Facebook Google+ Twitter

Fantastyczna pogoń Arsenalu i pewne zwycięstwo MU

W dwóch najciekawiej zapowiadających się spotkaniach angielskiej Premiership padło aż 9 bramek, a sędziowie pokazali jedną czerwoną i sześć żółtych kartek. W obu spotkaniach zwyciężyli faworyci, lecz nie bez problemów.

Piłkarz Arsenalu Londyn Abou Diaby P zostaje ukarany czerwoną kartką podczas meczu angielskiej Premiership z Bolton Wanderers. / Fot. PAP/EPA/LINDSEY PARNABYDo 60 minuty na Reebok Stadium wszystko układało się po myśli zawodników i kibiców Boltonu. Prowadzili 2:0, a „Kanonierzy” grali w dziesiątkę, osłabieni brakiem Abou Diaby’ego, który za brutalny faul otrzymał w 31 minucie czerwoną kartkę.

Pierwsza bramka dla gospodarzy padła w 14 minucie, a celnym strzałem głową popisał się Matthew Taylor. Na skrzydle piłkę między sobą wymienili El Hadji Diouf i Gretar Steinsson, który idealnie wrzucił w pole karne, a tam źle się zachował Kolo Toure, którego wyprzedził pomocnik „Kłusaków” i wpakował piłkę obok interweniującego Almuni. Arsenal, mimo straty bramki nadal grał nieźle, ale tylko do pola karnego gospodarzy, tam cała gra się "sypała" i podopieczni Wengera nie mogli wypracować sobie dobrej okazji strzeleckiej.

Gdy w 43 minucie Taylor strzelił drugą bramkę dla swojej drużyny wydawało się, że goście już się nie podniosą. Fatalnie zachowała się w tej sytuacji obrona „Kanonierów”. Najpierw piłkę Flaminiemu zabrali napastnicy, a Diouf wyłożył ją na 20 metr do Taylora, który uderzył z popularnej „klepki”.Piłka odbiła się jeszcze od Gallasa, który podskoczył i obrócił się tyłem, a gdyby próbował zablokować strzał bramka mogłaby nie paść, a tak piłka wpadła tuż przy słupku, więc gospodarze schodzili na przerwę pełni nadziei na końcowy sukces.

Druga połowa zaczęła się od ataków zawodników Boltonu, którzy chyba chcieli jak najszybciej wybić Arsenalowi z głowy walkę o punkty. Przez pierwsze 15 minut drugiej połowy „Kanonierzy” nie potrafili wyjść składnie z własnej połowy i Bolton miał parę okazji, by zdobyć trzecią bramkę, ale albo napastnicy się mylili, albo Almunia stawał na wysokości zadania, tak jak w 57 minucie, kiedy obronił we wspaniałym stylu strzał Cahilla z 5 metrów.

Całe nieszczęście Boltonu zaczęło się w 60 minucie, gdy na boisku pojawili się Adebayor i Walcott, którzy wyraźnie rozruszali grę gości. W 62 minucie pogoń zaczął kapitan Arsenalu, William Gallas. Po dośrodkowaniu Fabregasa z rzutu rożnego piłkę przedłużył obrońca Boltonu i spadła ona pod nogi Gallasa, który zamykał dośrodkowanie swojego kolegi i z 3 metrów umieścił piłkę w siatce.

5 minut później było już 2:2. Fatalny błąd popełnił Gary Cahill, który w polu wyciął równo z trawą Aleksandra Hleba, a z rzutu karnego piłkę zdobył nieskuteczny do tej pory Robin van Persie.

Kolejne minuty to przewaga Arsenalu, który za wszelką cenę chciał zwyciężyć na Reebok Stadium. W 81 minucie na boisku pojawił się Grzegorz Rasiak, który parę razy dobrze zachował się na boisku celnie podając do swoich kolegów z drużyny. W 80 i 88 minucie dwie fantastyczne sytuacje zmarnował van Persie, który gdyby dzisiaj miał lepszą skuteczność to mógł ustrzelić hat-tricka.

Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem to dał o sobie znać Cesc Fabregas. Akcja Arsenalu rozpoczęła się od podania Clichy’ego do Hleba na lewej stronie boiska, ten zgrał do środka do hiszpańskiego pomocnika, który uderzył w stronę bramki, piłka odbiła się jeszcze od dwóch obrońców Boltonu i wpadła do bramki. To była 91 minuta.

Arsenal pokazał, że nadal mierzy w mistrzostwo Anglii. Ten mecz na pewno również doda im otuchy i wiary we własne umiejętności przed najbliższymi trzema potyczkami z Liverpoolem (dwie w Lidze Mistrzów i jedna w Premiership).

Niesamowity Cristiano Ronaldo

W drugim spotkaniu, które elektryzowało dzisiaj kibiców na wyspach spotkał się lider tabeli -Manchester United, z walczącą o miejsce dające grę w Pucharze UEFA – Aston Villą. Gracze Fergusona ostatnio łatwo radzili sobie z drużyną z Birmingham i tym razem było podobnie.

Gospodarze od początku objęli inicjatywę, pierwszy gol padł w 17 minucie. Cudowną bramkę zdobył Cristiano Ronaldo, który w magiczny sposób pokonał bramkarza gości. Uderzył z 6 metrów piętą między nogami Martina Laursena. To była pierwsza groźna akcja United i od razu zakończona golem.

Kolejne minuty to nadal przewaga Manchesteru. I w 33 minucie „Czerwone Diabły” przeprowadziły fantastyczną akcję, wymienili między sobą kilka podań, rozpoczynając z przed swojego pola karnego, wszystko rozgrywał Paul Scholes, który w końcu zagrał na prawe skrzydło do Ronaldo, a ten wrzucił w stylu Davida Beckhama, z milimetrową dokładnością, na głowę Carlosa Teveza, któremu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w siatce.

Druga połowa rozpoczęła się od dwóch stuprocentowych sytuacji. Najpierw minimalnie pomylił się Rooney, a w kolejnej akcji napastnik Aston Villi, Shaun Maloney, w tej sytuacji umiejętnie zachował się stojący w bramce Manchesteru Tomasz Kuszczak, który skrócił kąt wychodząc nieco z bramki. Po paru chwilach po raz kolejny świetnie rozegrały akcję „Czerwone Diabły” i strzał Ronaldo zatrzymał się na poprzeczce bramki gości.

Jednak w kolejnej akcji już gracze United się nie pomylili. W 53 minucie piłkę zagrywał Giggs, przedłużał ją aktywny Ronaldo, w końcu dotarła ona do Rooney’a, a napastnik reprezentacji Anglii minął bramkarza i zdobył swoją pierwszą bramkę od października na Old Trafford.

3 minuty później swoją klasę pokazał Kuszczak, który na poprzeczkę sparował groźny strzał Maloney’a. W 68 minucie w słupek przymierzył rozochocony Rooney, a dwie minuty później zdobył swojego drugiego gola, tym razem uderzył z 10 metrów po krótkim słupku, nie dając szans bramkarzowi, a kolejną asystę na swoim koncie zapisał portugalski skrzydłowy.

Do końca spotkania wynik się nie zmienił i Sir Alex Ferguson umiejętnie kierując drużyną kroczy po swój dziesiąty tytuł mistrza Anglii. Mając w składzie takich zawodników jak Cristiano Ronaldo, czy Wayne Rooney menadżer "Czerwonych Diabłów" może spać spokojnie.

Wyniki sobotnich spotkań Premiership:

Manchester United - Aston Villa 4:0
Portsmouth - Wigan 2:0
Birmingham City - Manchester City 3:1
Bolton - Arsenal 2:3
Sunderland - West Ham 2:1
Derby - Fulham 2:2
Reading - Blackburn 0:0

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ah, jak widzę co Ronaldo z piłką wyprawia to, tylko takie słowa mi na myśl przychodzą.
A co do C+ to naprawdę - mój skarb.
Choć we wtorek i środę chciałbym mieć N. Bo najpierw mecz MU z Romą, a w środę Legia - Lechia!
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Cristiano Ronaldo, który w magiczny sposób pokonał bramkarza gości" - zaczynasz pisać jak Szpakowski ;) do dziś pamiętam jego komentarz w 2004 r.: "Real był galaktyczny, Milan stratosferyczny - a Monaco jest po prostu magiczne!"

(+) za relację. Czasem zaczynam żałować, że nie mam Canal+ u siebie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.