Facebook Google+ Twitter

Faith No More onieśmielali formą na festiwalu Malta w Poznaniu

To, co Faith No More pokazali na swoim koncercie podczas festiwalu Malta w Poznaniu potwierdziło, że należą im się wszelkie pokłony, zachwyty i wyrazy uznania.

 / Fot. Silvio Tanaka from Sao Paulo, Brazil/CC 2.0Na taki koncert czeka się latami - co prawda tym razem Mike Patton nie trzymał polskiej publiczności zbyt długo w stanie oczekiwania i już po trzech latach (a raczej po dokładnie dwóch latach, gdyż ich ostatni koncert miał miejsce również 4 lipca nad Wisłą) wrócili, by zagrać nie tylko żelazne, genialne kompozycje ze swojego dorobku, ale też zaprezentować trochę świeżych pomysłów.

Wieczór zaczął się jednak od dwóch supportów - najpierw można było usłyszeć Snowman, a później Muchy. Zdążyłam tylko na ten drugi z występów lokalnych artystów, którzy postawili sobie trudne zadanie sprostania wymaganiom publiczności, która, rzecz jasna, pojawiła się tak wcześnie głównie dlatego, że liczyła na dobre miejsce pod sceną o godzinie 22, niż na popisowe muzykowanie Poznaniaków. Słuchacze przyjęli ich ciepło, oni sami pozmieniali co nieco, uderzając w bardziej rockową manierę, niż to mieli w zwyczaju na płytach, a nawet dość spontanicznie i ryzykownie weszli w kolaborację z Ryszardem Andrzejewskim, znanym raczej jako Peja, który na jednym z utworów pojawił się ze swoim freestyle'm, nieco nie do rytmu, ale z pasją i w tradycyjnie kontestacyjnej manierze.

A później na scenie ozdobionej białymi zasłonami pojawiły się bukiety słoneczników i inne przepyszne wiązanki, i w tych okolicznościach Mike Patton ze swoim składem gotowi byli wyjść na scenę, najpierw częstując nas odrobiną popowej klasyki i śpiewając "Delilah" Toma Jonesa, jako przewrotny wstęp do "Woodpecker from Mars". W ten oto popisowy sposób zaczął się koncert mistrzów, przy których bledną młode talenty, a współczesne pitolenie na gitarach i umiejętności lwiej części wokalistów wydają się słabym żartem. Mike Patton szafował głosem w pełnej krasie, demonstrując wokalny kunszt niezależny od działania czasu. Brawurowo zaśpiewał nawet najtrudniejsze ze swoich popisowych partii. Atrakcji nie brakowało z resztą przez cały koncert - w wykonaniu "Evidence" pojawiła się cała zwrotka zaśpiewana po polsku, a w "Midlife Crisis" ni stąd ni zowąd zabrzmiały elementy standardu ... "Trololo Song", znów popisowo zaśpiewanego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

mon
  • mon
  • 12.07.2012 11:51

wszystko prawda, poza tym, że FNM byli na Heinekenie 3, nie 2 lata temu :) ale poznański koncert był o wiele lepszy, niż heinekenowy. i tak, niech te nowe zespoły z tym swoim pitu-pitu uczą się od 'dziadków' z FNM, jak dawać czadu... mega moc! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń
mokos
  • mokos
  • 11.07.2012 22:11

Hej! Wlasnie przeczytalam artykul i... zgadzam sie z nim w 100%, a powiem bez kozery w 150%, 200%-ach... :) Ach, co to byla za uczta muzyczna! To czego dokonali na Malcie chlopaki, upsss- juz panowie (ale jacy!!!) z FNM pozostanie na dlugo w mej pamieci - GENIALNIE sie bawilam.
Coz za luz, podejscie do siebie, do muzy i do publiki - PELEN SZACUN!!
Numer "EVIDENCE" zaspiewanym lamana polszczyzna byl MIODNY, a "Delilah" na poczatku koncertu rozbawila chyba wszystkich :) Fakt, niech mlodzi i juz zblazowani "geniusze" rocka ucza sie od FNM i Pattona jak BAWIC sie MUZA i z MUZA. Pozdrawiam z Wrocka

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.