Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1799 miejsce

Filomena opowiada o sobie

Walczę z czasem. Ani filozofia ani psychologia, ani joga czy Budda nic na to nie poradzą. Najprawdopodobniej te wszystkie odczucia są tylko w mojej głowie. Czasem mam wrażenie, że mojej troskliwości, przezorności, ostrożności, zapobiegawczo

Filomena o sobie

Opowiadanie konkurowało w Wysokich Obcasach. *

To chyba kryzys czterdziestolatki. Stale nie mogę zdążyć, jestem rozkojarzona, powolniejsza, a przecież pracy jak drzewo / Fot. Filomenamam mniej, ale co dziwne, czasu także. Rozmyślam, lecz nie potrafię powtórzyć o czym. Czasem myśli kłębią się i gonią niczym w wyścigu. Pytań tyle a odpowiedzi żadnej. Czym jest świadomość? Czym jest sens? czym albo kim jestem? Dokąd zmierzamy rozmnażając się tak szybko? Czasem ogarnia mnie strach. Odpędzam te refleksje gdyż wpędzają mnie w paskudny nastrój, zupełnie jak myśl o oknach czekających na mycie, podłogach, o chwastach w ogródku chowających się przede mną. Niestety, nikt inny się za to nie weźmie. Martwi mnie Jola. Moja krew i ciało a nie znosi by ją o cokolwiek prosić. Odpowiada opryskliwie najczęściej odmawiając, a za chwilkę jest nieszczęśliwa, że tak właśnie się zachowała. No i wpada w dołek, żałuje, płacze. Myślę, że tylko bezwzględna, bezwarunkowa dobroć i miłość może ją zmienić. No i dojrzewanie.
Staram się jak mogę. Może jestem za dobra? nigdy się nie obrażam. Nie stosuję milczenia jako broni. Liczę, że wyrośnie z tego nastolatkowego okresu buntu i sprzeciwu. Mały Jaś jest rozkoszny, ufny, ugodowy, grzeczny. Oby świat go nie zepsuł. Oboje są dla mnie całym światem.

Właśnie zrobiłam operację przegrody nosowej. Dzieci i Jan dali sobie radę beze mnie. To tylko trzy dni. A szpital jest pod bokiem. Bardzo się wycierpiałam, bo nie potrafię oddychać przez usta. Trzy dni bez snu. Trzy noce lęków i refleksji, po których dochodzę do wniosku, że staram się cały czas być najlepszą matką pod słońcem i dobrą żoną. Boję się, że mi się to nie udaje.

Usycham i więdnę. Zamknięta między zakupami, garnkami i pralką, odkurzaczem i ścierką. Tęsknię za ludźmi, za użyciem intelektu a nie tylko płynu do zmywania, za ludźmi z którymi się przyjaźniłam, uczyłam, spierałam w sądzie, tęsknie za przeciwnikiem i za współpracownikiem, za szefostem. To są tęsknoty nie do spełnienia. Zostaną w mojej głowie nostalgią, której się nie pozbędę. Przyznaję, męczy mnie brak uznania i poczucia wartości.

Żyję bez dramatów, nie mam poważnych problemów. Jesteśmy zdrowi, a to najważniejsze. Dzieci wychowuję bezkłopotowo. Nie wiem, czy zbyt dokładam staranności czy przeciwnie. Skutek będzie sędzią. Za mój osobisty sukces uważam ich wspaniałą znajomość czterech języków i ufność do świata i ludzi. Zaczęłam uczyć się angielskiego. Muszę się gdzieś odnaleźć ponownie. To nagłe odcięcie od tłumu wokół siebie spowodowało, że zagubiłam się w samotności. Mimo, że tak trudno być lubianym przez tłum, to jednak mi go wciąż brakuje. Zrobiłam się pusta, próżna, łasa na komplementy. Nawet w domu do sprzątania wkładam buty na obcasie, ładnie się ubieram, no i nie wychodzę rano z łazienki bez lekkiego makijażu. Spoglądanie częste w lustro sprzyja mojej melancholii. Niestety.

Jest jednak coś, co mnie raduje. Nowy rozdział rodzinny. Moje relacje z przyrodnim bratem. Nie znaliśmy się przez wiele, wiele lat. Nasz tato już nie żyje od dziesięciu lat. Nie ma już między nami tej niewidocznej bariery uprzedzeń, „walki“ o pozycję, uznanie i wartość. Matka mojego brata przestała mnie traktować jak konkurentkę. W trójkę jesteśmy sobą wobec siebie. A nawet moja mama ma w tym układzie swoje miejsce. Nasze mamy przez telefon rozmawiają o nas. To wspaniałe. Myślę, że to tata załwtił w niebie iż nastąpiło zamknięcie rozdziału nieporozumień rodzinnych. Mam wreszcie braciszka o którym zawsze marzyłam.

Wszystko do szczęścia mam. A jednak czegoś mi brak co powoduje, że wpadam w melancholiczny nastrój. Grzechem byłoby powiedzieć, że cierpię, bo chciałbym jeszcze dopełnienia, spełnienia, samorealizacji. Wydaje mi się, że już osiągnęłam pewne, jak mawiają fizycy, „nasycenie“. Czterdzieści lat to wszystkie etapy uczenia się życia, poznawania, odkrywania, doświadczania. Czas szkolny, uniwersytecki, małżeński, czas pracy zawodowej i rodzicielski. CZYTAJ DALEJ -->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (36):

Sortuj komentarze:

Pani Grazyno, jaki swiat bylby nudny gdyby wszyscy byli tego samego zdania. To interesujace jak my obie interpretujemy zwierzenia Filomeny i co czytamy miedzy wierszami.
Sle pozdrowienia. Cecylia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Cecylio, zadziwia mnie Pani -;))

Filomena najwyraźniej miewała huśtawki nastrojów, jak miewa każdy. To normalny element życia. Z tekstu wnoszę, że ani razu nie zapadła na długotrwałą, ciężką depresję, z którą trzeba udać się do psychiatry czy choćby do psychologa.
O niczym takim nie napomyka!
Pisze natomiast, że żyje bez dramatów, że wszystko do szczęścia ma, że cieszy się dobrymi relacjami z bratem przyrodnim, że miała wielkie wsparcie ze strony matki i przyjaciół w czasie rozwodu rodziców (o śmierci ojca niczego znaleźć nie mogę prócz tego: "tata załatwił w niebie iż nastąpiło zamknięcie rozdziału nieporozumień rodzinnych"), a teraz przechodzi kryzys pięćdziesięciolatki.
Na koniec czytamy, ze już zaakceptowała siebie i swoje życie, i "o ile zdrowie pozwoli, dożyjemy razem starości jak w bajce Kraszewskiego „Był sobie dziad i baba“.

Po co tu lekarze? Filomena jest normalną, zdrową psychicznie kobietą, która jak wszystkie kobiety miewa chwile nienawiści do ścierkomanii i do przybywających zmarszczek, miewa uczucie, że czas jej umyka, boi się starości, etc. itp.
A która z nas tego nie doświadcza?!

Filomenę czeka jeszcze kryzys sześćdziesięciolatki... siedemdziesięciolatki... osiemdziesięciolatki, dziewięćdziesięciolatki....i oby dożyła lat 200 w takiej kondycji psychicznej.
Proszę spojrzeć, jak to świetnie pracuje na rzecz jej kreatywności: "...wszystko co wiruje w mojej głowie, jest natchnieniem dla pióra. Piszę gdy jest mi smutno, gdy czuję niedosyt (...)"

I o TO chodzi!
Pozdrawiam, gra.
[https://www.youtube.com/watch?v=oG6pEolAKm8]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Grazyno , jestem pewna ze odpowiedzialny/a terapeuta /ka nie powie " czy nie ma pani wiekszych klopotow ". Dobrze wyszkoleni specjalisci tym wlasnie roznia sie od przyjaciolek i i obcych w pociagu , ze nie bagatelizuja problemow swoich klientow, nie oceniaja , a wiedza jak nalezy takiej osobie pomoc.
Wydaje mi sie ze gdyby matka i Filomena po odejsciu meza i ojca pracowaly razem nad
tym traumatycznym wydarzeniem pod kierunkiem specjalisty , to obu paniom latwiej byloby dalej zyc.
Nie wiem czy Filomena to fikcyjna postac,hybryda kilku osob, czy tez osoba autentyczna.. Niech to pozostanie jej tajemnica.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawy tekst Filomeny dotyczący jej życia doskonale odzwierciedla przynajmniej fragmentami życia wielu innych kobiet dbających o swoją rodzinę ... dzieci, męża ...

... jej troski, wątpliwości, poczucie bezsensu ... i sensu życia ... bez Jana i z Janem w końcu ... pogodzonej z losem, afirmującej życie i partnerstwo ...

... ale to co się wydarza wokół tego tekstu, w komentarzach do niego powoli zaczyna żyć życiem własnym i staje się dla mnie nie mniej ciekawym materiałem, godnym uwagi ... i ... przemyśleń ...

... dziękuję i za jedno i za drugie ...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie wytoczyły ciężką artylerię. @-->-- kwiatek dla dyskutantów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cecylio, szukać pomocy w tych sprawach u specjalistów?
Nie zdziwiłabym się, gdyby specjalista zapytał:
- Nie ma pani większych problemów?

Filomena zwierza się, że ma szaloną gonitwę myśli i pokrótce przedstawia dylematy, które ją nachodzą. Uważam, że każda z nas - obojętne: feministka, emancypantka czy niewolnica z wyboru - miewa chwile zwątpienia i ogarniają ją czarne myśli.
Mężczyźni również tego doświadczają.
Nie ma zatem sensu biec do specjalistów, tylko trzeba samej przeanalizować problem, wygadać się przed przyjaciółką, a najlepiej przed kimś całkiem obcym np. w pociągu.
A jeszcze lepiej wystartować w konkursie literackim, gdyż taka praca zmusza do solidnego przemyślenia każdego słowa, każdej myśli, każdego odczucia i uczucia. Na przykład mnie to kiedyś bardzo pomogło - po przeczytaniu wydrukowanych wynurzeń, ujrzałam ich banalność, zawarłam z nimi rozejm i raz na zawsze pozbyłam się dylematów tego typu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Arturze W., nie czyniłam zamachu na Pana. Pierwsza moja myśl była identyczna, gdyż ulegam stereotypom jak większość. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to 2 różne określenia, a dzisiaj widzę, że tylko Barbara nie pozostawiła ich bez komentarza -:))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytalam jakze osobiste zwierzenia Filomeny i zastanowilo mnie to ze majac opisane problemy nie starala sie szukac pomocy u profesjonalnych specjalistow. Byc moze ze nie wspomina o tym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Grażyno, nie umknęło. :)

Powinienem tylko przesunąć cudzysłów. Zamiast "gospodyni domowa" i "gospodarz domu", może bardziej powinienem podkreślić w ten sposób : gospodyni "domowa", pan "domu".
Dlaczego nie na przykład: "gospodarz domowy" .. albo "gospodyni domu" ..? ;)

Dobrze chociaż, że gospodarka to gospodarka, a nie gospodarz ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marku, nie trzeba patrzeć tak daleko. To mamy u siebie, ba, nawet tu w komentarzach. Bodaj pod publikacją Małgorzaty Michaluk o zawodzie gospodyni domowej ktoś - pan Artur? - zwrócił uwagę na całkiem odmienny odbiór terminów: "gospodyni domowa", "gospodarz domu". Skojarzył prawidłowo - pejoratywnie dla kobiety, im plus dla mężczyzny choć najpewniej umknęło mu uwadze, że to są całkiem różne terminy. Umknęło, gdyż w społeczeństwie pokutuje przekonanie, że baba jest głupsza, baba i brzytwa to śmierć i nie ma nic gorszego od baby za kierownicą.

Mężczyzna natomiast może być totalnym łajzą, a i tak będzie lepszy od tuzina fantastycznych siłaczek. Dlatego w pracy zawodowej kobieta musi 3x więcej pracować niźli jej kolega, gdyż co chłop, to chłop! On szafę wyniesie na piętro, kilofem chodnik wyrąbie, swoją ślubną przez próg domu przeniesie; w 2 godziny obiad ugotuje, w tym czasie też pranie zrobi i jeszcze utnie sobie rozmowę na wszelkie tematy z rodziną przy stole.

Gwarantuję, że kobiecie nie uda się żadna z tych rzeczy tak dobrze jak mężczyźnie.
C'est la vie!
https://www.youtube.com/watch?v=U0vB1ljGyzU

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.