Facebook Google+ Twitter

"Facet z grobu obok" Katariny Mazzeti. Ludzie są przewrotni. Recenzja

Katarina Mazzeti bierze pod lupę powszechne przekonanie, iż przeciwieństwa się przyciągają. Stawia naprzeciwko siebie Desiree i Bennego, przedstawicieli dwóch różnych światów i pokazuje nam, że miłość nie jest znowu taka do końca ślepa.

 / Fot. Jakub LepiorzKto z nas tego nie zna? To, co na samym początku fascynuje nas w drugiej osobie, bo jest tak inne i odmienne, po czasie nam powszednieje, nuży nas a czasem wręcz doprowadza do szewskiej pasji. Dochodzimy do punktu, w którym zastanawiamy się, czy pośród wszechobecnych różnic coś nas w ogóle łączy i jeśli tak, to czy jest na tyle silne, aby ze sobą zostać.

Te właśnie różnice i wynikające z nich miłosne komplikacje wzięła pod lupę Katarina Mazzeti w swojej najnowszej powieści „Facet z grobu obok”.

Na niewiele ponad 200 stronicach obserwujemy, jak rodzi się i rozwija relacja pomiędzy głównymi bohaterami, Desiree i Bennym. Akcja zawiązuje się w miejscu, które raczej kojarzy się z końcem niż z początkiem, a mianowicie na cmentarzu.

Desiree właśnie pochowała męża i czuje się winna, że nie potrafi go należycie opłakiwać. Przychodzi na jego grób i pisze wiersze, próbując odnaleźć się w tej niecodziennej sytuacji. Benny, z nieodłączną łopatą pod pachą, obładowany sadzonkami kwiatów, rozbudowuje ekscentryczną rabatkę na grobie rodziców. Na grobie obok.

Przewrotny los sprawia, że chcąc nie chcąc, Desiree i Benny dzielą jedną, ciemnozieloną cmentarną ławeczkę. Na początku w ogóle się nie lubią. On w myślach nazywa ją bezbarwną krewetką, z racji tego iż odziana jest zawsze w pastele, ma jasną cerę i jasne włosy. Ona drwi z jego pasji sadzenia kwiatów na odpustowo widowiskowym grobie rodziców, z niechęcią analizuje dziwny aromat jego kombinezonu i chrzci ogrodnikiem.

Wystarczy im jednak jedno spojrzenie i dwa uśmiechy później ich historie splatają się w jedną i zaczynają biec szaloną, wspólną, niełatwą drogą.

Mimo, że mieszkają niecałe dwie mile od siebie, oboje mają wrażenie, że pochodzą z dwóch różnych galaktyk. Benny szuka żony, pomocniczki, która z nim znosiłaby znój życia rolnika. Desiree w ogóle nikogo nie szuka a jeśli już, to na pewno nie Bennego. Różni ich absolutnie wszystko.

Ona, wykształcona bibliotekarka, z wysublimowanym gustem kulturalnych, designerskim mieszkaniem i notatnikiem pełnym wierszy. On, rolnik, któremu praca na swoim gospodarstwie zabiera tyle czasu, że nie starcza mu już go na nic innego.

Jest jednak coś, co ich łączy. Prawdziwa, wszechogarniająca fascynacja, ogromna namiętność i zupełnie nieracjonalna potrzeba bycia razem. Słowem: miłość. Tylko tyle i aż tyle. Oboje czują w ten sposób po raz pierwszy, są nowicjuszami w świecie wielkich emocji i błądzą w nim niczym ślepcy.

Na początku miłość jest wszystkim. Wystarcza, by dwie zupełnie odmienne osobowości splotły ze sobą swoje światy, niejako na siłę, dzięki całej masie dobrych chęci i wierze w to, że musi być dobrze.

Jednak czy na takiej podstawie da się zbudować stabilny i szczęśliwy związek? Czy ich prywatne wizje przyszłości w końcu upomną się o swoje i każde z nich pójdzie swoją drogą? A może poza tymi dwoma ścieżkami jest jeszcze trzecia, nieco węższa i rzadziej uczęszczana?

Dużym atutem powieści są celne pointy i mnożące się co chwila komiczne sytuacje. Idealnym gruntem dla nich jest jaskrawy kontrast pomiędzy kochankami. Swoiste poczucie humoru autorki towarzyszy nad od początku do końca książki.

Ciekawym zabiegiem jest konstrukcja fabuły na bazie dwóch monologów głównych bohaterów, przeplatających się ze sobą. Każdą sytuację widzimy więc podwójnie, z dwóch skrajnie różnych punktów widzenia.

Ta z pozoru lekka i przyjemna powieść o trudnej miłości ma w sobie drugie dno. Widzę w niej próbę opowiedzenia o tej części naszej duszy, która nie chce się zmieniać. Nie ruszają jej wichry namiętności, miłosne uniesienia. Część ta dawno już zaprojektowała dla nas określoną wizję życia, poukładała nasze potrzeby w równe rządki i stanowczo domaga się realizacji planu. W przeciwnym wypadku zmienimy się bowiem tak, że w ogóle przestaniemy być sobą. A to byłaby największa tragedia, z którą żadne zerwane związki nie mogą się równać.

Jakie wnioski płyną z książki Katariny Mazzeti? Ludzie są przewrotni i czasem czują, że czegoś pragną, a często nie jest to w ogóle to, czego potrzebują. Serce jest omylne. Miłość jest ślepa, ale bywa, że jakimś cudem odzyskuje wzrok. A kiedy już dojrzy, jak jest, aż przeciera oczy ze zdumienia, w co się właśnie wpakowała.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.