Facebook Google+ Twitter

Felieton: Psia mać

W cywilizowanym świecie parki i place zabaw służą głównie celom rozrywkowym. Osoby udające się tam szukają zwykle odprężenia. Obserwują naturę, innych ludzi. Chcą zaczerpnąć powietrza. Coś potrafi jednak przerwać relaks. Rzecz w pospolitej kupie, którą szczęśliwe pieski, pod czujnym okiem właścicieli „sadzą” gdzie popadnie.

Pewnego popołudnia wyszedłem z domu na dwór. Pogoda sprzyjała wyjątkowo. Siadam więc na ławeczce w pobliskim parku. Widzę gromadkę dzieci w piaskownicy, panią z wózkiem, gołębie uparcie szukające robactwa w ziemi. I taki sielski klimat, i taki wyjątkowy spokój. Wszystko wygląda jak ilustracja w książce z bajkami dla potomnych. Do parku wszedł pies. Elegancko, bo w kagańcu i na smyczy. Wspaniale, bo tę smycz trzymała, jak sądzę, właścicielka. Duże to psisko było i ładne, zadbane. Idą najpierw obok mnie, później koło huśtawek, za chwilę mijają sztucznie usypane górki. Wreszcie znaleźli się obok piaskownicy.

A no właśnie! Tu kończy się idylla, a rozpoczyna dramat. Pies odgrywa rolę bohatera tragicznego, skazanego na fatum, którym jest rozum właścicielki. Kobieta nakłania go dość nachalnie i głośno, by wreszcie zrobił, co trzeba. Bagatelizując gromadkę małych dzieci w piaskownicy, głosem pełnym zniecierpliwienia wykrzykuje, co rusz jego imię. Wreszcie czworonóg poddaje się. Przykuca i pozbywa się resztek obiadu – piętnaście metrów od pochłoniętych zabawą dzieci. „Inteligenta” pani oddala się po chwili. Jej dumnie uniesiona głowa świadczy o tym, że pewnie czuje się jak dowódca, którego poddany potulnie wykonał zadanie. Nie trzeba było długo czekać na rezultaty. Chłopiec z piaskownicy zainteresował się czymś w jej pobliżu. Zainteresował się kupą. Ukucnął i oprócz tego, że prawie w nią wpadł zaczął w niej grzebać.

I ja się cholera jasna pytam, gdzie się podziała ludzka wyobraźnia? Place zabaw, których w każdym mieście jak na lekarstwo nie są wychodkami dla zwierząt. Nie wolno nakłaniać czworonogów do wypróżniania się w takich miejscach. Ba! Nie powinno się przyprowadzać zwierząt do parków czy na place zabaw, gdy te nie zrobiły jeszcze swojej powinności. Taka „mądra” właścicielka wróci do domu i będzie się cieszyć przez chwilę, że psina nie narobiła jej na dywan. A co mają zrobić rodzice nieświadomego i ciekawego świata dziecka? Jak spróbuje zjeść taki „rarytas” to szpital murowany. Jeśli upadnie w to twarzą czy ubraniem, może zachorować na zapalenie skóry. W każdym razie na pewno nie uniknie bardzo solidnej kąpieli.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 09.06.2009 19:41

Bardzo często przebywając w różnych miejscowościach województwa Podlaskiego o różnych porach dnia nie spotkałem
jeszcze na osiedlu właściciela zaopatrzonego w woreczek i łopatkę do posprzątania nieczystości po swoim ulubieńcu. ( Przepraszam widziałem lekarza z Białegostoku ) Najbardziej bulwersującym jest fakt, że do takiego stanu rzeczy dopuszczają ludzie wykształceni o wysokim poziomie intelektualnym, którzy poniekąd mają być wzorem cnót godnym do naśladowania, są wychowawcami, nauczycielami, nie tylko swoich dzieci ale powierzonych im pod ich opiekę naszych córek i synów. Nie dając przykładu samego z siebie, raczej nie mogą liczyć na jakikolwiek szacunek wśród swoich podopiecznych ale i ogółu społeczeństwa. Jednak mało kto wie, że jest to problem nie tylko tych, którzy w nie przypadkowo wdepną, ale głównie większości mieszkańców zamieszkujących małomiasteczkowe aglomeracje jak również wielu dużych miast. Sprawy tego typu są poruszane w mediach często, prowadzone są liczne akcje zachęcające do zmiany nawyków właścicieli czworonogów, nie mniej jednak ich skutki są minimalne, co wyraźnie widać w poruszonym przez autora problemie. Właściciele czworonogów mają jednak świetne samopoczucie, nie widzą narastającego problemu,udają że nikomu to nie przeszkadza. Niestety, patroli straży miejskiej, czy policji nie ma wcale, albo pojawiają się sporadycznie – wiem ! ( Mają ważniejsze zadania jak uganianie się za właścicielami psów zanieczyszczających chodniki, trawniki ) niemniej można by jednak od czegoś zacząć. Tymczasem nie pozostaje zatem nic innego, jak przekazać sprawę w ręce zdeterminowanych mieszkańców, prosząc o sygnalizowanie do straży miejskiej wszystkich przypadków zanieczyszczania otoczenia, a także wskazywanie zabrudzonych miejsc, dzwoniąc pod jakiś bezpłatny numer..... Niezdyscyplinowanym właścicielom psów, którzy nadal czują się bezkarni, przypomnieć warto, że kara za zanieczyszczanie otoczenia psimi odchodami wynosi nawet do kilkuset złotych, jak informują komunikaty straży miejskiej np. w Białymstoku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.