Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27518 miejsce

Ferie w tropikach. Egzotyczna wyspa Tarutao - Tajlandia

Relacja z wyprawy 4-osobowej rodziny do Malezji i Tajlandii w styczniu 2010. Początek relacji w artykule "Ferie w tropikach. Przystanek pierwszy - Kuala Lumpur".

16 stycznia 2010 r
W samolocie, ponad chmurami, rozpoczął się wschód słońca / Fot. Marta WęgielDrugi dzień wyprawy rozpoczęliśmy w stolicy Malezji-Kuala Lumpur, w planie mieliśmy dotarcie na Wyspę Tarutao w Tajlandii. Wstaliśmy o godz. 4.30, bez szczegółowego planu podróży - mieliśmy tylko bilety lotnicze na pierwszy odcinek do Alor Setar (miejscowości na północy Malezji, w pobliżu granicy z Tajlandią). Kiedy jechaliśmy taksówką na lotnisko, było jeszcze zupełnie ciemno. Dopiero w samolocie, ponad chmurami, rozpoczął się wschód słońca. Gra świateł nad bezkresnym morzem chmur robiła wrażenie! Pomimo niewyspania, przez kilkanaście minut podziwialiśmy to niezwykłe zjawisko.

Zasadniczo, to podróż z Alor Setor mieliśmy kontynuować publicznymi środkami transportu, ale niskie ceny taksówek przekonały nas do zmiany planów. Co ciekawe, taksówki tam są zrzeszone i mają ustalone ceny - za przejazd płaci się z góry, w biurze na lotnisku (dobrze, bo zapobiega to naciąganiu przyjezdnych). Taksówkarz zawiózł nas do granicy, a tam już czekali Stacja benzynowa, gdzieś na granicy z Malezją / Fot. Jolanta Węgieltajscy kierowcy, oferujący przejazdy prywatnymi samochodami do Hat Yai (najbliższej większej miejscowości w Tajlandii). Zaakceptowaliśmy ofertę pierwszego przewoźnika (a pewnie trzeba było się targować) i bez problemu dotarliśmy do celu. Na miejscu kierowca dostarczył nas do "biura podróży" (dwie osoby, stolik, telefon komórkowy). Tam po kilku telefonach zorganizowano nam dalszą podróż, już na samą wyspę, zapłaciliśmy więc proponowaną kwotę (znowu bez targowania - pewnie uznali nas za naiwniaków).

Podróż odbywała się różnymi środkami transportu. W trakcie przesiadek byliśmy mocno zdezorientowani, gdy kolejni przewoźnicy przekazywali nas sobie nawzajem. Najpierw o ustalonej godzinie przyjechał minivan. Kierowca zabrał potwierdzenie opłaty (ręcznie wypisany kwit), zawiózł nas na dworzec autobusowy i tam przekazał dyspozytorowi (nie znającemu angielskiego). Zaczęliśmy się zastanawiać, czy ten, aby na pewno będzie wiedział, że wszystko już mamy opłacone. Na szczęście bezproblemowo wydał nam bilety na rejsowego busa i na łódź motorową. Około godz. 15.00, kompletnie skonani dotarliśmy na Tarutao. Przez całą drogę praktycznie nie mogliśmy spać - jechaliśmy zupełnie „w ciemno” i w każdej chwili można się było spodziewać kolejnej przesiadki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.