Weźmy prosty przykład. Wjeżdżamy spokojnie na skrzyżowanie na zielonym świetle, a z boku na czerwonym bezczelnie wjeżdża w nas jakiś id..., o przepraszam, jakiś inny uczestnik ruchu drogowego. Sytuacja jest oczywista. Odpowiedzialność ponosi nasz nowy znajomy, który próbował swój pojazd umieścić we wnętrzu naszego. Skłonni bylibyśmy nawet powiedzieć, że ponosi stuprocentową odpowiedzialność, bo to on zignorował czerwone światło, ale wiemy, że gdyby nas tam nie było, wypadek by się nie wydarzył, więc powiedzmy dziewięćdziesiąt pięć procent odpowiedzialności ponosi on, a my skromne pięć.
Przy takim podejściu jednak okazuje się, że owe wwiezione przez nas pięć procent, pęcznieje nagle do procentów stu, bo jeśli byśmy je wycofali z całej sytuacji, wypadek by się po prostu nie wydarzył. Właśnie dlatego każdy z uczestników tego wydarzenia ponosi ostatecznie stuprocentową odpowiedzialność. Na to oczywiście trudno się zgodzić i tradycyjna wymówka będzie oczywiście brzmiała, że nie mogliśmy wiedzieć, że kiedy spokojnie jedziemy sobie na zielonym, to z boku grzeje na czerwonym daltonista po paru głębszych. No właśnie! Nie wiedzieliśmy a niewiedza przynosi szkodę. To przecież właśnie
niewiedza jest przyczyną naszych problemów (...).
Artur Przybysławski
"Pustka jest radością, czyli filozofia buddyjska z przymrużeniem (trzeciego) oka"
ISKRY