Facebook Google+ Twitter

Facebookowa „Książka twarzy”Marka Bieńczyka

Jestem trochę opóźniony. Całkiem niedawno wyróżniono Joannę Bator nagrodą Nike, a ja chcę napisać o książce, która otrzymała to prestiżowe, literackie wyróżnienie w 2012 r. Wychodzi więc na to, że jestem opóźniony o lekko ponad rok.

Jestem trochę opóźniony. Całkiem niedawno wyróżniono Joannę Bator nagrodą Nike, a jak chcę napisać o książce, która otrzymała to prestiżowe, literackie wyróżnienie w 2012 r. Wychodzi więc na to, że jestem opóźniony o lekko ponad rok.

Mógłbym oczywiście strzelić tutaj wyznanie, że przeczytałem tę pozycję dużo wcześniej, niż o niej piszę, ale w sumie po co? Najłatwiej jest się wytłumaczyć jednak przysłowiem, że lepiej późno niż wcale. Znaczy przeczytać tę książkę. Książkę twarzy, boOkładka książki / Fot. Wydawnictwo taki sobie wymyślił tytuł jej autor, Marek Bieńczyk. Nie jest on takim sobie zwykłym literatem, jakich w ostatnich latach objawiło się nam tysiące. Siada teraz człowiek, powiedzmy, że za biurkiem, często celebryta, czy jakiś tam uważający się za polityka (bo moim zdaniem w Polsce nie ma prawdziwych polityków) i pisze, albo częściej piszą za niego; później te „dzieła” zalegają w księgarniach tanich książek, najczęściej w takim wielkim koszu opatrzonym napisem „promocja”, czyli innymi słowy, jeszcze taniej niż tanio. Ale wróćmy do autora. Najlepiej będzie jak przedstawię go krótko, ale nie własnymi słowami, tylko zaczerpniętymi wprost ze strony Instytutu Adama Mickiewicza, gdzie czytamy: Urodził się w 1956 w Warszawie. Prozaik, eseista, tłumacz Kundery i Ciorana, historyk literatury w Instytucie Badań Literackich PAN, współpracownik kwartalnika "L'atelier du roman" (Francja). Studiował romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Jest członkiem International Federation of Wine and Spirits and Writers (F.I.J.E.V.). Laureat 16.edycji Nagrody Literackiej NIKE za esej "Książka twarzy".

I właśnie o tej pozycji kilka słów chciałbym powiedzieć. Nie jest to powieść (za które zazwyczaj Nike się otrzymuje), tylko zbiór esejów. Książka twarzy, jak pisze w notce odautorskiej Marek Bieńczyk, jest jego Facebookiem. Jednak nie jest to książka tylko mojej twarzy, to także książka innych twarzy, bez których nie mógłbym mówić o własnej. Ano właśnie. Na ile inne osoby, znani nam osobiście, lub jak pisze autor także „bliscy nieznajomi” wpływają na nasze życie, wybory czynione w tym życiu i czy w ogóle kształtują nas jako ludzi?

Pisarz zaczął patrzeć na świat oczami Winnetou, zresztą podobnie jak ja, bo dzieli nas z autorem tylko trzyletnia różnica wieku. Toteż te słowa: Winnetou był z pewnością pierwszym, lecz też jedynym bohaterem książki, którego kochałem (czy: którego kochało się), nie są dla mnie „dziwne”, nie zaskakują mnie. Dlatego to wszystko, o czym pisze w pierwszych rozdziałach książki, jest mi tak bliskie. Nie potrzebuję najmniejszych wyjaśnień, kto i co, dlaczego i w ogóle. Cały początek tego zbioru esejów połyka się jednym tchem, oddycha się tamtymi latami, zanurza się w tych szczenięcych latach bez reszty, a przy okazji odkrywa siebie, czując tę pełnię owych lat na własnej skórze, bo Bieńczyk potrafił zwerbalizować to, co siedzi gdzieś głęboko we mnie, a sam nie umiałbym tego tak jasno i pięknie opowiedzieć. Choćby tak, jak o graniu w piłkę nożną, którą kopałem na podwórku, od kiedy pamiętam. Dlatego dla mnie ta książka, ale tylko w pierwszych rozdziałach, jest bardzo bliska.

Dalej już czytało mi się ciężej. Zwalam to na garb swojego niedouczenia, szczególnie w kwestii znajomości literatury francuskiej epoki romantyzmu, choć Wiktora Hugo się czytywało. I dlatego esej o nim był dla mnie zrozumiały, a szczególnie wstrząsnął mną opis umierania wręcz publicznego tego francuskiego pisarza, jak i przedstawienie kresu życia Adama Mickiewicza. O innych osobach z tej epoki, o których z pasją autor opowiada, już szło mi gorzej, z powodów wyżej opisanych (nieuctwo). No, może z wyjątkiem opowieści o Zygmuncie Krasińskim, bo wiadomo, pisarz to nasz, a poza tym osoba niezwykle barwna. Ale w sumie po to jest ta książka, Książka twarzy, aby przybliżyła czytelnikowi ludzi i sprawy, o których czasami nie ma zielonego pojęcia.

Czuć wprost, że autor jest zafascynowany postaciami i tematami, o których pisze i to zarówno wtedy, kiedy dotyczy osób ogólnie znanych i popularnych, jak tenisista Borg, trenerzy Górski i Beenhakker, czy aktor Humphrey Bogart, aż po wielkich twórców, jak dajmy na to Rene-Francois de Chateaubriand, Charles Baudelaire, czy też... perfum. Facet posiadający wiedzę o pachnidłach, rzecz niebywała; ale już jako znawca win (pisał o nich wiele razy gdzie indziej), to już bardziej dla mnie oczywiste. I choćby z tych tylko tematów widać jaką niebotyczną wiedzę posiada M. Bieńczyk i jak w wiele obszarów wkracza, próbując je nam przybliżyć. A może jeszcze chcecie wiedzieć, jak i gdzie najlepiej pływać na kajakach? Nie ma sprawy. Jest o tym w książce również. Na kajaki się nie nadaję, bo ostatnio wywaliłem się z niego na rzece Wieprz, ale wiem jedno, jak pić wino to Bordo, a nie Burgunda.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Na taką prezentację literatury nigdy nie jest za późno, pozdrawiam świątecznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.