Facebook Google+ Twitter

Faust dobry jak wino czyli drugi dzień festiwalu Ars Cameralis

Koncerty polskiego zespołu Band of Endless Noise i niemieckiej grupy Fausta, podgrzały atmosferę w katowickiej Hipnozie wczorajszego wieczora. Po elektronicznym początku, nadeszły srogie gitary i industrialne gadżety - ku zachwytom publiczności.

 / Fot. N. SkoczylasBand of Endless Noise zabrzmieli wyśmienicie. Ich koncert promował nową płytę, która dokładnie tego samego wieczora trafiła na stolik przed wejściem do klubu Hipnoza. Krążek został bardzo ładnie, minimalistycznie wydany.

Godzinna przejażdżka wypełniona była eksperymentami i gadżetami muzycznymi - tony kabli, cymbałki, setki pokręteł, gitary, tuby, wokodery, znów gitary, klawisze...

 / Fot. N.SkoczylasMnogość dźwięków tworzyła istny kosmos możliwości, elementów, połączeń i doznań. Można w nim było szukać przedziwnych zawodzeń albo syntezatorów z początków ich świetności, dużej ilości bardzo ciekawych gitarowych melodii. Klimat przypominał mi Something Like Elvis - eklektyczne, ambitne i złożone granie. Szkoda, że tak późno się o nich dowiedziałam. Lepiej jednak później, niż wcale - będę miała ucho na ich nieskończony hałas z nieskończoną radością.

 / Fot. N.skoczylasBardzo ładnie zostaliśmy więc wprowadzeni w klimaty Fausta, który oczywiście podniósł i poziom nieskończonego hałasu i adrenaliny o kilka szczebli wyżej. Świetnie się trzymają - pomarszczeni, z brzuchami, siwowłosi, popijający trunki od piwa, po przezroczyste i bardzo mocne i prowokują publiczność ciągłym aktorstwem.

Pięknie obrzucili nas krautrockowym szaleństwem, tak długo powtarzali teksty, riffy, uderzenia w perkusję, mącili nam w głowie elektronicznym chaosem, że w  / Fot. n.skoczylaskońcu wpadaliśmy w trans, w którym czas i przestrzeń nie były już odrębnymi wymiarami. Oczywiście nie zabrakło atrakcji i fajerwerków - poza wierceniem w beczce na środku sali, malowniczo obsypanej jesiennymi liśćmi, pojawiła się betoniarka, z której tryskały na publiczność odłamki szarej skały, rzecz jasna blondwłosa liderka malowała jakiś niepokojący obraz na płótnie, który Péron systematycznie niszczył. Trochę kłótni, trochę iskier wyprodukowanych przez szlifierkę w rękach Wernera, i dużo mięsistego grania.  / Fot. N.SkoczylasNie silę się na obiektywizm, jako zdeklarowana fanka niemieckiego krautrocka - ale on naprawdę świetnie wychodzi tej grupie.

A już jutro - Jane Birkin w Sosnowcu, dzień przerwy - 12 listopada Bill Callahan w Teatrze Rozrywki w Chorzowie oraz spotkanie z Sergio Caballero oraz pokaz filmu "Finisterrae" w Kinie Rialto w Katowicach.




Do Wiadomości24 możesz dodać własny tekst, wideo lub zdjęcia. Tylko tu przeczyta Cię milion.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.