Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15989 miejsce

FA Cup: Faworyci odpadają!

W czterech ćwierćfinałowych spotkaniach Pucharu Anglii doszło do trzech niespodzianek, wczoraj z walką o Puchar pożegnały się Chelsea i Manchester, a dzisiaj Middlesbrough.

Grający u siebie podopieczni Sir Alexa Fergusona byli zdecydowanym faworytem spotkania z Portsmouth i od początku wzięli się do roboty. Szczególnie aktywny był as gospodarzy, Cristiano Ronaldo, który w 7. minucie był popychany w polu karnym gości i sędzia mógł odgwizdać rzut karny. Najlepszą okazję „Czerwone Diabły” miały w 20. minucie, Wayne Rooney ograł Davida Jamesa, lecz nie zdołał uderzyć na bramkę, bo był blokowany, piłka trafiła pod nogi Carlosa Teveza, a on uderzył w stronę bramki „The Pompeys”, tam znakomicie spisał się Glen Johnson, który obronił głową strzał Argentyńczyka.

Czerwona kartka Tomka Kuszczaka
W przerwie niespodziankę polskim kibicom sprawił trener United. Wprowadził do bramki Tomasza Kuszczaka, który przez niemal całą drugą połowę był bezrobotny, ponieważ Manchester cały czas atakował nie dopuszczając pod swoją bramkę Portsmouth. Najbliżej zdobycia bramki w 71. minucie był Patrive Evra, którego strzał na słupek sparował David James. W 77. minucie goście wyprowadzili zabójczą kontrę, piłka trafiła do Milana Barosa. On minął polskiego bramkarza, który go faulował. Ewidentny rzut karny i chyba nieco przesadzona czerwona kartka dla bramkarza. Jako że United już wcześnie wyczerpali limit zmian to w bramce musiał stanąć zawodnik z pola, padło na Rio Ferdinanda, który mimo starań nie zdołał obronić rzutu karnego wykonywanego przez Muntariego. Do końca spotkania Manchester atakował i niestety nie zdołał doprowadzić do wyrównania i powtórki spotkania. Portsmouth wyeliminowało mistrza Anglii i odebrało szansę „Czerwonym Diabłom” na powtórkę z 1999 roku.

Na pocieszenie polskim kibicom pozostało to, że Sir Alex Ferguson nie ma większych pretensji do Tomasza Kuszczaka, lecz obwinia za wszystko arbitra spotkania - Martina Atkinsona.

Manchester United - Portsmouth FC 0:1 (0:0)
0:1 Muntari 78. min. (k)

Barnsley – pogromca gigantów
Po wyeliminowaniu Liverpoolu na Anfield wydawało się, że graczom Barnsley skończył się już zapas szczęścia, jednak oni pokazali, że mają ogromne serce do walki i przed nikim nie uklękną. Tym razem ofiarą „The Tykes” została Chelsea. Na Oakwell Stadium tłum oszalał, gdy w 90. minucie Howard Webb zakończył spotkanie, kibice mimo zakazu wkraczania na płytę stadionu, wbiegli pełną parą i świętowali ze swoimi ulubieńcami, wyglądało to wspaniale, kibice „malutkiego” ( w porównaniu do Chelsea) Barnsley nosili swoich ulubieńców na rękach, składali gratulację trenerowi, dla nich to był pewnie jeden z najszczęśliwszych momentów, jako kibiców. Chelsea miała masę sytuacji i może sobie, tylko „pluć w brodę”. Niewykorzystane sytuację się zemściły w 67. minucie, a bohaterem gospodarzy został Odejayi. W pierwszej połowie gracze prowadzeni przez Simon Davey również byli bliscy zdobycia gola, lecz na ich drodze stanął słupek.

Zwycięstwo Barnsley napawa optymizmem, pokazuję, że w futbolu nie liczą się tylko pieniądze i „biedny” może wygrać z „bogatym”. Oglądając ten mecz, pomyślałem, że naprawdę „fajnie”, by było gdyby gracze z Oakwell Stadium ze swoimi kibicami na Wembley świętowali zwycięstwo w tegorocznym Pucharze Anglii.

Barnsley - Chelsea Londyn 1:0 (0:0)
1:0 Odejayi 67 min.

Niespodzianka na Riverside Stadium
Zasłużone zwycięstwo nad Middlesbrough odniosło występujące w Championship, Cardiff City. Od początku przyjezdni prezentowali się bardzo dobrze i już po 23 minutach było wiadomo, kto awansuje do kolejnej rundy. Gwiazdą Cardiff jest były zawodnik między innymi Chelsea Londyn, Jimmy Floyd Hasselbank. Jednak to nie on pogrążył podopiecznych Southgate'a, bohaterem został Peter Whittingham, który najpierw sam w 9. minucie zdobył bramkę, a przy drugim golu z 23. minuty asystował, a piłkę głową do bramki skierował Roger Johnson. Mimo ambitnych ataków i prób zmienienia losów spotkania, nic nie wychodziło gospodarzom, kibice byli zniesmaczeni takim obrotem sprawy i pod koniec spotkania zaczęli opuszczać stadion.

Middlesbrough - Cardiff City 0:2 (0:2)
0:1 Whittingham 9 min.
0:2 Johnson 23 min.

Hat-Trick Ishmaela Millera i pewne zwycięstwo WBA
West Bromich Albion nie dało żadnych szans Bristol Rovers w ostatnim z ćwierćfinałów FA Cup. Występujący w The Championship gracze Tony’ego Mowbray’a awansowali i w następnej rundzie zagrają na Wembley. Pierwsza bramka padła w 16. minucie i goście objęli prowadzenie za sprawą James Morrisona, w 30. minucie na 2:0 podwyższył bohater Miller. Wcześniej szansę na doprowadzenie do remisu mieli gracze Bristolu, jednak dobrze w bramce gości spisywał się Dean Kiely, szczęście opuściło go w 31. minucie, bramka padła po zamieszaniu w polu karnym, po rzucie rożnym, a strzelcem bramki został Danny Coles i taki wynik utrzymał się do przerwy. W drugiej połowie jednak drużyna WBA rozwiała wszelkie wątpliwości, swój świetny występ kolejnymi dwoma bramkami przypieczętował Ishmael Miller, a jedno trafienie dorzucił były reprezentant Anglii , Kevin Phillips. Dobrą szansę na zmniejszenie rozmiarów porażki gospodarze mieli w 81 minucie, jednak strzał Lewisa Haldane’a trafił w słupek.

Bristol Rovers - West Bromwich Albion 1:5 (1:2)
0:1 Morrison 16 min.
0:2 Miller 30 min.
1:2 Coles 31 min.
1:3 Miller 69 min.
1:4 Phillips 73 min.
1:5 Miller 85 min.


Od sezonu 1888/89 (utworzenie ligi angielskiej) nigdy w finale nie spotkały się dwie drużyny spoza najwyższej klasy rozgrywkowej. Od 1996 roku Puchar Anglii padał łupem „wielkiej czwórki” (Arsenal, Manchester United, Liverpool FC, Chelsea Londyn), wiadomo, że po 12 latach zdobędzie go ktoś inny.
Losowanie par półfinałowych odbędzie się w poniedziałek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.