Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21112 miejsce

Fatalny początek sezonu Widzewa Łódź

Początek pierwszoligowego sezonu w wykonaniu widzewiaków nastraja bardzo pesymistycznie a trener łodzian z meczu na mecz wygląda na coraz bardziej zmęczonego i zniechęconego. Wszystko wskazuje na to, że praca w Widzewie go przerosła.

Stadion Widzewa / Fot. WikipediaWbrew zapewnieniom właściciela i prezesa klubu, Sylwestra Cacka, kibice wstydzą się za swoją drużynę. Siedem punktów po ośmiu kolejkach to dorobek żenujący, który umiejscawia łodzian w strefie spadkowej. Wśród fanów Widzewa o zapowiadanej przez Cacka walce o awans, krążą już żarty. Gorzką satysfakcję ma niemałe grono ludzi interesujących się losem klubu z al. Piłsudskiego, które po sprzedaniu niemal wszystkich wartościowych piłkarzy i zatrudnieniu na stanowisku trenera od dłuższego czasu nieaktywnego zawodowo Włodzimierza Tylaka, wieszczyło serię trudnych do przełknięcia kompromitacji. Trudno inaczej nazwać porażkę z Sandecją Nowy Sącz, czy cudem uratowany remis przed własną publicznością z GKS Tychy. Paradoksalnie jedyne zwycięstwo Widzew odniósł na wyjeździe, co nie zdarzyło się łodzianom od bardzo dawna natomiast w Łodzi, podopieczni Tylaka zanotowali zaledwie cztery remisy. Tego fatalnego obrazu dopełniają porażki z GKS Katowice na inaugurację sezonu i ostatni mecz Widzewa, w którym spadkowicz z Ekstraklasy musiał uznać wyższość zespołu z Niecieczy.

Te dwa spotkania miały zresztą bardzo podobny scenariusz. Widzew grał słabo, stracił bramkę, potem wyrównał a w końcówkach obu spotkań tracił gole po rzutach karnych dyktowanych w niegroźnych sytuacjach. Można powiedzieć, że jest to znak firmowy drużyny prowadzonej przez Tylaka dlatego zapowiedź trenera, że najbliższe dni zostaną poświęcone na analizę popełnionych w Niecieczy błędów, należy bardziej traktować z obawą niż z nadzieją, bo jak widać wyciąganie wniosków z przegranych spotkań, nie idzie widzewiakom najlepiej. Kibice są bardzo rozczarowani a swoją złość, co zrozumiałe, kierują głównie pod adresem szkoleniowca, który z racji swojej nieskrywanej sympatii do Łódzkiego Klubu Sportowego, nie mógł po drugiej stronie miasta liczyć na żaden kredyt zaufania. Hasła „Prawda jest taka, nikt tutaj nie chce Tylaka” i „Chcemy trenera, a nie Tylaka frajera” wykrzykiwane są coraz częściej i głośniej a z każdą kolejną porażką dojdą pewnie nowe, utrzymane w bardziej dosadnym tonie. Jeśli trener wierzy w swoją pracę i poważnie liczy na to, że poprawa gry i wyników jest tylko kwestią czasu, to pewnie ten atak niechęci na swoją osobę wytrzyma. Pytanie tylko, czy Tylak w ogóle ma jakiś pomysł na Widzew? Na boisku tego nie widać a jedyną osobą, która przejawia większe zainteresowanie poczynaniami widzewiaków podczas spotkań ligowych jest Jacek Janowski, młody asystent trenera odpowiedzialny za przygotowanie bramkarzy. Ekspresyjne reakcje Janowskiego podczas meczu w Niecieczy, zaowocowały odesłaniem go przez sędziego na trybuny.

Niedoświadczony (chociaż poprzez obecność w nim sześćdziesięcioczteroletniego Tylaka dosyć zaawansowany wiekiem) sztab szkoleniowy to niejedyny problem Widzewa. Za przygotowanie kondycyjne łodzian do sezonu odpowiedzialny jest Sławomir Rosłon, wcześniej pracujący z rugbistami. Efekty tej pracy są takie, że po godzinie gry, łodzianie są już niezdolni do biegania po boisku w sposób skoordynowany i sensowny, co zresztą sami przyznają.

Mimo braków kondycyjnych, piłkarze jednak przejawiają pewną dozę ambicji, bo dwa razy, w końcówkach meczów udawało im się doprowadzać do szczęśliwych zakończeń. Problemem więc nie jest brak zaangażowania ze strony zawodników, ludzi często bardzo młodych, na których barkach spoczywa los ostatniego polskiego uczestnika rozgrywek Ligi Mistrzów. Mimo kiepskiego startu, dobre wrażenie robi wychowanek Widzewa, boczny obrońca Marcin Kozłowski, autor pięknego gola w Niecieczy, na wysokim poziomie ustabilizował swoją formę Marcin Nowak, podstawowy środkowy obrońca łodzian a z obowiązków defensywnego pomocnika bez zarzutu wywiązuje się Rafał Augustyniak. Piłkarze, którzy zostali w klubie po spadku z Ekstraklasy starają się być liderami drużyny ale niestety nie dostali ze strony Sylwestra Cacka odpowiedniego wsparcia w postaci doświadczonych graczy, przy których mogliby się piłkarsko rozwijać i charyzmatycznego trenera. Młodych widzewiaków Cacek rzucił na głęboką wodę bez kamizelek ratunkowych.

W kontekście budowy nowego stadionu, być może w Widzewie stwierdzono, że awans w tym sezonie nie będzie należał do priorytetów. Nie usprawiedliwia to jednak nonszalancji w tworzeniu drużyny, bo po tym, co oglądaliśmy w wykonaniu widzewiaków do tej pory, spadek z pierwszej ligi nie jest wcale scenariuszem, który powinno się wykluczyć. W poprzednim sezonie również władze klubu postawiły w pewnym momencie na niedoświadczonego trenera, Rafała Pawlaka, pod którego wodzą drużyna traciła punkty regularnie a poziom jaki widzewiacy prezentowali, był tak samo beznadziejny jak obecnie. Wtedy zabrakło już czasu aby odrobić straty. Czy Sylwester Cacek wyciągnie z tamtych doświadczeń odpowiednie wnioski, czy tak jak Tylak po meczu z GKS Katowice będzie tylko o tym mówił, brnąc dalej w ślepą uliczkę?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.