykład do Bahrajnu na wieczny weekend wyścigowy. Sprawa tyczy się nowych przepisów które miały "uatrakcyjnić" widowisko...

Robert Kubica rozdaje autografy swoim fanom / Fot. Andrew Ferraro/LAT Photographic Rozpoczęliśmy nowy sezon wyścigów Formuły 1, z całą pewnością sezon rewolucyjny. Nasz jedynak w F1, Robert Kubica opuścił ekipę BMW Sauber i przeszedł do Renault, Michael Schumacher powrócił do wielkiego ścigania w barwach Mercedes GP, stawka zespołów powiększyła się o trzech nowicjuszy. FIA również dorzuciła swoje trzy grosze kolejny rok z rzędu zmieniając regulamin serii. Oprócz zmiany sposobu naliczania punktów za wyścig (punkty zdobywa pierwszych dziesięciu kierowców, a nie ośmiu jak przed rokiem), najbardziej kontrowersyjnym zapisem wydaje się być zakaz tankowania bolidów w trakcie wyścigu.

Nie od dziś wiadomo, że kluczem do zwycięstwa w wyścigach F1 jest nierzadko rozsądnie ułożona strategia. Jednym z najważniejszych jej punktów było w poprzednich sezonach dobrze rozplanowane tankowanie. Czołowa dziesiątka musiała stawić się na start wyścigu z taka ilością paliwa, z jaką walczyła o pole position w ostatniej części kwalifikacji. Zespoły decydujące się na mniejszą jego ilość mogły wywalczyć lepszą pozycję startową z racji lżejszego bolidu, ale musiały także o wiele wcześniej zjechać na dotankowanie, co mogło skutkować utknięciem za wolniejszymi rywalami po wyjeździe z pit stopu i stratę cennego czasu. Na niektórych torach, gdzie przejazd przez aleję serwisową był bardzo krótki, można było zaskoczyć przeciwników strategią trzech zjazdów, bo jak się okazywało czasy kręcone z prawie pustym bakiem pozwalały zniwelować z nawiązką czas zatrzymania u mechaników.

Niestety od tego sezonu dzięki władzom FIA, obowiązuje zakaz tankowania w trakcie wyścigu, więc wszyscy startują ciężkimi cysternami wypełnionymi pod sam korek. Jak pokazał nam ostatni wyścig w Bahrajnie, kierowcy w boksach pojawiają się najczęściej tylko raz na obowiązkową zmianę opon. Możliwości do wyprzedzania przez to jest zdecydowanie mniej, a sytuacja, że ktoś jadący bezpośrednio przed nami ma więcej paliwa i będzie łatwiejszym do objechania już się nie powtórzy. Jak więc wyminąć rywala w trakcie wyścigu jeśli różnica czasów na poszczególnych okrążeniach pomiędzy zawodnikami potrafi być tak krótka jak chrząknięcie posła Kalisza? Dodajmy do tego jeszcze, że tylne skrzydło jest zaprojektowane w taki sposób, iż zaburza strumień powietrza za pojazdem uniemożliwiając zawodnikowi jazdę bezpośrednio za przeciwnikiem w zakrętach z powodu utraty ważnego docisku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Chyba błąd przy korekcie. Jak na razie to Srebne Strzały odstają od Ferrari i Red Bull'a, a nie na odwrót ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.