Facebook Google+ Twitter

Film o śmierci

Dobry debiut filmowy, to u mnie przysłowiowa krótka piłka. Wiecie, to jak otwarcie partii szachowej - debiut, środek i koniec. Szybka wymiana spojrzeń. Tylko czarne i białe pola. Sarah Watt i jej film "Z drugiej strony" właśnie bije mnie koniem.

Kadr z filmu "Z drugiej strony". / Fot. materiały dystrybutoraNiewiele filmów potrafi zawalczyć o umysł widza. Pamiętam, że jedynie seans filmu "Pi" zakończyłem czuciem dreszczu biegnącego po grzbiecie, a zagubiony człowiek w "Requiem dla snu" doprawił to wszystko gęsią skórką. Darren Aronofsky w tych dwóch filmach zaskoczył mnie przede wszystkim niskobudżetową realizacją, a w tym pierwszym - czarno-białą taśmą. Natomiast film "Z drugiej strony" spowodował u mnie solidny ból brzucha - ten niepokój o swoich bliskich.

Na pierwszym planie mamy małe miasteczko. Uplasowane już w naszej świadomości: drużyna krykietowa, jakiś mały teatr, gdzie nieudolnie grają Szekspira, sklepy ze słojami pełnymi gum do żucia i lizaków i mieszkańcy - zwykli i prości ludzie. Mozaika pielęgniarek, kanarów, motorniczych, dziennikarzy, sprzedawców i mechaników samochodowych. Słowem - norma.

Bo to film o ludziach.

Nick (William McInnes), fotoreporter "Southern Mail", lokalnej gazety, otrzymuje właśnie uderzającą diagnozę: rak prostaty, i to z przerzutami. Meryl (Justine Clarke), artystka zafascynowana tematem śmierci, nie może o niej przestać myśleć, a Andy (Anthony Hayes), redakcyjny kolega Nicka - pracuje nad teorią samobójstw.
"Z drugiej strony" uderza prostotą, powieleniem pomysłów i schematów, pokazuje naturalną codzienność piątku, soboty i niedzieli. Uwalnia w wyobraźni ospałe popołudnia, przepełnione takimi sprawami, jak przygotowanie rubryki do poniedziałkowego wydania gazety, wykonaniem zamówionej przez wydawcę akwareli, przypadkowym seksem i niechcianą, ciążą czy niekończącymi się kłótniami z byłą żoną. I śmiercią.

Śmierć przestała być mrocznym misterium...

... a stała się dziennikarskim newsem.

Nick i Andy: dla nich śmierć stanowiła do tej pory pożywkę na rozkładówki, kolumny przeliczanej na wierszówkę lub liczonej w nagrodach tygodnia za najlepszy tekst lub zdjęcie. Dziennikarze wyrażają śmierć w prostych wartościach: liczbą zwłok, przyczyną i skutkiem, domysłem i faktem. Jednak podczas realizowania tematu o człowieku śmiertelnie potrąconym przez pociąg, Nick robi zdjęcie, które splata ze sobą losy wielu ludzi. Ludzi, którzy pozornie dla siebie nie istnieją, zajmują się różnymi sprawami, zaszywają w sobie i uciekają myślami poza strefę śmierci. Nie lubimy przecież tych nagłówków: "Wykoleił się pociąg", "Pożar pochłonął 20 osób", "Matka zakatowała 12-letnią córkę"... I tak dalej.

Meryl, mająca cały czas przedśmiertne projekcje osób napotkanych na swojej drodze, zdaje się prawidłowo oddzielać wymyśloną na poczekaniu fikcję od rzeczywistości. Rzeczywistości tej jest jednak bliżej do fikcji, niż jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić.

Sarah Watt nie umoralnia na siłę, nie wylicza błędów człowieka, nie podaje na tacy złotego środka. Nie mówi też, jak żyć, jak postępować, jak zrozumieć człowieka chorującego na raka. Sam Nick, wstrząśnięty diagnozą, nie potrafi wytłumaczyć światu swojego bólu, a jego znajomi nie potrafią naturalnie zachować się w obliczu śmierci. Z drugiej strony to ludzkie. Kij ma dwa końce.

Nie jest to oczywiście oryginalny film, lecz oryginalny debiut. A oto trudno. Można o nim powiedzieć dramat. Ale ta historia opowiada również o relacjach międzyludzkich, o niechęci podejmowania trudnych decyzji, łamania barier, w końcu jest też tu mowa o miłości od pierwszego wejrzenia i zwierzęcym pożądaniu.

Należy zobaczyć. Dlaczego? Bo film ma ręce i nogi. Genialne soundtracki. I brawurowo łączy taśmę na szpuli z piękną i przerażającą animacją.

"Z drugiej strony" (Look both ways), Australia 2005
Dramat/Romans
czas: 100 min.

Reżyseria: Sarah Watt
Scenariusz: Sarah Watt
Zdjęcia: Ray Argall
Muzyka Amanda Brown

dyst.: Vivarto

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Plusik Jakub za recenzję, bo to dziwny film, poruszający wiele wątków

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za język i za zgrabne ujęcie czegoś,co wcale nie jest takie łatwe do ujęcia

Mi w filmie podobała się nuta impresjonizmu,bardzo ciekawe ujęcie. Muzyka super. Tylko moim zdaniem tytuł nie do końca trafnie przetłumaczony. I nie podobali mi się ludzie,którzy szeleścili za mną torebkami i głośno komentowali film :]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.