Facebook Google+ Twitter

Faza pucharowa Ligi Mistrzów - przegląd. Część I

Poniższy tekst to moja subiektywna, kibicowska analiza ośmiu par 1/8 finału tegorocznej edycji Ligi Mistrzów UEFA.

 / Fot. Stanmar, GNU1.2, CC 3.0W połowie lutego 2013 roku rozegrane zostaną pierwsze mecze 1/8 finału bieżącej edycji Ligi Mistrzów UEFA. Spotkania rewanżowe odbędą się w pierwszym i drugim tygodniu marca. Trenerzy oraz włodarze stałych bywalców Ligi Mistrzów zgodnie twierdzą, że prawdziwa rywalizacja o upragniony tytuł Klubowych Mistrzów Europy, zaczyna się dopiero teraz. W odróżnieniu od fazy grupowej, gdzie nawet dwie porażki nie muszą oznaczać utraty szans na końcowy sukces tutaj nie ma już miejsca na połknięcia, czy zimną kalkulację. W sytuacji kiedy jedna chwila dekoncentracji, błąd w ustawieniu lub brak odpowiednio szybkiej reakcji mogą zdecydować o klęsce, odporność psychiczna i siła charakteru zawodników, są równie ważne jak ich umiejętności czysto piłkarskie.

Jakby tego było mało, zmagania w fazie pucharowej Ligi Mistrzów trzeba pogodzić z zażartą walką na tak zwanym krajowym podwórku. Przecież to właśnie w marcu i kwietniu rywalizacja o czołowe lokaty w wiodących ligach europejskich, osiąga swój punkt kulminacyjny. Oczywiście najbardziej uznane kluby na Starym Kontynencie, niemal rokrocznie biorące udział w tej „zabawie”, mogą sobie pozwolić na wystawienie praktycznie dwóch równorzędnych „jedenastek” na dwóch różnych frontach. Prawdziwą skalę tego wyzwania zobaczymy jednak dopiero wtedy, kiedy weźmiemy pod uwagę ewentualne kontuzje, absencje wywołane kartkami oraz natłok ważnych spotkań rozgrywanych w zasadzie co trzy dni.

Często nawet w przypadku największych potentatów europejskiej piłki poszukiwanie sukcesy na jednym polu, jest równoznaczne z utratą szansy sięgnięcia po inne trofeum. Dobrym zobrazowaniem takiej sytuacji jest choćby przypadek finalistów poprzedniej edycji Ligi Mistrzów. Tak Bayern Monachium, jak i Chelsea Londyn za swój awans do ścisłego finału, zapłaciły niepowodzeniem w walce o mistrzostwo swoich krajów. Dodatkowo Bayern zdecydowanie przegrał z Borussią Dortmund w finale Pucharu Niemiec. W rezultacie Bawarczycy przez większość sezonu licząc się w wyścigu po trzy wielkie trofea, na koniec zostali z pustymi rękami.

Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki mecze 1/8 finału Ligi Mistrzów, powinny dostarczyć kibicom ogromnej dramaturgii i wielu emocji. Jedyne czego można się obawiać to ewentualne obniżenie czysto sportowej jakości widowiska, wynikające z całkiem racjonalnego przedłożenia chęci zwycięstwa, ponad piękno gry. Ileż to już razy widzieliśmy podobną sytuację: dwa zespoły walczące w bezpośrednim starciu o awans, zamykają się we wzajemnym klinczu taktyki, dyscypliny oraz paraliżującego strachu przed porażką, niemal umożliwiającym wyłonienie zwycięzcy. Wtedy o awansie decyduje przeważnie jedna bramka lub zawsze pasjonujący konkurs rzutów karnych. Z drugiej strony możemy mieć szczęście i trafić na porywający dreszczowiec w rodzaju FC Liverpool – AC Milan z pamiętnego finału w Stambule w 2005 roku.

Patrząc na fazę pucharową każdego wielkiego piłkarskiego turnieju, oczami kibica możemy się spodziewać, że ujrzymy wielorakie wydarzenia sportowe. Przy tak dużym zagęszczeniu spotkań o wielką stawkę, rozgrywanych pomiędzy przedstawicielami różnych lig europejskich, mamy gwarancję, że każdy prawdziwy fan znajdzie tam coś dla siebie. Tak jak istnieje bowiem wiele opinii na temat tego co stanowi kwintesencję piękna footballu, Liga Mistrzów łączy we wzajemnych zmaganiach zespoły o wielu odmiennych stylach. Będziemy mogli zatem zobaczyć typowo włoskie przywiązanie do dyscypliny taktycznej, czy też ofensywną grę i to zarówno w dostojnym, finezyjnym wydaniu hiszpańskiej Barcelony, zawsze dążącej do zdominowania przeciwnika poprzez utrzymywanie się przy piłce, jak i w żywszym, szybszym, a zarazem ostrzejszym wydaniu czołowych, angielskich klubów. W tym ogromnym tyglu znajdzie się także miejsce dla napędzanej młodzieńczym polotem oraz ekspresyjną charyzmą trenera Jurgena Klooppa Borussi Dortmund oraz zabójczo w tym sezonie skutecznego Bayernu Monachium.

Mój przegląd par 1/8 finału tegorocznej Ligi Mistrzów rozpocznę od tych, które rozegrają swoje pierwsze pojedynki 12 lutego 2013 roku. Na pierwszy ogień pójdą zatem Juventus Turyn i Celtic Glasgow. Nie trzeba być uznanym ekspertem od światowego piłkarstwa, aby stwierdzić, że tak zwanym papierowym faworytem jest mistrz Włoch. Popularna Stara Dama ścigana przez Lazio oraz Napoli, zmierza po drugi z rzędu triumf w Serie A. Celtic wygodnie usadowił się na czele krajowej tabeli, a ponadto wraz z degradacją Rangersów, ubył mu jedyny poważny rywal do tytułu. W historii Pucharu Europy Juventus dwukrotnie sięgał po to trofeum. Oprócz tego aż pięciokrotnie musiał uznać wyższość drugiego finalisty. W przypadku Szkotów owa statystyka jest nieco mniej imponująca – jeden Puchar Europy w 1967 oraz finał w 1970 roku.

Oczywiście 12 lutego na Celtic Park te wszystkie wspaniałe sukcesy z przeszłości nie będą miały żadnego znaczenia. Podobnie jak w przypadku dawnych osiągnięć, statystyki oraz rekordy w pucharowych meczach, także przestaną się liczyć, kiedy dwudziestu dwóch zawodników wybiegnie na murawę. Nie można jednak pominąć pewnego istotnego szczegółu, który może mieć wprost kapitalne znaczenie dla wyniku szkocko – włoskiej rywalizacji. Otóż Celtowie są typowym przykładem tak zwanej drużyny własnego boiska. Na Celtic Park przy dopingu fanatycznej publiczności są w stanie ograć największych potentatów europejskiej piłki. Dowodem na potwierdzenie tej tezy jest choćby grupowe zwycięstwo nad Barceloną, które w praktyce otworzyło Szkotom drzwi do 1/8 finału. Niestety na wyjazdach podopieczni Neila Lennona zatracają na ogół swą skuteczność. Nadal są waleczni, twardzi i nieustępliwi, ale zwycięstwa na obcych stadionach przychodzą im z wyraźnym trudem.

Ponadto w porównaniu ze swoimi włoskimi przeciwnikami Celtic dysponuje bardzo niedoświadczonym zespołem, z zawodnikami, niedostatecznie zaprawionymi w poważnej europejskiej rywalizacji. Jakby tego było mało podopieczni Lennona będą musieli się zmierzyć z wieloma doświadczonymi gwiazdami światowej piłki. Juventus dość niemrawo rozpoczął rywalizację w fazie grupowej bieżącej edycji Ligi Mistrzów. Kiedy jednak sytuacja stała się naprawdę poważna, a do awansu konieczne było zwycięstwo, gracze Antonio Conte pokazali klasę rozbijając defensywnie i zarazem bojaźliwie ustawioną Chelsea 3:0. Biorąc pod uwagę wszystkie powyższe czynniki ewentualny udział Celticu w ćwierćfinale LM byłyby wielkim zaskoczeniem, słusznie uznanym za sensację.

W drugiej parze 1/8 finału wskazanie tak zwanego papierowego faworyta także nie jest specjalnie trudne. Od razu trzeba jednak zaznaczyć, że w tym przypadku dysproporcja sił pomiędzy rywalami, nie jest tak jednoznaczna. Z jednej strony mamy budowany za olbrzymie pieniądze arabskich szejków, produkt instant o nazwie Paris Saint-Germain. Z drugiej natomiast śniącą o powrocie do wielkich sukcesów z przełomu wieków hiszpańską Valencię. Pośród wielu różnic pomiędzy tymi klubami można także dostrzec dwa dość istotne punkty styczne. Po pierwsze ani PSG, ani Valencia nigdy nie sięgały po Puchar Europy, choć Hiszpanie pod wodzą Argentyńczyka Hektora Raula Cupera w latach 2000 – 2001 dwa razy z rzędu dotarli do finału. Po drugie oba kluby miały w tej edycji niezbyt wymagające grupy, w których obowiązywał wyraźny podział na dwóch mocnych i dwóch znacznie słabszych rywali.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.