Facebook Google+ Twitter

Figaro z parasolem

Piątkowe przedstawienie "Cyrulika sewilskiego" na wawelskim wzgórzu okazało się prawdziwą szkołą przetrwania dla artystów i widzów. Takiej scenografii i efektów specjalnych Laco Adamik nie przewidział.

W oczekiwaniu na spektakl "Cyrulika sewilskiego" / Fot. Marta JennerTuż po ósmej, na zamkowym dziedzińcu, zaczynają się gromadzić widzowie. Na niebieskich plastikowych krzesełkach z gracją zasiadają eleganckie panie i wykwintni panowie. Sympatyczni młodzi ludzie proponują programy w promocyjnej cenie - cały Festiwal plus "Cyrulik sewilski" za jedyne pięć złotych. Otrzymujemy również pamiątkowe wydanie Gazety Krakowskiej. Jak się wkrótce okaże, nie będzie to jedyny podarunek od Opery Krakowskiej.

Zbliża się godzina rozpoczęcia spektaklu i atmosfera staje się nieco nerwowa - nie pomaga zaklinanie gromadzących się nad nami czarnych chmur, zaczyna padać. Na razie to tylko mżawka, ale organizatorzy postanawiają opóźnić przedstawienie. Jednocześnie rozpoczyna się rozdawanie jednorazowych pelerynek. Znakomity pomysł - widownia pełna parasoli ograniczyłaby odbiór wrażeń artystycznych do szczęściarzy zasiadających w pierwszym rzędzie. Trafia nam się wersja przeźroczysta i aż zazdrościmy tym, którzy dostali niebieskie okrycia - wyglądają w nich po prostu... smerfastycznie.

W końcu na przekór aurze rozbrzmiewają dźwięki uwertury. Tym razem nie dobiegają z kanału dla orkiestry, lecz z rozpiętego dla muzyków namiotu. Światła reflektorów wydobywają z zapadającego zmroku krużganki, pozwalając odkryć ich prawdziwe piękno, nieznane przeciętnemu turyście.
Kiedy hrabia Almaviva (Adam Zdunikowski) rozpoczyna miłosną serenadę pod oknami Rozyny (Katarzyna Oleś-Blacha), rozpoczyna się prawdziwa ulewa, a niebo przecinają błyskawice. Niesamowite wrażenie robią strumienie wody tryskające z paszcz gargulców. Niektórzy próbują otworzyć parasole, co spotyka się z powszechną dezaprobatą, wyrażaną grzecznie, lecz dobitnie. "Co oni tam sobie myślą!" - starsza pani z oburzeniem patrzy w niebo. Po kilku minutach pierwsi uciekinierzy szukają schronienia pod arkadami. Przeżywamy chwile załamania, ale dzielnie pozostajemy na miejscach - naiwnie powtarzam sobie w duchu, że w obecności słynnego wawelskiego czakramu pioruny nam niestraszne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 08.07.2009 00:33

Tylko na piątkę z plusem!....... :) Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawie opisane , zwłaszcza tło. Może dzięki takiej pogodzie, nie przejdzie przedstawienie tak szybko w niepamięć, bo szkoda by było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Steniu, to tylko relacja - na recenzentkę brak mi kwalifikacji:) A akustyka okazała się rewelacyjna!

Komentarz został ukrytyrozwiń

aż żałuję, że mnie tam nie było.
świetna relacja!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niezwykle sympatyczna recenzja przedstawienia operowego wyśpiewanego w niezwykłych dla
tej sztuki warunkach. Niezwykła determinacja Autorki i grona słuchaczy trwających w strugach deszczu.
Czy w tę niezwykłość wpisała się również akustyka ? :))
Brawo Marto!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.