Facebook Google+ Twitter

Filozofia morderstwa. Recenzja filmu "Nieracjonalny mężczyzna"

Nowa komedia kryminalna Woody'ego Allena jest równie zabawna, co rozczarowująca. Tym razem reżyserowi zabrakło polotu.

 / Fot. materiały prasoweGłówny bohater najnowszego filmu Woody'ego Allena, skarżąc się na poziom intelektualny swoich studentów, mówi mniej więcej tak: "Większość ludzi jedynie przepisuje to, co zapamiętali z książek". Niestety, zdanie to idealnie podsumowuje średnio udany obraz nowojorczyka. "Nieracjonalnego mężczyznę" ogląda się jak dziełko przeciętnie utalentowanego rzemieślnika, który próbował stworzyć kino opierając się na tym, co zostało mu w głowie po seansach klasycznych filmów twórcy "Annie Hall".

Abe Lucas przechodzi egzystencjalny kryzys. Mężczyzna o zbolałej twarzy Joaquina Phoenixa jest cenionym filozofem, który reputacją kobieciarza i plotkami dotyczącymi życia prywatnego mógłby obdzielić całą rzeszę  uniwersyteckich nudziarzy. Nic więc dziwnego, że jego pojawienie się w roli nowego prowadzącego na prowincjonalnej uczelni budzi zainteresowanie, zwłaszcza wśród kobiet. Pozbawionemu chęci do życia profesorowi przyjdzie odtąd lawirować między nieszczęśliwą w małżeństwie Ritą (zwana "królową kina niezależnego" Parker Posey), czterdziestoletnią wykładowczynią chemii, a rudowłosą Jill (powracająca do współpracy z reżyserem po "Magii w blasku księżyca" Emma Stone), zdolną studentką. Abe zaprzyjaźnia się z dziewczyną, której w dziwny sposób udaje się wyciągnąć swojego profesora z marazmu. Wszystko to za sprawą planu pewnego morderstwa...

Allen, prywatnie wielki fan Dostojewskiego, wielokrotnie poruszał już w swoich filmach temat zbrodni, kary i wynikających z ich związku emocjonalnych perturbacji. Tym razem jednak, inaczej niż w "Zbrodniach i wykroczeniach", czy "Wszystko gra" wątek kryminalny zostaje przedyskutowany filozoficznie. Nie znaczy to niestety, że dokonuje się to głęboko i przekonująco – postacie poruszają wprawdzie kwestie przypadku, czy predystynacji, nie wychodzą jednak nigdy poza ogólniki, a aktorzy nie są w stanie obronić znacznej części "papierowych" kwestii.

Szkoda, bo Phoenixowi nie można odmówić przecież ani charyzmy, ani talentu, który w pełnej krasie zaprezentował kilka lata temu w wymagającym "Mistrzu" Paula Thomasa Andersona. Siła tamtej nominowanej do Oscara kreacji tkwiła w fizyczności, dramacie udręczonego ciała spętanego więzami społecznej akceptowalności. I niestety, choć problemy Abe'a dotyczą po części także tej sfery, natłok lekko czerstwych dialogów skutecznie aspekt ten zagłusza.

Phoenix nie znajduje niestety oparcia w grającej główną rolę kobiecą Emmie Stone. Jedna z najpopularniejszych aktorek komediowych młodego pokolenia ("Łatwa dziewczyna") ujawniła ostatnio wielkie zdolności dramatyczne wielokrotnie nagradzaną rolą w "Birdmanie".
Jej występy u Allena, zarówno tutaj, jak i w "Magii w blasku księżyca" pozostawiają jednak wiele do życzenia. Stone, ze swoim emploi wyszczekanej dziewczyny z sąsiedztwa, nie wypada przekonująco jako neurotyczna, miotana namiętnościami młoda intelektualistka. W następnym obrazie Amerykanina pierwsze skrzypce grać ma Kristen Stewart – ciekawe, czy poradzi sobie lepiej...

Najjaśniejszym punktem produkcji jest bez wątpienia mało znana w Polsce Parker Posey, która w przeciwieństwie do Stone idealnie wpisuje się w kanon znerwicowanych allenowskich bohaterek. Marząc o płomiennym romansie, jej Rita musi zadowalać się niezbyt udanym pozamałżeńskim seksem i kolejnymi drinkami spożywanymi często w samotności. Niestety, schematyczny scenariusz nie pozwala w pełni rozwinąć Posey skrzydeł, spychając ją ostatecznie do roli barwnego tła. Szkoda, bo że nowojorczyk nadal potrafi pisać kobiece role, nie trzeba przekonywać nikogo, kto widział choćby oscarową Cate Blanchett w hitowym "Blue Jasmine".

Czytaj także: Andrzej Żuławski najlepszym reżyserem festiwalu w Locarno. Nagrodę otrzymał za film "Kosmos"


Nie znaczy to oczywiście, że "Nieracjonalny mężczyzna" to film zupełnie nieudany. Fani reżysera z pewnością nie będą się nudzić, jeśli tylko przymkną oko na słabszą tym razem formę kultowego artysty. Nie spodziewajcie się jednak fajerwerków. To filmowa prowincja, nie żaden "Manhattan".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.