Facebook Google+ Twitter

Fenomenalny początek Ars Cameralis

Cztery zupełnie różne i zaskakujące wieczory otworzyły tegoroczny śląski festiwal. Będą dwa słowa o Emily Jane White i Rykardzie Parasol, Ute Lemper z Orkiestrą AUKSO, Laurie Anderson i dwóch polsko-amerykańskich triach jazzowych.

Emily Jane / Fot. Kazimierczak RadosławSobota, 6 listopada, godzina 20, klub Hipnoza w Katowicach. Emily Jane White z zespołem dopiero za chwilę, z 40-minutowym opóźnieniem, związanym z kapciem złapanym gdzieś po drodze na Śląsk, wyjdą na scenę. Nic nie gra tak jak trzeba, po "Bessie Smith", które momentalnie przenosi nas na amerykańską prowincję, farmerską idyllę, zarządzają chwilę przerwy na dostrojenie instrumentów. Wreszcie się udaje, rozlewa się po sali ciepły, odrobinę przykurzony głos Emily, ocierające się o country gitary, kobiecy niemalże drugi wokal  / Fot. Redakcjafrancuskiego basisty... Songwritterski, wiejski błogostan zdominowała dopiero co wydana płyta "Victorian America" - dominowały smutne opowieści w stylu "A shot rang out" czy "The Ravens", z najbardziej chyba zaskakującym, pełnym przejść i zwrotów akcji "Stairs". Pojawiły się też utwory z "Dark Undercoat", między innymi depresyjne "Two shots to the head" i "Time on your side". Mikroskopijny bis - tytułowe "Victorian America" - zamknął ten liryczny występ.

Po kwadransie na scenie stawiła się diabelska ekipa z San Francisco, kipiący seksapilem i charyzmą muzycy z Rykardą Parasol na czele. Tak drastycznej przepaści pomiędzy dwiema kobietami, nota bene wywodzących się z tego samego miasta, trudno się było spodziewać. Z głośników wydobyła się drapieżna, mocno intertekstualna muzyka, która pasowałaby do filmu Tarantino, z elementami gitar mocno przypominających The Raveonettes, które o dziwo - gdyby zestawić te dwa koncerty ze sobą - w sumie zagrało dużo słabszy koncert od tej mało znanej grupy. Piekielnie gorący, długi koncert - z wieloma utworami ze starej płyty "Our hearts first meet", z "For Blood and Wine", oraz z kilkoma premierami - "Mustangs", "Heroin" czy "I understand the nature of men" (domniemane tytuły). Zachwycający był to popis wokalnych możliwości, rzetelnego muzykowania i znakomitego samopoczucia. Uwaga, Rykarda wraca do Polski lada dzień, więc warto nadrobić zaległości!

 / Fot. Kazimierczak RadosławOficjalnie festiwal zainaugurował 7 listopada fantastyczny koncert Ute Lemper w Centrum Kultury w Katowicach. Wielka sala wyprzedana praktycznie co do ostatniego miejsca, na scenie potężne instrumentarium ponad pięćdziesięciu muzyków z Orkiestry AUKSO, Big Bandu „eM Band” i Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia oraz gwiazda wieczoru, piękna, błyskotliwa, dowcipna artystka Ute Lemper. Zagrali razem koncert niezwykły, przeplatany opowieściami (snutymi w języku angielskim i niemieckim) i anegdotami z życia artystów, których twórczość prezentowała, wplatając nawet lokalne akcenty w "La vie en Rose" Edit Piaf (śpiewała o Katowicach). Koncert podzielono na dwie części - kontynentalną, europejską retrospektywę w twórczość francuskich i niemieckich artystów, a następnie - w emigracyjną, powojenną twórczość Kurta Weila oraz utopijne wizje Jaquesa Brela, Belga przywłaszczonego przez Francuzów. Cudowny głos, brawurowa muzyka - od cichych, oszczędnych momentów granych na gitarze akustycznej czy pianinie, po roziskrzony, musicalowy przepych, niesamowita atmosfera i pełna autentycznego talentu osoba Ute Lemper stanowiły wymarzoną całość. Na bis pojawiły się klasyki - "Czekając na statek" Kurta Weila, wojenna pieśń "Lili Marlene" zaśpiewana bez akompaniamentu, a na drugi bis - przepyszne "All that jazz".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.