Facebook Google+ Twitter

Fading Colours "Come" - recenzja

Długo musieliśmy czekać na tę płytę. Niektórzy być może stracili już nadzieję, że w ogóle powstanie. Wokalistka De Coy nagrała już nawet solowy album, co wśród wielu mogło potęgować obawy, czy nowa płyta zespołu jednak powstanie.

okładka płyty "Come" zespołu Fading Colours / Fot. materiały promocyjne zespołu Nieco optymizmu niosły jednak, udostępniane przez zespół, fragmenty powstających kompozycji. „Angel of Death” mogą kojarzyć osoby, które miały okazję być na jednym z koncertów Fading Colours, np. na zeszłorocznym festiwalu Castle Party w Bolkowie. Występ tylko zaostrzył apetyt na przygotowywaną płytę. Aż wreszcie cierpliwość została nagrodzona. 13 marca, po jedenastu latach przerwy, nakładem Big Blue Records została wydana trzecia regularna płyta Fading Colours.

Ich poprzedni album „I'm Scared Of” narobił sporo szumu. Kompozycje takie jak: „In This Garden Of Mine” czy „Lorelei” to już klasyka w repertuarze grupy, a zespół zasłużenie zdobył sobie grono wiernych i zagorzałych fanów. Jednak trio oparło się pokusie nagrania albumu, powielającego rozwiązania z „I'm Scared Of”.
Fading Colours dokonał niezwykle udanej fuzji elektroniki z elementami folku, jak chociażby didgeridoo. Dało to bardzo ciekawe efekty. Nie brakuje tu kompozycji, przykuwających uwagę: „Angel Of Death” - poruszający, dzięki charakterystycznemu wokalowi De Coy i operowym wstawkom, zyskuje na podniosłym klimacie. „Be An Angel Again” - również podniośle, a jednocześnie transowo i tanecznie (utwór znalazł się na prestiżowej Deutsche Alternative Charts).

„Fade Away” - znany już z kompilacji „Castle Party 2003” przykuwa uwagę od pierwszych sekund fascynującą fuzją trip-hopowego klimatu i gitarowych dźwięków. „Distingmipropa”, dzięki wpleceniu didgeridoo w elektroniczne instrumentarium, zyskuje jakby rytualnego wydźwięku. „Come” pokazuje, że Fading Colours nie boi się eksperymentów w swych twórczych poszukiwaniach. Głos De Coy nie stracił nic ze swego uroku. W połączeniu z elektronicznymi bitami spod ręki Daniela Kleczyńskiego, tworzy wręcz hipnotyczną mieszankę. W całej gamie elektronicznych dźwięków znajduje wiele smaczków, zgrabnie je łącząc w poszczególnych utworach.

Fading Colours powróciło w znakomitym stylu i świetnej formie. „Come” to płyta nie tylko dla miłośników zespołu, również dla wszystkich, szczerze zainteresowanych tą mroczniejszą odmianą muzyki elektronicznej. Z pewnością to jeden z najważniejszych krążków tego roku, nie tylko w gatunku dark-independent. Trawestując fragment jednego z utworów XIII Stoleti - „Fading Colours is back!"

Fading Colours

Big Blue Records

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.