
W animowanym obrazie o przygodach żarłocznego kota widzimy absolutnie bajkową i szczęśliwą krainę. Jedynym zmartwieniem jej mieszkańców zdaje się być zbliżający się festyn humoru. Wydarzenie to od lat wygrywa najśmieszniejsze stworzenie miasteczka, czyli przezabawny, cyniczny i leniwy kot Garfield. Także i tym razem wydaje się być jedynym faworytem do trofeum.
I tak z pewnością, by się stało, gdyby nie jego dziewczyna Arlene. Kocicy nie podoba się, narzucony przez partnera występ, dlatego tworzy własny program, w którym miałaby tańczyć tango z przebranym Garfieldem. Jak łatwo się domyślić, ten odrzuca propozycję dziewczyny i postanawia wystąpić sam. Niestety skutki tej decyzji są katastrofalne, bez Arlene już nie jest zabawnie. Teraz wraz ze swoim przygłupim przyjacielem Odiem, rudy kot wyrusza w poszukiwaniu magicznej sadzawki w Tajemniczym Lesie. Gdy napije się z niej wody, odzyska swój wrodzony dar rozśmieszania.
W tym, trzeba przyznać szczerze, słabym filmie jedynym godnym pochwały aspektem jest wysoki poziom animacji komputerowej - jest pomysłowa i przemyślana.
Scenariusz jest kiepski i przewidywalny. Brak w nim błyskotliwych, świeżych i śmiesznych dialogów, co we wcześniejszych częściach było atutem.
„Garfiled” to produkcja, która zawsze miała jedno zadanie: bawić. Tym razem dostajemy tutaj ogromną dawkę morałów "Mistrza Freda Żaby" i zamiast zabawnie i wesoło, robi się poważnie i mdło, a przede wszystkim nudno. Na ekranie przez większość filmu nie dzieje się nic ciekawego.
Dla widzów dorosłych film będzie ciężkim przeżyciem, a półtorej godziny w kinie stanie się raczej obowiązkiem rodzicielskim, aniżeli dobrą zabawą. Dla dzieci z podstawówki i ten kolorowy animowany obraz może będzie ekscytującym przeżyciem i wycieczką do świata fantazji. Niestety tylko dla nich. Twórcom obrazu nie udało się stworzyć propozycji zarówno dla dzieci jaki i dorosłych.
Może wraz z Garfieldem do Tajemniczego Lasu w poszukiwaniu cudownego jeziora śmiechu powinni wybrać się także reżyser Mark Dippe i scenarzysta Jim Davies?