Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

181727 miejsce

Film o życiu tragicznym, w niefilmowym stylu

Filmów mówiących o ludzkim nieszczęściu nie brakuje. Jedne poruszają bardziej, inne mniej. Większość z nich to jednak fikcyjne opowieści z najczęściej szczęśliwym zakończeniem.

Telewizja Polska pokazała niedawno „Nasiona” Wojciecha Kasperskiego, które są prawie takim filmem. Prawie, bo to dokument, nie fikcja. Mówi o życiu ubogiej rodziny z Ałtaju. To historia prawdziwa, realne życie. Próżno tu szukać aktorów wypłakujących oczy, przeklinających swój los i wygłaszających łzawe kwestie, które mają wzruszyć widza. Kasperski pokazuje świat ponury, gdzie nie ma miejsca na płacz. Pokazuje proste i mocne słowa, jakimi posługują się bohaterowie.

Opowiadaczem staje się ojciec rodziny. To on bierze na siebie odpowiedzialność za utrzymanie domu. I choć narzeka, szorstko odnosi się do żony, to jednak próbuje sprostać temu zadaniu. Sam zdaje sobie sprawę z sytuacji swoich bliskich. Wyznaje, że trudno mu powiedzieć, czy jego dzieci są szczęśliwe. Pewnie są na tyle, na ile mogą, na ile je stać. Dla nich szczęściem jest chodzenie po rurach i krojenie liści. Z drugiej strony, wobec wielu rzeczy ten dorosły, wielki mężczyzna jest bezradny. Nie wie, jak uwolnić od bólu córkę, którą boli ząb. Nie potrafi też rozmawiać z chorą psychicznie żoną, która ciągle czymś go drażni.

W tym domu problem stanowi nawet poranne wyprawienie dziecka do szkoły. I trudno się dziwić, że o ogromnej tragedii, jaką było samobójstwo córki, mówią tak zwyczajnie. O ile matka załamuje czasami głos, o tyle ojciec zupełnie beznamiętnie i bez emocji stwierdza tylko, że dziewczyna po prostu nie udźwignęła ciężaru życia. Oni go ciągle dźwigają, a że jest ogromny, to sprawił, że w rezultacie stali się odporni na uczucia i emocje.

Jakże inny jest ten film od innych. Jak prawdziwy, bo ponury, dobitny, szorstki. Jednak oglądając go, odczuwa się to coś wobec bohaterów. Tak po prostu, zwyczajnie ich lubimy. Za to, paradoksalnie, jacy są. Za to, że są tak biedni- materialnie, ale też chyba bardziej duchowo. A szczęśliwego zakończenia próżno tu szukać. Życie zna też zakończenia tragiczne i smutne. Tutaj nie mamy żadnego. Wszyscy oni będą dalej żyć swoim życiem. Wszyscy, chyba że znów ktoś jego ciężaru nie udźwignie...

To dobrze, że powstają takie filmy. Dużo lepsze, prawdziwsze i mocniejsze niż ckliwe produkcje z aktorską obsadą. Ci ludzie z „Nasion” nie muszą grać i dlatego to oni oddają życie najbardziej wiarygodnie. Być może kino dokumentalne to droga, którą powinni pójść także inni polscy filmowców. Może większe fundusze powinny zostać przeznaczone na tego rodzaju obrazy. Sukcesy „Dzieci z Leningradzkiego” i teraz „Nasion” nakazują co najmniej zastanowienie nad tym problemem. Eureka Media wspólnie z Instytutem Adama Mickiewicza pozwoliły zaistnieć dokumentalistom dzięki projektowi „Rosja- Polska. Nowe spojrzenie”. Właśnie w jego ramach Kasperski nakręcił swój film, już nagradzany na festiwalach w Waszyngtonie, Krakowie, Permie czy ostatnio Łodzi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.