Dwa lata temu pracowała Pani z amerykańskim mistrzem współczesnego teatru Robertem Wilsonem. Teraz gra Pani u Krystiana Lupy......widocznie lubię pracować z mistrzami.
Ale po co w ogóle Pani ten teatr?Wie pani, całe życie marzę o ciekawych spotkaniach artystycznych, o ludziach, którzy wyzwolą we mnie nieodkryte dotąd moje możliwości.
Lupa właśnie taki jest?Na pewno. On po pierwsze uwielbia aktorów, a po drugie doskonale potrafi ich otworzyć. Nie znam nikogo innego, kto by z tak wielką ciekawością grzebał w człowieku.
A co w Pani wygrzebał?Nie będę pani zaraz wszystkiego zdradzała, bo to są sprawy dla mnie bardzo intymne, ale, pracując z nim przez ostatnie kilka miesięcy, dowiedziałam się o sobie wielu nowych rzeczy. Nie chciałabym być patetyczna i źle zrozumiana, ale wydaje mi się, że Lupa ma jakiś metafizyczny klucz do każdego człowieka.
Szczerze - nie bała się Pani tego Lupy?Pewnie, że się bałam, bo nie wiedziałam do końca, co on znajdzie w mojej duszy. Z drugiej strony - bardzo mnie korciło, żeby się dowiedzieć, czy on rozpozna to, co we mnie nieuchwytne.
I co, udało mu się?Myślę, że tak. Jestem nowa w jego aktorskim składzie, bo on zwykle pracuje z aktorami, których już zna. Ale mam wrażenie, że to nie jest przypadek, że on już dawno mi się przyglądał. Przychodził na spektakle, w których grałam, interesował się tym, co robię. Krążył wokół mnie. Potem przyszedł czas wzajemnego poznawania. Czuję, że przez ten okres prób do "Persony" dotarliśmy się i porozumieliśmy ze sobą.
Nie wierzę, że nie było żadnych zgrzytów.Oczywiście, że były. Czasem leciały nawet "kurwy", ale myślę, że wielu tak reaguje w wielkich emocjach. W czwartek, dwa dni przed premierą, Krystian wykrzyczał mi, że całą moją rolę trzeba wywalić do kosza i zbudować jeszcze raz. Załamałam się i wściekłam, bo misternie budowana konstrukcja roli Pauli Strasberg rozpadła się w jednej chwili.
I co Pani zrobiła?Krystian powiedział: "A teraz, Kasiu, możesz sobie wziąć wszystkie moje słowa i zrobić z tą rolą, co uważasz za stosowne". Po czym nagle zakończył próbę. Ale kiedy wróciłam do domu, to dotarło do mnie, że wszystko to, co mówił, ma sens i piątkową, generalną próbę zaczęłam już jako odmieniona Paula.
A ja myślałam, kiedy kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że Krystian Lupa robi spektakl o Marilyn Monroe, że to właśnie Pani ją zagra.Nie, to by było groteskowe. Pomijając już mój wiek i to, że kiedyś zagrałam Marilyn w "Pociągu do Hollywood" Piwowarskiego, to jeśli Krystian obsadziłby mnie w jej roli, byłby to jedynie żart, a nie poważne aktorstwo.
Cały wywiad można przeczytać na
polskatimes.pl.
JS