Facebook Google+ Twitter

Festiwal strzelecki w Łodzi, Widzew wygrał z Odrą

Nagłe zwroty akcji, ambitna walka do ostatnich minut i aż siedem bramek. To wszystko oglądać mogli kibice na stadionie przy al. Piłsudskiego w Łodzi, gdzie miejscowy Widzew po emocjonującym meczu pokonał Odrę Wodzisław 4:3.

Piłkarze Widzewa i Odry podczas wejścia na boisko. / Fot. Krzysztof BaraniakPrzed sobotnim spotkaniem, inaugurującym ligową wiosnę w wykonaniu Widzewa, mobilizacja w łódzkim klubie była ogromna. Mobilizacja nie tylko w aspekcie typowo sportowym. Działacze na dobre rozpoczęli walkę z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, mającą na celu anulowanie kary degradacji o jedną klasę rozgrywkową, nałożoną na Widzew za działania korupcyjne. Podczas środowej prezentacji drużyny przedstawiono szereg dowodów, ukazujących wyrok wydany 16 stycznia przez Wydział Dyscypliny jako niezgodny z obowiązującym prawem. Wyraz solidarności z klubem od kilku tygodni dawali kibice. Znamienne stały się słowa wypowiedziane przez Zbigniewa Bońka: Widzew można ugiąć, ale nie można go złamać. Hasło to fani wykorzystali najpierw na specjalnych koszulkach wręczonych członkom zespołu, a w ostatnich dniach na transparentach wywieszonych w kilku polskich miastach. Piłkarze obiecali tymczasem jedno: swoją postawą na boisku udowodnią, że klub z al. Piłsudskiego zasługuje na pozostanie w ekstraklasie.

W przerwie zimowej Widzew podziękował za współpracę nieskutecznemu Grzegorzowi Piechnie i chimerycznemu Josephowi Oshadoganowi, w ich miejsce sprowadzając m.in. obrońcę Wojciecha Szymanka z greckiego drugoligowca AO Egaleo oraz Macieja Kowalczyka z Korony Kielce. W sobotę obaj wybiegli w pierwszym składzie, na ławce rezerwowych niespodziewanie zasiadł zaś powołany przez Leo Beenhakkera na towarzyski mecz Polski z Estonią Piotr Kuklis.

Adam Stachowiak kapituluje po strzale Macieja Kowalczyka z rzutu karnego / Fot. Krzysztof BaraniakChoć to nad widzewiakami ciążyła presja zwycięstwa, początek spotkania należał do gości. Już w 4. minucie tylko świetna interwencja Bartosza Fabiniaka uratowała gospodarzy przed stratą bramki po groźnym strzale Iljana Micanskiego. W kolejnych kilkunastu minutach bułgarski napastnik miał jeszcze dwie wyśmienite sytuacje do zdobycia prowadzenia dla ekipy Janusza Białka, ale na wysokości zadania ponownie stawał Fabiniak. O tym, że niewykorzystane okazje lubią się mścić, wodzisławianie przekonali się w 31. minucie. Wtedy sędzia Mariusz Podgórski podyktował rzut karny za starcie Marcina Malinowskiego z Kowalczykiem, a sam poszkodowany pewnie zamienił jedenastkę na gola. - Ta decyzja w pewnym stopniu ustawiła losy meczu - powiedział na konferencji prasowej trener Białek.

Odra przeważała, ale to piłkarze Widzewa kończyli pierwszą połowę w lepszych nastrojach. Co więcej, kilka minut po przerwie gospodarze powinni byli prowadzić 2:0. Doskonałego podania Tomasza Lisowskiego na piąty metr fatalnie nie wykorzystał jednak Piotr Grzelczak. Napędzani głośnym dopingiem niemal ośmiu tysięcy kibiców łodzianie stwarzali kolejne dobre akcje. Na prawej stronie boiska brylował szczególnie Adrian Budka. Po jednym z jego zagrań piłkę tuż sprzed linii bramkowej wybił Malinowski. Chwilę później do głosu wreszcie doszli goście. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zamieszaniu w polu karnym przedszkolny błąd popełnił sparaliżowany presją debiutu Szymanek, podając do Micanskiego, który wyrównał stan rywalizacji. Tak Szymanek, jak i Piotr Stawarczyk grali bardzo niepewnie. - Nasza postawa w obronie pozostawiała dziś dużo do życzenia. Mam nadzieję, że uda nam się ją jak najszybciej poprawić - stwierdził po meczu trener Widzewa Marek Zub.

Oprawa kibiców Widzewa. / Fot. Krzysztof BaraniakW 71. minucie kolejne zaniedbanie w kryciu łodzian przynieść mogło drugiego gola dla Odry. Uderzenie Bartłomieja Sochy w fantastycznie obronił jednak Fabiniak, również znajdujący się w kadrze Beenhakkera na potyczkę z Estonią. Widzewiacy poczuli, że szansa zdobycia trzech punktów przed własną publicznością oddala się coraz bardziej i rzucili do ataku. W 77. minucie rezerwowy Łukasz Mierzejewski w sprinterskim tempie popędził na bramkę gości, podał do Mindaugasa Panki, a ten pewnym strzałem pokonał Adama Stachowiaka. Po chwili kilkudziesięciometrowym rajdem między obrońcami popisał się zaliczający bardzo udany debiut Kowalczyk. Były napastnik Korony Kielce został powstrzymany dopiero faulem tuż przed linią pola karnego. Widzewiacy krótko rozegrali piłkę, w końcu trafiła ona pod nogę walczącego o wyjazd na mistrzostwa Europy Lisowskiego, który pięknym uderzeniem w okienko bramki nie dał szans Stachowiakowi.

Radość piłkarzy Widzewa po meczu. / Fot. Krzysztof BaraniakNie był to jednak koniec emocji na stadionie przy al. Piłsudskiego. W 84. minucie dośrodkowanie Daniela Rygela wykorzystał Micanski, z bliska trafiając do siatki gospodarzy. Na odpowiedź drużyny Marka Zuba kibice czekali tylko kilkadziesiąt sekund. Po wznowieniu gry Sławomir Szeliga wyłożył piłkę na trzeci metr wprowadzonemu wcześniej na boisko Kuklisowi, a ten nie miał problemów ze strzeleniem czwartego gola dla Widzewa. Nerwową końcówkę spotkania przyniosła jeszcze ładna bramka Jana Wosia, ale wodzisławian nie było już stać na wyrównanie.

W siedemnastu kolejkach rozegranych jesienią piłkarze Widzewa tylko czternaście razy pokonywali bramkarzy rywali. W sobotę uczynili to czterokrotnie, wygrywając z Odrą po raz pierwszy od 2001 roku. Za tydzień łodzianie zmierzą się w Krakowie z Wisłą. I choć pod Wawel jadą bez wątpienia w roli biblijnego Dawida, to kapitan zespołu Łukasz Juszkiewicz zapowiada, że z każdym przeciwnikiem można powalczyć o korzystny rezultat.

Powiedzieli po meczu:

Marek Zub, trener Widzewa Łódź: Popełniliśmy w dzisiejszym spotkaniu dużo błędów, szczególnie dotyczyły one formacji defensywnej. Po wszystkich spotkaniach kontrolnych uważaliśmy, że takie zestawienie linii obrony jest naszą najmocniejszą stroną. Okazuje się jednak, że mecz ligowy zweryfikował te przypuszczenia. Pomyłki mogły wynikać ze zdenerwowania. Gdy wydawało się, że pojedynek jest ułożony i nic już się nie zdarzy, w końcówce padło kilka bramek, w co trudno uwierzyć. Cieszymy się z ważnych trzech punktów, lecz wiele elementów gry musimy poprawić.

Janusz Białek, trener Odry Wodzisław: Zagraliśmy dobry mecz, ale nie ustrzegliśmy się wielu niepotrzebnych błędów. Dwie sytuacje, podyktowanie rzutu karnego dla Widzewa i niepodyktowanie go dla nas za faul na Sosze, znacznie wpłynęło na losy spotkania. Nie mam jednak pewności, jak to wszystko wyglądało, dlatego nie będę podejmował się żadnych głębszych analiz.

Widzew Łódź - Odra Wodzisław 4:3

Bramki: Kowalczyk (31., z rzutu karnego), Panka (77)., Lisowski (81.), Kuklis (85.) - Micanski (67., 84.), Woś (88.)
Żółte kartki: Stawarczyk, Panka, Lisowski - Woś, Malinowski

Widzew: Fabiniak, Szeliga, Stawarczyk, Szymanek, R. Kłos (73, Oziębała), Budka, Juszkiewicz, Panka, Lisowski, M. Kowalczyk, Grzelczak (64, Mierzejewski)
Odra: Stachowiak, Cichy, Kuranty, Woś, Micanski, Malinowski, J. Kowalczyk, Biskup (56, Rygiel), Szary, Hinc (90, Dudek), Aleksander (56, Socha).

Sędzia: Mariusz Podgórski (Wrocław)
Widzów: 8 000

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Niestety, sędzia, Pan Mariusz Podgórski wypaczył wynik tego spotkania. Przy stanie 0:0 podyktował dla Widzewa karnego "z kapelusza", bo Maciej Kowalczyk symulował. Z kolei, gdy na tablicy wyników widniał remis 1:1, przewrócił się również Socha. Tylko ten zawodnik był ewidentnie faulowany i wodzisławianom należała się "jedenastka". Jedynym pozytywnym aspektem może wydawać się, prawie pewne, zawieszenie sędziego spotkania. Całe szczęście, że ten Pan odpocznie sobie od pracy z gwizdkiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

no no WIDZEW! :) +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.