Kilka dni temu dotarła do nas wspaniała wiadomość - Filip Jurzyk, autor tekstu "Gdzie jest Emil Petrov?" zajął drugie miejsce w konkursie na Europejską Nagrodę dla Młodych Dziennikarzy 2010.
Co poza tym? - Kilka miesięcy po odejściu z "Dziennika" poznałem ludzi, którzy namówili mnie do założenia działalności gospodarczej - opowiada dalej Filip. - W lipcu zarejestrowałem firmę "Servimedia" i odtąd z coraz większym powodzeniem realizuję się jako młody przedsiębiorca. Zajmuję się obsługą medialną, zapewniam swoim klientom teksty w dowolnej formie i postaci, zależnie od ich chwilowych potrzeb. To mogą być wywiady, artykuły sponsorowane, reportaże, relacje z imprez firmowych, notki prasowe itd... Jednocześnie w razie potrzeby organizuję profesjonalnych fotografów, kamerzystów, grafików, web designerów i webmasterów. Siłą rzeczy skręcam ze szlaku dziennikarza na PR-owca i jestem z tego bardzo zadowolony. Realizuję zlecenia między innymi dla FRSE, projektu o komercjalizacji wiedzy TEKLA PLUS, ostatnio także dla firmy KONSMETAL ALIANS i kilku małych firm których na razie nie mogę ujawniać.
Zapytaliśmy Filipa o historię jego reportażu o Emilu Petrovie. - Rodzinę Petrov poznałem przez moją przyjaciółkę Anię Sulewską (znajomość z European Youth Press), byłą dziennikarkę Gazety Wyborczej, która obecnie mieszka z mężem i dzieckiem w Berlinie. Ania odezwała sie do mnie i powiedziała jaka jest sytuacja, pokazała też ich bloga oraz stronę na Facebooku. Prosiła swoich najbliższych znajomych w Warszawie o udzielenie pomocy zdesperowanej rodzinie Petrov. Pomocy nigdy nie odmówię, więc jak tylko przyjechali, spotkaliśmy się i tak zaczęła się kolejna niezwykła przygoda mojego życia. Ci ludzie są tak wyjątkowi, oryginalni, dziwni, radośni, silni... Można wyliczać bez końca. Najpierw pomagałem w Warszawie, zajmując się tym co umiem najlepiej - stroną medialną. Równocześnie z ITAKĄ rozsyłałem informacje prasowe, kontaktowałem rodzinę Petrov z mediami, co zaowocowało nagraniem dla TVN Warszawa i wizytą w studio Dzień Dobry TVN. Ich dramatem zainteresowała się także prasa, radio i media internetowe. Oczywiście Finom cudownie pomagali też inni warszawiacy, naprawdę udowodniliśmy, że polska gościnność to nie żaden slogan.
Filip bardzo się zaangażował w pomoc rodzinie Petrov. Pojechał wraz z nimi do Krakowa, kiedy po telewizyjnych wystąpieniach i ogłoszeniach pojawiły się niezależne głosy, że Emil był widziany na południu kraju. - Spędziłem z nimi tydzień w Krakowie, wcześniej poświęciłem masę czasu i uwagi w Warszawie, czego rezultatem było zawalenie sesji zimowej i oblanie egzaminu z prawa Unii Europejskiej. Mam poprawkę we wrześniu... Ale grunt, że tekst powstał. W dodatku na dość wariackich papierach, ponieważ zgłosiłem go do konkursu (tego który już raz wygrałem) w ostatnim dniu, na kilka godzin przed deadlinem. Warunkiem zgłoszenia była publikacja w mediach. I tutaj ogromna zasługa Redakcji Wiadomości24, która zareagowała błyskawicznie publikując tekst w swoim serwisie.
Jak się to wszystko skończyło?
- Epilog tej przegadanej historii jest taki: tekst zajął drugie miejsce w Polsce i dostanę pamiątkowy dyplom - opowiada Filip. - Nie pojadę na kolejną podróż życia do Istambułu, ale przecież pisząc tekst "Gdzie jest Emil Petrov" zaprzyjaźniłem się z wyjątkowymi ludźmi, jednocześnie zrobiłem wszystko co w mojej mocy by pomóc rodzinie w poszukiwaniach Emila. Nie ulega wątpliwości, że większym szczęściem byłoby odnalezienie chłopaka, niż wygranie tego konkursu. Istambuł nie był motywacją do działania, motywacją była chęć pomocy - deklaruje.
My natomiast bardzo się cieszymy, że mogliśmy pomóc Filipowi w osiągnięciu sukcesu. Nawet jeśli jego tekst nie zdobył pierwszej nagrody, to zajęcie drugiego, wysokiego przecież miejsca z pewnością przyczyniło się do tego, że więcej ludzi usłyszało o sprawie Emila. Mamy nadzieję, że to jeszcze nie koniec i pewnego dnia dowiemy się, gdzie jest Emil Petrov. Póki co życzymy Filipowi wielu sukcesów. Mamy nadzieję, że nagrodzony tekst nie jest ostatnim, który u nas opublikował.