Facebook Google+ Twitter

Fikanie z siatką i w rajtuzkach

... czyli rzecz o nowej książce Małgorzaty Kalicińskiej, której promocja odbyła się 20 października w Klubie Traffic w Warszawie.

Okładka nowej książki Małgorzaty Kalicińskiej / Fot. Materiały prasowe WydawnictwaKto pamięta jeszcze żyłkowe siatki na zakupy? Wisiały w kuchni na klamce, u Gosi w domu na pewno, również w moim i myślę, że w wielu innych polskich domach również. A kolorowe rajtuzki, żadne tam eleganckie i cieniutkie, a grube, prążkowane, które na kolanach i zagięciu koło kostek układały się w znienawidzone ruloniki? A smak chleba z wodą i cukrem, lub w wersji ekskluzywnej - ze śmietaną zamiast wody?

Te i inne radosne barwy PRL przypomniała na spotkaniu promocyjnym oraz opisała w swojej nowej książce Małgorzata Kalicińska, która z właściwą sobie prostotą oraz naturalnym urokiem opowiedziała słuchaczom o sposobach spędzania dzieciństwa na podwórkowym trzepaku.
Bo my, dzieci z blokowisk, wiemy doskonale, że trzepak był ostoją dzieciństwa i synonimem tamtej beztroski. Ileż to prób nieudanych miał człowiek za sobą, zanim nauczył się tego nieszczęsnego fikołka! Najpierw na pierwszym poziomie, tym bliżej ziemi, a drugi poziom - to już było coś!

I wskrzesiła Małgosia tamten podwórkowy czas w swojej książce, a słuchało się jej słów z przyjemnością, zwłaszcza mając za swoimi plecami... jej koleżanki z podwórka! Opowiadały po cichu o niej, jakim to była dziewczątkiem niepokornym i psotnym, podczas gdy sama Małgosia mówiła w tym samym momencie, że grzeczna z niej była córka... Bo i pewnie taka była, gdyż ten czas miniony zawsze wspomina się rzewnie i z nostalgią. Sama Autorka, jak mówi, w oczach nauczycieli była zdolna, ale leniwa, a to świadczy wszakże o... inteligencji. Takie dzieci są najmądrzejsze - znaczy: wiedzą, czego chcą.

"Nasze dzieciństwo było zazwyczaj słoneczne, bezpieczne, towarzyskie, pełne tajemnic i przygód. „Mamo, jak ja ci zazdroszczę!” — wzdychały moje dzieci, gdy opowiadałam im o podwórku albo wakacjach. Ich dzieciństwo — faktycznie — było... inne. Moje dzieci nie bawiły długo na brzydkich podwórkach warszawskiego blokowiska. Nie miały takich wakacji jak ja na wsi oswojonej, mojej przez całe lato! Brak zabawek rekompensowaliśmy sobie rozwijaniem wyobraźni i własnym konceptem - wspomina Autorka "Fikołków..." w swej książce, pokazując tym samym, jakim dobrym czasem dla najmłodszych mógł być ten ośmieszany często PRL. A nie jest on epoką odległą od nas o lata świetlne. Teraz, dzięki książce, odległość ta zmalała jeszcze bardziej.

- Powtórzę za Wiktorem Osiatyńskim, który twierdzi, że bardzo na rękę nam jest zwalić winę na Małgorzata jako "kasownik" - tak nazywało się na podwórku tych bez mleczaków / Fot. Materiały prasowe Wydawnictwakogoś, na coś — na „trudne dzieciństwo w PRL-u”. Jakie to łatwe napisać, myśleć, że nasze niepowodzenia, nieumiejętności są winą dzieciństwa „pod górkę”, a po zanalizowaniu — to był przecież dobry czas! - dodaje Małgorzata.

Do przeszukania swoich własnych pudeł ze wspomnieniami zachęciła Autorka wszystkich na koniec spotkania. Bo każdy może ze swego życia zrobić oddzielną historię. Czasem będzie to historia podwórka, a czasem wsi barwnej i słonecznej, choć niewolnej od masy obowiązków.
- Piszcie - powiedziała, a na twarzach słuchaczy (częściej - słuchaczek!) pojawiła się tęsknota za otarciem z kurzu niepamięci tamtych lat. Coś czuję, że pójdą za tym kolejne wspomnienia. Oby tak było, bo dla wszystkich wszak wystarczy miejsca w tym obszernym świecie literatury, prawda?

Małgorzata Kalicińska, "Fikołki na trzepaku", Wydawnictwo Zysk i ska

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Trochę pamiętam :)
A tekst b. dobrze się czyta, 5*.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.