Facebook Google+ Twitter

Festiwal sędziowskich pomyłek

Euro 2008 pozostanie w naszej pamięci jako turniej ciekawy i emocjonujący. Zwyciężyła drużyna, która rzeczywiście była najlepsza na boisku. Nie zmienia to faktu, że sposób i jakość sędziowania pozostawiała wiele do życzenia.

F. Torres ogląda żółtą kartkę pokazana mu przez sędziego Roberto Rosettiego. / Fot. PAP EPA GEORGI LICOVSKI28. minuta finału, Joan Capdevila zagrywa piłkę ręką we własnym polu karnym. Widzą to wszyscy, tylko nie sędzia Roberto Rosetti (Włochy) i jego asystenci. Nie ma rzutu karnego dla Niemców, choć powtórka rozwiewa wszystkie wątpliwości. Na trybunach rozlegają się przeraźliwe gwizdy.

Gdzie ta rewolucja?


A przecież miało być zupełnie inaczej. Zapowiadano zmiany pozwalające karać piłkarzy nawet za najdrobniejsze przewinienia i wykluczające zbyt ostrą grę. Każde uderzenie łokciem w głowę miało być karane czerwoną kartką, podobnie jak każdy nieudany wślizg wyprostowaną nogą. Rosettiemu i spółce nakazano też ponoć, by nie patyczkowali się z symulantami. Co z tego wszystkiego wyszło? Uważnie obserwując mistrzostwa można było odnieść wrażenie, że zmiany poszły w dokładnie odwrotnym kierunku.

Już w dniu otwarcia mistrzostw przekonaliśmy się, że zaostrzenie przepisów to fikcja. Znany z ostrej gry Mehmet Aurélio brutalnie zaatakował wślizgiem Portugalczyka Naniego, jednak arbiter Herbert Fandel (Niemcy) nie tylko nie wyciągnął czerwonej kartki, ale nawet nie odgwizdał faulu. Wcześniej nie ukarał kartkami Turków, którzy dwukrotnie próbowali wymusić rzuty karne. W jednej z tych sytuacji Tuncay Sanli sam zresztą pomógł sobie ręką w przyjęciu piłki, czego Fandel nie zauważył. Na dodatek nie uznał prawidłowo zdobytej bramki Pepe.

Kontrowersji wokół goli i spalonych było zresztą znacznie więcej. Skoro Tom Henning Øverbø nie przerwał akcji, po której Niemcy strzelili Polsce pierwszą bramkę, powinien był również puścić grę w sytuacji, gdy sam na sam z Lehmannem znalazł się Euzebiusz Smolarek. Jednak już cztery dni później, w konfrontacji z Austrią, Howard Webb nie miał prawa uznać trafienia Rogera Guerreiro. W drugiej połowie szukał okazji do naprawienia błędu. Dostał ją jak na tacy już po przerwie, gdy mógł spokojnie podyktować rzut karny po faulu Golańskiego na Ivanschitzu. Nie zrobił tego jednak i zagwizdał dopiero w pamiętnej 93. minucie, w znacznie bardziej kontrowersyjnych okolicznościach.

Sędzia reżyserem


Ewidentnie z oceną spalonych nie radził sobie również Konrad Plautz z Austrii. Z tego powodu niesłusznie uznał bramkę Fabregasa, pieczętującą zwycięstwo Hiszpanów nad Rosjanami w fazie grupowej. Gdy z kolei w meczu Szwajcaria – Portugalia, przy stanie 0:0, do siatki trafił Helder Postiga, austriacki arbiter gola nie zaliczył. Powtórki pokazały, że o spalonym nie mogło być mowy.

Wspomniany już Øverbø był natomiast prawdziwym reżyserem spotkania Włochy – Rumunia. W pierwszej połowie nie uznał prawidłowej bramki Luki Toniego, dopatrując się spalonego. W drugiej zaś dał się nabrać na rzekomy faul na Niculae – rumuński zawodnik po prostu oparł się na obrońcy i położył na ziemię – i dał Rumunom karnego z kapelusza, którego jednak nie umieli wykorzystać. Tego samego dnia Francuzi co prawda nie istnieli przy Holendrach (1:4), ale należał im się rzut karny po zagraniu ręką Andre Ooijera. Herbert Fandel był innego zdania.

Jedenastkę powinien był też podyktować Holender Pieter Vink w meczu Szwecja – Hiszpania, gdy składający się do strzału Iniesta został powalony na ziemię przez jednego z powracających rywali. Ten sam arbiter kilka dni wcześniej zrobił wszystko, by nie pokazać drugiej żółtej kartki Pogatetzowi w konfrontacji Austriaków z Chorwatami, choć miał wszelkie podstawy, aby to uczynić.

Karny, kartka? A co to takiego?


To jednak nic w porównaniu z postawą Petera Fjördfeldta (Szwecja), który w ćwierćfinale Portugalia – Niemcy pozwalał na zdecydowanie zbyt wiele zawodnikom obu drużyn. Niemiecki obrońca Arne Friedrich dwukrotnie mógł i powinien był wylecieć z boiska – najpierw, gdy bez piłki złośliwie podeptał nogę Cristiano Ronaldo, a później, gdy zasłużył na drugą żółtą (i w konsekwencji czerwoną) kartkę po brzydkim faulu na Deco. Szwedzki arbiter uparł się jednak, by Friedrich dotrwał do końca spotkania. Podobnie zresztą jak Christoph Metzelder, który w pierwszej połowie powalił w polu karnym Nuno Gomesa, a Fjördfeldt nawet nie zagwizdał. Uzasadnione były też pretensje trenera Scolariego, który twierdził, że przy trzeciej bramce dla Niemców Ballack faulował Ferreirę.

Jednak sędziowie nie zawsze sprzyjali podopiecznym Joachima Löwa. W półfinale, przy stanie 1:1, Sabri Sarioglu wręcz ściął z nóg Philippa Lahma na linii pola karnego, lecz Massimo Busacca (Szwajcaria) kazał grać dalej. Jak wiadomo, i tak nie przeszkodziło to Niemcom w awansie do finału. Z kolei Roberto Rosetti przesadził, doliczając aż dwie minuty w dogrywce ćwierćfinału, co umożliwiło Turkom strzelenie wyrównującej bramki Chorwatom. Natomiast Rosjanie mogli szybciej rozstrzygnąć pojedynek z Holandią, lecz gwizdek Lubosa Michela (Słowacja) milczał, gdy Jurij Żirkow został bezpardonowo przewrócony w polu karnym.

Kropkę nad „i” postawił Rosetti w ostatnim meczu imprezy, w opisany już sposób nie dyktując karnego dla Niemców. W całym spotkaniu sprawiał wrażenie kompletnie zagubionego, a tuż przed przerwą pozwolił, by zawodnicy skoczyli sobie do gardeł, po czym ukarał żółtą kartką Bogu ducha winnego Ikera Casillasa. Warto przypomnieć, że również w meczu otwarcia Rosetti nie ustrzegł się błędów – nie podyktował wówczas rzutu karnego dla Szwajcarów, po zagraniu ręką Tomasa Ujfalusiego.

Do tego dochodzą zapowiedziane przed mistrzostwami zmiany, które w praktyce w ogóle nie weszły w życie. Sędziowie pokazali tylko trzy czerwone kartki, choć mogli przynajmniej dwa razy tyle. Nikt nie wyleciał z boiska za uderzenie rywala łokciem w głowę. Na palcach jednej ręki można też policzyć sytuacje, w których symulanci karani byli kartkami. Ostatnia nowinka, o której warto wspomnieć, to nakaz przerywania gry, gdy jeden z zawodników nie podnosi się z murawy. Miał on pomóc skończyć z bezsensownym przerywaniem akcji przez samych zawodników. Przepis ten stosowano jednak sporadycznie, a w większości przypadków piłkarze, zniecierpliwieni brakiem reakcji ze strony arbitra, musieli tak jak do tej pory wybijać piłkę na aut.

Jak w Azji


Takiego nagromadzenia błędów nie mieliśmy od MŚ 2002, choć trzeba przyznać, że tegoroczne sędziowanie na Euro nie było tak tendencyjne jak na azjatyckich mistrzostwach. W Korei i Japonii niemal wszystkie sędziowskie pomyłki i przeoczenia układały się w logiczną całość – wręcz gotowy scenariusz, który miał zaprowadzić zespoły gospodarzy tak daleko, jak tylko się da. Natomiast na boiskach Austrii i Szwajcarii trudno było doszukiwać się jakiegokolwiek spisku. Każdy z arbitrów popełniał błędy raczej „na chybił trafił” i nikt nie mógł przewidzieć, który z walczących zespołów nie otrzyma rzutu karnego, a któremu zostanie zaliczona bramka ze spalonego.

Sytuacja z meczu decydującego o tytule pokazuje jednak, jak wiele może zależeć od jednej jedynej pomyłki. W przekroju spotkania oraz całego turnieju zdecydowanie lepsi byli Hiszpanie i zwycięstwo oczywiście im się należało. Warto jednak pamiętać, że do utraty gola Niemcy wydawali się równorzędnymi rywalami i kto wie, jak potoczyłby się finał, gdyby to oni otworzyli wynik? Tego już, niestety, nigdy się nie dowiemy, ale problem pozostaje, i to bardzo poważny.

Zapewne znów na kilkanaście dni rozgorzeją dyskusje na temat ewentualnego wykorzystania powtórek wideo przy podejmowaniu decyzji. Po czym UEFA oraz FIFA, jak zwykle, utną wszelkie spekulacje stwierdzeniem, że błędy sędziów również zaliczają się do piękna piłki nożnej i są „zgodne z duchem gry”. Zezwalanie na coraz ostrzejszą grę też nie rokuje dobrze na przyszłość. Jeżeli przymykanie oka na brutalny faul Mehmeta Aurélio na Nanim jest rzeczywiście zgodne z duchem gry, to aż strach pomyśleć, co będzie się działo na kolejnych imprezach tej rangi.

Jedyna nadzieja, że będziemy obserwować coraz więcej zachowań takich jak w wykonaniu Lubosa Michela. Słowacki arbiter w ćwierćfinale Holandia – Rosja skonsultował się z arbitrem liniowym, po czym anulował czerwoną kartkę dla Denisa Kołodina. Niestety, po Euro 2008 można śmiało stwierdzić, że większość sędziów w podobnych sytuacjach wciąż woli udawać, że jest pewna swojej decyzji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Szanowny Autorze,
Szczere wyrazy uznania - czytam teraz wszystkie Pana artykuły.
Napisane bardzo ciekawym językiem, niebanalne, analityczne, widać świetny warsztat dziennikarski.

Gratulacje! Proszę pisać więcej, niedługo urodzi się znaczne grono wiernych czytelników!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Konkretny materiał. Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dużo fachowego materiału, spora wiedza na poruszony temat.

Sędziowie mylili się w zdecydowanej większości, ich nieudolność często mogła doprowadzać do frustracji najbardziej cierpliwych kibiców, tylko kilku sędziów trzymało wysoki, międzynarodowy poziom.

Duży plus. +

Komentarz został ukrytyrozwiń

dobrze napisane, ciekawe uwagi, plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ bo rzadko robi się takie podsumowania, a są potrzebne. Sędzia człowiek - może się mylić, ale czasem tych pomyłek jest zdecydowanie za dużo...

Komentarz został ukrytyrozwiń

+
Szkoda gadać...sędziowanie to klapa. Jest kilku sędziów dobrych, ale UEFA ma swoich ulubieńców.
Fjördfeldta, Øverbø i Plautz powinni sędziować klasę " C " w naszym kraju.
Ale w porównaniu do Korei jest lepiej:P
Tam jak Koreańczyk uderzył Włocha albo Hiszpana łokciem w twarz to faulu nie było. Teraz, w prawdzie kartki nie ma, ale przynajmniej jest faul.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.